<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257</id><updated>2012-01-25T15:11:21.075+01:00</updated><category term='Ian McEwan'/><category term='capote'/><category term='nagrody literackie'/><category term='lista NIEprzeczytanych książek'/><category term='depresja'/><category term='amerykańskie południe'/><category term='w oryginale...'/><category term='romantycznie'/><category term='popularnonaukowy'/><category term='sylvia plath'/><category term='przy kawie'/><category term='tochman'/><category term='lektura nadobowiązkowa'/><category term='szekspir'/><category term='szklany klosz'/><category term='znaleziska'/><category term='Orange Prize'/><category term='murakami'/><category term='kraje nordyckie'/><category term='science fiction'/><category term='plany'/><category term='kolorowe czytanie'/><category term='stało się jutro'/><category term='muzyka'/><category term='cortazar'/><category term='audrey hepburn'/><category term='reportaż'/><category term='jane austen'/><category term='dzienniki'/><category term='kryminał'/><category term='literatura amerykańska'/><category term='lista przeczytanych książek'/><category term='śniadanie u tiffany&apos;ego'/><category term='cudowność tekstów'/><category term='stosik'/><category term='sf'/><category term='projekt nobliści'/><category term='wiosenne czytanie'/><category term='lem'/><category term='podsumowanie'/><category term='collins'/><category term='literatura na peryferiach'/><category term='norwegian wood'/><category term='kultura japońska'/><category term='larsson'/><category term='Booker Prize'/><category term='gender'/><category term='szwecja'/><category term='film'/><category term='japonia'/><category term='McCarthy'/><title type='text'>bredablik</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>68</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-5248106572243421911</id><published>2011-12-29T18:03:00.009+01:00</published><updated>2011-12-29T18:15:13.623+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='znaleziska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stosik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sf'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lem'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stało się jutro'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><title type='text'>Na cmentarzysku zapomnianych książek. Tylko dla obłąkanych.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-UBEkIulKjtw/Tvye57XNq1I/AAAAAAAAGKo/kiXxK33cwas/s1600/_DSF9131.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-UBEkIulKjtw/Tvye57XNq1I/AAAAAAAAGKo/kiXxK33cwas/s320/_DSF9131.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5691598747114253138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Moja miejska biblioteka, oprócz tradycyjnych półek, na których stoją w rzędach książki przeznaczone do wypożyczenia, posiada również jeszcze inną, niezwykłą półkę. Niewielka, ukryta w ciemnym kącie, półka przeznaczona „tylko dla obłąkanych”. Obłakanych na punkcie książek. Lądują tam powieści najszerszej maści, przeważnie wydania już stare, nie wiadomo, ile razy i przez kogo przeczytane, owiane mgłami tajemnic poprzednich czytelników.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpiękniejsze jest to, że ten, kto ma ochotę, może sobie wziąć do domu jedną bądź więcej książek, które wpadły mu w oko, na widok których tętno nieznacznie przyspieszyło, a oddech stał się szybszy. Półka ta niejeden raz przyprawiła mnie o żywsze bicie serca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś zapełniona była niezliczonymi wydaniami dotyczącymi literatury science fiction oraz tekstów na temat wschodniej duchowości. Miłośnicy kontynentu azjatyckiego znaleźliby tam m. in. przewodniki po buddyzmie czy książkę Filipa Kapleau traktującą o praktyce ZEN. Pozostawiając tym razem innym czytelnikom radość odkrycia tych ciekawych tekstów (być może jakiejś zabłąkanej 18-letniej duszyczce, którą sama niegdyś byłam, gdy niecierpliwie przeglądałam w owej bibliotece półki dotyczące duchowości Wschodu), zanurkowałam w SF. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybrałam sobie parę pozycji, między innymi dwie antologie opowiadań z 1984 i 1987 roku, dwa zbiory „Stało się jutro” (w tym jedno autorstwa Marcina Wolskiego, z czego tym bardziej się cieszę, że dokładnie ten tom pożyczył mi niedawno kolega i właśnie na mnie padło, aby wycieńczona tyloma lekturami książka w końcu pozbyła się okładki) i „Astronautów” Lema, których zabrałam przede wszystkim dlatego, że znalazłam tam enigmatyczny zbiór pocztówek oraz zdjęć... Bruce’a Lee oraz Led Zeppelin! Nie mam pojęcia, co rzeczywiście stanowią owe zdjęcia, czy są prawdziwe czy tylko wydrukowane jak prawdziwe. Na jednym z nich dopatrzyłam się w rogu częśli logo magazynu „Bravo”, zatem całkiem możliwe, że dawno dawno temu ten poczytny magazyn dla młodzieży, proponował właśnie coś a la zdjęcia. Ale kogo!!! Dziś przecież magazynu tego typu lansują gwiazdy zupełnie innego pokroju!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam skarby, które kryją stare książki. Rzeczy, zwykle właśnie pocztówki czy zdjęcia, które należały kiedyś do kogoś, kogo nigdy nie poznamy. Kiedyś znalazłam w jednej z książek miesięczny bilet autobusowy z lat 60-ych! Uwielbiam też przygarniać stare książki, takie, których nikt już nie chce, lub takie, o których ktoś zapomniał. Stare książki mają swoją własną historię czytania, a nam, nieznanym odkrywcom otwierają przed sobą świat pełen tajemnic i fantazji na temat poprzednich czytelników. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-XxHOIwrgdVE/TvyerDAn04I/AAAAAAAAGKU/rvfSQGnVMm8/s1600/_DSF9135.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-XxHOIwrgdVE/TvyerDAn04I/AAAAAAAAGKU/rvfSQGnVMm8/s320/_DSF9135.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5691598491468944258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-OyRE0xITYK0/TvyeoM28-uI/AAAAAAAAGKE/wTdQn8QJHPI/s1600/_DSF9136.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-OyRE0xITYK0/TvyeoM28-uI/AAAAAAAAGKE/wTdQn8QJHPI/s320/_DSF9136.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5691598442573134562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-GP0qKDbgCfw/TvyelMlDThI/AAAAAAAAGJ4/EnHP8To39Iw/s1600/_DSF9132.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-GP0qKDbgCfw/TvyelMlDThI/AAAAAAAAGJ4/EnHP8To39Iw/s320/_DSF9132.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5691598390958444050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-DxM-Sz7ol28/TvyeiH6DdJI/AAAAAAAAGJs/um3KU9ivqJg/s1600/_DSF9133.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-DxM-Sz7ol28/TvyeiH6DdJI/AAAAAAAAGJs/um3KU9ivqJg/s320/_DSF9133.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5691598338164749458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-na_azX_-SXA/Tvyee9wNVxI/AAAAAAAAGJg/Es8rmqTVftU/s1600/_DSF9134.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-na_azX_-SXA/Tvyee9wNVxI/AAAAAAAAGJg/Es8rmqTVftU/s320/_DSF9134.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5691598283899492114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-5248106572243421911?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/5248106572243421911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/12/na-cmentarzysku-zapomnianych-ksiazek.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5248106572243421911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5248106572243421911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/12/na-cmentarzysku-zapomnianych-ksiazek.html' title='Na cmentarzysku zapomnianych książek. Tylko dla obłąkanych.'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-UBEkIulKjtw/Tvye57XNq1I/AAAAAAAAGKo/kiXxK33cwas/s72-c/_DSF9131.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-1698683652467872020</id><published>2011-12-18T14:15:00.003+01:00</published><updated>2011-12-18T14:16:51.772+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jane austen'/><title type='text'>Opactwo Northanger, Jane Austen</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Ps-6nDvdu-A/Tu3nn9XoFPI/AAAAAAAAGIg/S6fYP5JxkGU/s1600/opactwo-northanger-2_0_b.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Ps-6nDvdu-A/Tu3nn9XoFPI/AAAAAAAAGIg/S6fYP5JxkGU/s320/opactwo-northanger-2_0_b.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5687456578113377522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Opactwo Northanger” wydaje się po trosze powieścią, którą Austen napisała w przerwie pomiędzy „poważniejszymi” tytułami, aby nie wypaść z wprawy, poćwiczyć pióro i wypróbować w praktyce swój dowcip oraz talent do posługiwania się sarkazmem i ironią.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając „Opactwo...” ubawiłam się setnie. Szybko wciągnęły mnie perypetie głównej bohaterki, heroiny Katarzyny. Austen, z dozą ironii nie pozbawionej bynajmniej sympatii, opisuje stany emocjonalne bohaterki, która zakochuje się w pewnym poznanym na balu dżentelmenie. Suchej nitki nie pozostawia na jej przyjaciółce, pięknej i głupiutkiej Izabelii. Prowadzi świetne dialogi, które czytane na głos z drugą osobą, powodują salwy śmiechu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem pod wrażeniem sporej dawki dystansu Jane Austen do siebie jako pisarki, do pisania w ogóle a także do roli kobiety tamtego okresu, która poza chodzeniem o 12 w południe do pijalni wód, a wieczorem do teatru, ładnym wyglądem i uprzejmym sposobem bycia,  zobowiązana była jedynie  do w miarę wczesnego znalezienia sobie  męża. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedstawiając świat XVIII-wiecznego ziemiaństwa w tak ironiczny i prześmiewczy sposób, Austen oczywiście demaskuje płytkość relacji międzyludzkich, nierzadko dwulicowych, pozornie  bezinteresownych i tylko na pierwszy rzut oka pozbawionych fałszu. Wśród tych wszystkich aspektów Katarzyna jawi się jako osoba bardzo naiwna, ale jednak szczera, nie potrafiąca kłamać ani manipulować drugim człowiekiem, budząca od razu sympatię  czytelnika, jak i niewinną pobłażliwość w stosunku do jej wyimaginowanej wyobraźni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Opactwo...” to powieść trochę nierówna. Jej pierwsza część oparta jestw  dużej mierze na dialogach oraz dość szczegółowym opisie  życia  towarzyskiego, a właściwie  tego, co dzieje  się  pomiędzy ludźmi przy okazji spotkań na balach, spacerach czy w teatrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga natomiast część aspiruje do bycia prześmiewczą formą powieści grozy, w których zaczytuje się bohaterka, takich jak np. „Tajemnice zamku Udolpho”. W tej części książki dialogów jest już znacznie mniej, a więcej jest opisów, zwłaszcza stanów wewnętrznych i myśli Katarzyny. Pojawia sie pewna intryga. Wszystko jednak zbyt szybko i zbyt pobieżnie się kończy, zwłaszcza w stosunku do części pierwszej, gdzie Austen rzetelnie stara się opisać ważniejsze dla fabuły postaci oraz proces zawiązywania się  bliższych relacji pomiędzy nimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fakt ten właśnie pozwala mi twierdzić, że „Opactwo...” choć wciągające i interesujące, stanowi jedynie powieść napisaną dla wprawy i ćwiczenia pióra.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-1698683652467872020?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/1698683652467872020/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/12/opactwo-northanger-jane-austen.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1698683652467872020'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1698683652467872020'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/12/opactwo-northanger-jane-austen.html' title='Opactwo Northanger, Jane Austen'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Ps-6nDvdu-A/Tu3nn9XoFPI/AAAAAAAAGIg/S6fYP5JxkGU/s72-c/opactwo-northanger-2_0_b.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-968368886510420133</id><published>2011-11-28T17:23:00.003+01:00</published><updated>2011-11-28T17:25:18.852+01:00</updated><title type='text'>Blog mojej siostry</title><content type='html'>Zapraszam na &lt;a href="http://koszykolapaula.blogspot.com/"&gt;bloga mojej siostry Oli&lt;/a&gt;, która postanowiła zacząć pisać o swojej codzienności, przemyśleniach, czasem o książkach, czasem o życiu. Kto ma ochotę, zapraszam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-968368886510420133?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/968368886510420133/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/11/blog-mojej-siostry.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/968368886510420133'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/968368886510420133'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/11/blog-mojej-siostry.html' title='Blog mojej siostry'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-2004827231668193380</id><published>2011-11-26T14:05:00.003+01:00</published><updated>2011-11-26T14:10:37.216+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tochman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='reportaż'/><title type='text'>Reportaże Tochmana "Bóg zapłać"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Lvg1pc9RVmw/TtDkVF6vZAI/AAAAAAAAGFg/c_QgSIv8YB0/s1600/bog-zaplac.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Lvg1pc9RVmw/TtDkVF6vZAI/AAAAAAAAGFg/c_QgSIv8YB0/s200/bog-zaplac.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679290181131133954" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pomimo niewielkich gabarytów, zbiór reportaży Wojciecha Tochmana, przynajmniej dla mnie, nie jest lekturą do „połknięcia” za jednym zamachem. „Bóg zapłać” to coś w rodzaju, bez ironii, współczesnych „Żywotów świętych”. Bohaterami większości reportaży są  pojedynczy ludzie, swego rodzaju outsiderzy, wykluczeni z jakiegoś powodu z najbliższego otoczenia. Przedstawieni zazwyczaj w sposób pozytywny, są niezrozumiani przez wrogo nastawionych ludzi, którzy patrząc stereotypowo na dany problem, usiłują pojąć go i zrozumieć za pomocą często niesprawiedliwych ogólników.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tochman daje czytelnikowi lornetkę, zmniejsza dystans i zaprasza do wysłuchania intymnej relacji, która rzuca całkowicie inne światło na daną sytuację. Patrzymy teraz na historię  człowieka w maksymalnym zbliżeniu. Odcinamy się od stereotypów, tego, co nam się „może wydawać”, od ogólników, które tylko pozornie  tłumaczą przyczyny i skutki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterowie zamknięci są w swoim własnym świecie, samotnie muszą zmagać się zarówno ze światem wewnętrznym, jak i zewnętrznym, często ku niezrozumieniu, lub co gorsza potępieniu, przez otoczenie. Czytelnik, wnikając w ten wewnętrzny świat, może dostrzec dany problem z subiektywnego punktu widzenia. Może ustawić swój „focus” na to, co jednostkowe, zbliżyć się na dystans bardzo osobistej rozmowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tochman nie moralizuje, nie ocenia i nie komentuje. Podobnie jak czytelnik, zdaje się stać gdzieś  z boku i słuchać z uwagą głosu bohaterów.  I jeśli są gdzieś jakieś emocje, jakies moralne  oceny, jakaś złość lub radość, to tylko i wyłącznie w wypowiedziach osób, których dane historie  dotyczą. Czytelnik może, lecz nie musi, przyłączyć się do wydawania sądów, do oceny, czy takie a nie inne zachowanie miało swoje etyczne uzasadnienie, czy nie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile autor „Bóg zapłać” - przynajmniej nie  bezpośrednio - nie ocenia ani swoich bohaterów, ani ich „wrogów”, to w jakiś sposób robi to z większej odległości. Tytuł bowiem tego zbioru wydaje mi się niezwykle ironiczny. Większość historii dotyczy kwestii  religii i katolicyzmu w Polsce. Bohaterami są księża, żony religijnych fanatyków czy chociażby maturzyści, którzy wybierali się w intencji egzaminu dojrzałości na Jasną Górę (lecz nie tylko - znajdziemy tu bowiem również  historię Tomka Beksińskiego czy Wandy Rutkiewicz). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bóg zapłać” to podziękowanie. W kontekście historii przedstawionych przez Tochmana, nabiera ironicznego, ale także pełnego smutku i rozczarowania wyrazu, gorzkiego wyrzutu w stronę Boga, który miał przecież chronić, dać oparcie i w końcu - życie wieczne... Skoro nie dał swemu dziecku tych dwóch pierwszych rzeczy za życia, czy dotrzyma słowa, gdy życie to w najmniej oczekiwanym momencie dobiegnie kresu?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-2004827231668193380?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/2004827231668193380/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/11/reportaze-tochmana-bog-zapac.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2004827231668193380'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2004827231668193380'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/11/reportaze-tochmana-bog-zapac.html' title='Reportaże Tochmana &quot;Bóg zapłać&quot;'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Lvg1pc9RVmw/TtDkVF6vZAI/AAAAAAAAGFg/c_QgSIv8YB0/s72-c/bog-zaplac.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-4895221686355630252</id><published>2011-11-15T23:07:00.004+01:00</published><updated>2011-11-15T23:19:47.048+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='larsson'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szwecja'/><title type='text'>W świecie szwedzkich kryminałów. Stieg Larsson</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-dPqIpLIDOqg/TsLjNik2NmI/AAAAAAAAGFQ/s8B2aZc_9TI/s1600/mezczyzni-ktorzy-nienawidza-kobiet-b-iext2908310.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 206px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-dPqIpLIDOqg/TsLjNik2NmI/AAAAAAAAGFQ/s8B2aZc_9TI/s320/mezczyzni-ktorzy-nienawidza-kobiet-b-iext2908310.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5675348302199404130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rzadko czytam kryminały. No dobrze – nigdy ich nie czytam. Tym razem, wiedziona po trosze ciekawością, co może kryć się pośród sześciuset stronami bestsellerowej powieści szwedzkiego dziennikarza, dałam się skusić na lekturę. Pochłonęłam najpierw z 80 stron, po czym na długi czas odłożyłam książkę na półkę.  Za drugim razem – dobrnęłam do końca w dość szybkim tempie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” to powieść składająca się z dwóch historii. Pierwsza z nich, o podłożu kryminalnym, dotyczy rodziny Vangerów - szwedzkich potentatów gospodarczych, których koncern chyli się nieuchronnie  ku upadkowi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele  lat temu, podczas jednego z corocznych zjazdów rodzinnych w sprawie interesów firmy, w niewyjaśnionych okolicznościach znika 16-letnia Harriet, ulubienica seniora rodu, a zarazem szefa koncernu, Henrika. Rodzina przekonana jest, że dziewczyna została zamordowana, a policji nie  udaje się zakończyć śledztwa sukcesem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi wątek dotyczy  głównego bohatera powiesci, Mikaela Blomkvista, który jest dziennikarzem a zarazem właścicielem na poły lewicowego, a na poły anarchistycznego czasopisma zajmującego się tematami ekonomicznymi i gospodarczymi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść rozpoczyna się w czasie głośnego procesu, w trakcie którego Blomkvist zostaje oskarżony za zniesławienie jednego z rekinów przemysłowych, Wennerstroma. Jego kariera rozsypuje się  jak domek z kart, a z powodu braku rzetelnych dowodów, zostaje uznany za pozbawionego wiarygodności dziennikarza. Jest skończony. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak sie okazuje, tylko pozornie, bowiem w tym właśnie trudnym dla niego momencie, otrzymuje od Henrika Vangera intratną propozycję rozwiązania zagadkowego zniknięcia ukochanej krewnej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tom trylogii „Millenium” czyta się  świetnie. To oczywiste, że fabuła bardzo szybko wciąga. Opowieść skontruowana jest w sposób błyskotliwy i nie naciągany. Larsson powołuje do życia ciekawe i „żywe” charaktery. Mikael Blomkvist oraz Lisabeth Salander  stanowią dwójkę zupełnie odmiennych, lecz świetnie dopasowanych osobowości, które wspólnie poszukują przyczyn kolejnych niezwykłych wydarzeń, mających miejsce w przeszłości.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Larsson stworzył kryminał z zacięciem dziennikarskim. Nie jest to jedynie zwykły splot niezwykłych wydarzeń. Poprzez wprowadzenie wątków z pograniczna ekonomii i dziennikarstwa, powieść nabiera na poły intelektualnego klimatu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko raczej nie będę sięgać po kolejne tomy trylogii. Pomimo pozytywnych wrażeń, jakie pozostawiła po sobie powieść, myślę, że taka namiastka kryminalnego świata literatury w szwedzkim wydaniu, w zupełności mi wystarczy. No, może uzupełnię sobie lekki niedosyt obejrzeniem ekranizacji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-4895221686355630252?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/4895221686355630252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/11/w-swiecie-szwedzkich-kryminaow-stieg.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/4895221686355630252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/4895221686355630252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/11/w-swiecie-szwedzkich-kryminaow-stieg.html' title='W świecie szwedzkich kryminałów. Stieg Larsson'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-dPqIpLIDOqg/TsLjNik2NmI/AAAAAAAAGFQ/s8B2aZc_9TI/s72-c/mezczyzni-ktorzy-nienawidza-kobiet-b-iext2908310.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-8665867360735896267</id><published>2011-11-12T09:09:00.003+01:00</published><updated>2011-11-12T09:13:48.948+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='amerykańskie południe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><title type='text'>"Służące" Kathryn Sockett</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-qlmCJdVQJAo/Tr4qryjCB7I/AAAAAAAAGBc/S6uxIRcsJCM/s1600/sluzace-b-iext2760928.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 264px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-qlmCJdVQJAo/Tr4qryjCB7I/AAAAAAAAGBc/S6uxIRcsJCM/s400/sluzace-b-iext2760928.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674019512324851634" /&gt;&lt;/a&gt; W tym roku należę  do  tego niepochlebnego grona czytelników, którzy raczej obniżają średnią czytelnictwa w Polsce, niż  podtrzymują na jakimś w miarę przyzwoitym poziomie. Powodów może znaleźć  się  kilka, lecz wiadomo, jak kończą się dyskusje oscylujące wokół stwierdzenia „nie mam czasu na czytanie”. U mnie jest trochę inaczej: nie mam czasu na ZAANGAŻOWANIE się  w czytanie. Chodzi o ten rodzaj zaangażowania, które pozwala dotrzeć do ostatniej strony rozpoczętej książki. Nie  będę liczyć, ile rozpoczętych historii poznałam w tym roku. Nie starczyło mi czegoś, czym do tej pory swobodnie dysponowałam i co pozwalało mi na utrzymanie jako takiej listy przeczytanych rocznie książek. Chyba zmieniłam się trochę jako czytelnik, lecz nie powiem, że nie tęsknię  za intensywnym czytaniem, wręcz przeciwnie, niemniej staram się akceptować fakt, że nadeszły inne czasy oraz wierzyć w to, że stare, zapewne w nieco innej formie, powrócą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tym właśnie tle, zbyt szczegółowo opisanym chyba jak na potrzeby Waszego zainteresowania, może niezwykle kształtować się fakt, że kilka dni temu rozpoczęłam lekturę  tak niezwykłej książki, że w dniu wczorajszym, z przyspieszonym pulsem, udało mi się  ją skończyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Służące” Kathryn Sockett są w mojej prywatnej bibliotece kontynuacją wyzwania „Amerykańskie Południe”, które w znacznej mierze porusza problem segregacji rasowej, relacji pomiędzy ludźmi o odmiennym kolorze skóry, o codziennym życiu w społeczeństwie podzielonym na „czarne i białe”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to pierwsza i jak na razie jedyna powieść Sockett, którą oparła w dużej  mierze na własnym życiu i osobistych doświadczeniach. Pisarka urodziła się w Jackson – w stolicy stanu Mississippi. Jackson jest stolicą nie  tylko tylko w sensie geograficznym, ale także świadomościowym i obyczajowym, zajmującym ważne miejsce na mapie historii segregacji rasowej w USA. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzecz dzieje się nie aż tak dawno, bo w latach 60-ych. I podczas gdy my, w Polsce, borykaliśmy się  z najostrzejszą komunistyczną zimą,tam, na rozgrzanym Południu mieszkańcy prowincjonalnych miasteczek nie mieli się o wiele lepiej. W dużych miastach Stanów Zjednoczonych, takich jak Nowy Jork, miały miejsce już nie pierwsze ruchy, mające obalić ustanowione dawno temu podziały społeczne. Jest to bowiem czas między innymi słynnego przemówienia Martina Luthera Kinga, „Miałem sen”. Lecz mimo to, im dalej od Nowego Jorku na Południe, tym fundamenty segregacji  coraz bardziej przypominają morze zastygłego betonu, w powierzchnię którego nie sposób wkłuć cokolwiek ostrego, by zaczęło kruszyć tę skamielinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Służące” prócz dość ważnego tematu, są po prostu świetnie napisane. Trzy narratorki, w tym dwie służące – Murzynki Minny i Aibileen -  i jedna „Biała pani” – 23-letnia Skeeter, która ma ambicje zostania pisarką. Po powrocie ze studiów do rodzinnego domu, obserwując swoje najbliższe otoczenie, postanawia przeprowadzić wywiady z „Czarnymi” służącymi, które pracują w domach „Białych”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wyniku tej decyzji, tworzy się  pełna napięcia pomiędzy postaciami – mieszkańcami Jackson – fabuła, przeplatana to niezwykle zabawnie  opisanymi sytuacjami, to często tragicznymi i drastycznymi obrazami codziennego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś wieczorem moje kroki natomiast kieruję w stronę kina, ponieważ tak się niezwykle złożyło, że w kinach puszczają ekranizację tej niesamowitej powieści. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-ijSAwWSELGk/Tr4qco2Qk8I/AAAAAAAAGBQ/rmLH9Q6w4N4/s1600/film_8061_original_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 350px; height: 388px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ijSAwWSELGk/Tr4qco2Qk8I/AAAAAAAAGBQ/rmLH9Q6w4N4/s400/film_8061_original_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674019252023104450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-8665867360735896267?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/8665867360735896267/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/11/suzace-kathryn-sockett.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8665867360735896267'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8665867360735896267'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/11/suzace-kathryn-sockett.html' title='&quot;Służące&quot; Kathryn Sockett'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-qlmCJdVQJAo/Tr4qryjCB7I/AAAAAAAAGBc/S6uxIRcsJCM/s72-c/sluzace-b-iext2760928.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-9071532387390536402</id><published>2011-10-14T22:46:00.002+02:00</published><updated>2011-10-14T22:48:39.426+02:00</updated><title type='text'>Półki z książkami - inspiracje</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-ux6y68p1q60/TpigCsAsA1I/AAAAAAAAGA8/kVkIuV21ZBE/s1600/23265129_chpUbyQV_c.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 333px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ux6y68p1q60/TpigCsAsA1I/AAAAAAAAGA8/kVkIuV21ZBE/s400/23265129_chpUbyQV_c.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663452499452625746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://pinterest.com/feefeern/books-worth-reading/"&gt;http://pinterest.com/feefeern/books-worth-reading/&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-9071532387390536402?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/9071532387390536402/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/10/poki-z-ksiazkami-inspiracje.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/9071532387390536402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/9071532387390536402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/10/poki-z-ksiazkami-inspiracje.html' title='Półki z książkami - inspiracje'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ux6y68p1q60/TpigCsAsA1I/AAAAAAAAGA8/kVkIuV21ZBE/s72-c/23265129_chpUbyQV_c.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-6533035045877403941</id><published>2011-09-20T20:29:00.006+02:00</published><updated>2011-09-20T20:36:40.795+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura japońska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='japonia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='norwegian wood'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='murakami'/><title type='text'>Po drugiej stronie muru. "Norwegian Wood" Murakamiego</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-lEwcPkAjwM0/TnjcgWZNXyI/AAAAAAAAGAM/lwm2___Lo3A/s1600/norwegian-wood-b368905.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-lEwcPkAjwM0/TnjcgWZNXyI/AAAAAAAAGAM/lwm2___Lo3A/s320/norwegian-wood-b368905.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5654511780488896290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Potrzebowałam dużo czasu, aby przekonać się do Murakamiego. Najpierw nie dokończone „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”, dużo później „Sputnik Sweetheart”, który choć interesujący, nie zaszczepił we mnie wszechobecnej miłości do japońskiego pisarza, w końcu „Norwegian Wood” polizany po paru kartkach i odstawiony na półkę na długi czas. Aż wreszcie nastał dzień, w którym zapłaciłam przez tę powieść karę w biliotece – dzisiaj – a na biurku leży kolejna książka - „Kronika ptaka nakręcacza”. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wsiąknęłam. Utonęłam. „Wzięło mnie”. Przepadłam. Tylę mogę powiedzieć o lekturze „Norwegian Wood”. Poczułam ten klimat – Murakamowski styl kreacji literackich obrazów, a zwłaszcza ten niesamowity sposób budowania napięcia pomiędzy bohaterami, opisywania emocji i procesów myślowych zachodzących w ich głowach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz myślę, gdy analizuję sobie w wolnych od pracy chwilach, „fenomen Murakamiego”, że po trochu wiem, co stanęło mi na przeszkodzie. Wiem, jaki mam z Murakamim problem. I podejrzewam, że właściwie nie tylko z Murakamim, ale z kulturą japońską, ba, z wielką barierą kulturową, jaka dzieli mnie – Europejkę – od tradycji i historii, a co za tym idzie, zbudowanych na ich fundamentach zwyczajach , motywach postępowania oraz wewnętrznych imperatywach, według których człowiek wyznacza ścieżkę własnego życia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ktoś uzna moje myślenie za powierzchowne i płytkie, gdy za chwilę zdradzę, w czym między innymi przejawia się efekt trudności przedarcia się przez ową barierę – trudno, wezmę to „na klatę”, ponieważ nic innego mi nie pozostaje, jeśli chcę być sama ze sobą szczera. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mianowicie mam ogromny problem z powierzchownością Azjatów. Nie dość, że nie rozróżniam Koreańczyka od Chińczyka, to wszystkie Japonki wydają się mi bliźniaczo podobne. W związku z tym, gdy ostatnio miałam okazję obserwować w barze grupę Azjatów (nie mam pojęcia, jakiej narodowości), zastanawiałam się, dlaczego ten chłopak wybrał właśnię tę dziewczynę, a nie jej koleżankę. Są identyczne, śmieją się w podobny sposób, mają te same gesty, sposób mówienia, a nawet są w podobnym stylu ubrane. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepraszam, jeśli w oczywisty sposób kogoś uraziłam skupiając się tylko i wyłącznie na wyglądzie zewnętrznym. Wynika to z mojej ingoracji i braku obycia z osobami odmiennej nacji. Ponadto jest to jedynie pierwszy, najbardziej oczywisty przejaw mojej niewiedzy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę zagłębiać się w tym miejscu dalej, gdyż całkowicie się pogubię. Jeśli bowiem mam problem już na etapie powierzchowności, co z kwestiami, o których pisałam już wyżej – z historią, religią, tradycją i wychowaniem? Co – idąc dalej – z fundamentalnymi zagadnieniami, jakimi są życie i śmierć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w tym miejscu właśnie wkracza Murakami. Wkracza z bogatym światem uczuć i myśli. Pomaga mi ujrzeć RÓŻNICĘ, odzielić i zindywidualizować właśnie to, co właśnie dla mnie jest obce i nieznane. Mało tego, rozpala we mnie pragnienie, aby poznać i dowiedzieć się więcej, aby nie zatrzymywać się przed murem, który wydaje się nie do przebicia, pokazuje mi drogę, którą mogę wejść na ten mur, zobaczyć w całości rozciągający się za nim krajobraz, a następnie, jeśli chcę, zejść z niego po drugiej stronie i wyruszyć w piękną wędrówkę do nieznanej krainy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Norwegian Wood” jest piękny – nie będę pisać, o czym jest, bo jeśli ktoś będzie chciał, to po prostu do niego sięgnie i sam się przekona. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powstał film na podstawie tej powieści. Niestety nie było w Polsce premiery. Jest jednak dostępny w różnych magicznych miejscach Internetu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-mW8era3T4Gg/TnjdAg4hh1I/AAAAAAAAGAs/6V9OZglrjg8/s1600/norwegian-wood-film.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 298px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-mW8era3T4Gg/TnjdAg4hh1I/AAAAAAAAGAs/6V9OZglrjg8/s320/norwegian-wood-film.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5654512333060409170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-bTz5_e9dssI/Tnjc7qvlBLI/AAAAAAAAGAk/5jYoyNc-VzY/s1600/Norwegian-Wood-Film-Still.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-bTz5_e9dssI/Tnjc7qvlBLI/AAAAAAAAGAk/5jYoyNc-VzY/s320/Norwegian-Wood-Film-Still.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5654512249807897778" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-EilmHGAO_gw/Tnjc3iOl6AI/AAAAAAAAGAc/k3zL_zZRwwI/s1600/review_Venice_NorwegianWood-594x396.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-EilmHGAO_gw/Tnjc3iOl6AI/AAAAAAAAGAc/k3zL_zZRwwI/s320/review_Venice_NorwegianWood-594x396.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5654512178802583554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-E7nUfsmZxso/Tnjc0AiS6KI/AAAAAAAAGAU/UniNQG3f1Uo/s1600/Norwegian-Wood-007.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 192px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-E7nUfsmZxso/Tnjc0AiS6KI/AAAAAAAAGAU/UniNQG3f1Uo/s320/Norwegian-Wood-007.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5654512118218811554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-6533035045877403941?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/6533035045877403941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/09/po-drugiej-stronie-muru-norwegian-wood.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6533035045877403941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6533035045877403941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/09/po-drugiej-stronie-muru-norwegian-wood.html' title='Po drugiej stronie muru. &quot;Norwegian Wood&quot; Murakamiego'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-lEwcPkAjwM0/TnjcgWZNXyI/AAAAAAAAGAM/lwm2___Lo3A/s72-c/norwegian-wood-b368905.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-604349058082967869</id><published>2011-08-14T16:19:00.000+02:00</published><updated>2011-08-14T16:20:00.517+02:00</updated><title type='text'>Jeszcze raz nazwać rzeczy po imieniu</title><content type='html'>żyję w świecie, którego nie rozumiem. który jest zbyt obszerny, abym mogła go pojąć.&lt;br /&gt;będąc osobą inteligetną i wrażliwą, rozbijam się o mur, który stoi na drodze zrozumienia.&lt;br /&gt;zazdroszcze tym, którzy radzą z tym sobie i potrafią poruszać się w świecie od informacji do informacji.&lt;br /&gt;którzy pewnym głosem wypowiadają sądy, sprawiając wrażenie przekonanych co do tego, że mają rację.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;ja, mimo że bardzo się staram, niczego nie rozumiem. i nie wiem, dlaczego. wydaje mi się, że dożyliśmy czasów,&lt;br /&gt;w których wszystko jest relatywne. nie wiem, czy kiedykolwiek do tej pory tak było. rzeczy uległy pomieszaniu.&lt;br /&gt;nastąpiła zamiana miejsc. nie pamiętam już gdzie siedziałam przed chwilą, nie jestem pewna, gdzie teraz powinnam usiąść.&lt;br /&gt;przykucam na chwilę i znów zmieniam miejsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zadroszczę czasem również tym, którzy wybierają sobie miejsce ze względów estetycznych, wygodnictwa, trendów czy interesów.&lt;br /&gt;oni chociaż wiedzą, czym się kierować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;będąc młodsza, wykreowałam sobie jakies ideały, które również były dynamiczne. stałam się dorosła i codziennie widzę, że to, &lt;br /&gt;co myślałam mając 20 lat, jest całkiem ładnym eksponatem, którzy kurzy się na półce. jak wszystkie moje książki,&lt;br /&gt;którym kiedyś zawierzyłam i w stosunku do których naprawdę czułam silny intelektualny pociąg. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a dziś czytając je, zastanawiam się, o czym one są i czy to, co jest w nich zawarte, rzeczywiście może mi pomóc. przestałam umieć posługiwać się kluczem. &lt;br /&gt;zjadłam ciastko i urosłam,a drzwiczki pozostały gdzieś w dole, małe i nieosiągalne dla mnie. szukam teraz płynu, &lt;br /&gt;jak Alicja, aby móc zmniejszyć swoje rozmiary, które pompuje codzienność,obowiązki, praca, lęk przed przyszłością, lęk przetrwania i lęk przed zmarnowanym życiem. &lt;br /&gt;nie wiem, czy wybory, które dokonałam, są własciwie. czuję się rozczarowana, bo myślałam, że mając 26 lat, będę miała&lt;br /&gt;choć w niewielkim stopniu tę pewność. doświadczenia życiowe powinny uczyć nas samych siebie. tymczasem ja nie nauczyłam się jak dotąd zbyt wiele na swój temat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;może powinnam wrócić do pisania. &lt;br /&gt;może w ogóle powinnam wrócić. cofnąć się i zacząć jeszcze raz. &lt;br /&gt;jeszcze raz ponazywać rzeczy po imieniu.&lt;br /&gt;wrócić do Thoreau, Nietzschego, Emersona, Cortazara, Borgesa.&lt;br /&gt;Do samodyscypliny. Do wegetarianizmu. Do odrzucenia zbędnych rozrywek.&lt;br /&gt;Do samotności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem. W tej chwili wydaje mi się to dobrą opcją, lecz za chwilę stwierdzę inaczej.&lt;br /&gt;Jestem już za daleko. Rozpoczęłam nowy zawód, nabrałam innego kierunku, nie jestem już sama. &lt;br /&gt;Chyba nie mogę wrócić. Więc co zrobić?&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-604349058082967869?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/604349058082967869/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/08/jeszcze-raz-nazwac-rzeczy-po-imieniu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/604349058082967869'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/604349058082967869'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/08/jeszcze-raz-nazwac-rzeczy-po-imieniu.html' title='Jeszcze raz nazwać rzeczy po imieniu'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-2819192940846490849</id><published>2011-08-12T09:50:00.002+02:00</published><updated>2011-08-12T09:53:48.250+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ian McEwan'/><title type='text'>Hamlet na sali operacyjnej - Ian McEwan, Sobota</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-46rbaNNSHRs/TkTb_HFALFI/AAAAAAAAF_8/ATCI4GDGv6g/s1600/Sobota_Ian-McEwan%252Cimages_big%252C15%252C83-7359-275-X.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 202px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-46rbaNNSHRs/TkTb_HFALFI/AAAAAAAAF_8/ATCI4GDGv6g/s320/Sobota_Ian-McEwan%252Cimages_big%252C15%252C83-7359-275-X.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639874510652976210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Co wydarzyłoby się, gdyby jakiś badacz odkrył pewnego dnia, że Hamlet cierpiał, na przykład, na tętniaka mózgu? Że wszystkie zjawy, które widział, głosy, które słyszał, cierpienie, które odczuwał i szaleństwo, do którego się posunął były tylko i wyłącznie wytworem chorego mózgu? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy nastąpiłby rozpad literatury? Czy literatura przestałaby istnieć, a zastąpiłyby ją pseudopowieści non-fiction z medycznym aspektem w tle? Co stałoby się z rzeszą „galerników wrażliwości”, którzy byli dotąd nie tylko bohaterami tekstów, ale którzy stworzyli je pod zastaw własnego życia? Czy spojrzelibyśmy na nich poprzez pryzmat zepsutego organizmu ludzkiego? Co stałoby się ze słynnym pytaniem „Be or not to be?”. Czy po tej rewolucji jeszcze ktoś z nas – humanistów – rozczarowany na wskroś sięgnąłby po jakąkolwiek książkę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Sobota”, wbrew temu, co jest napisane na skrzydełkach okładki, nie jest zapisem jednego dnia. Narracja bohatera wybiega bowiem w różne czasowe rejony, poddając analizie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Tłem powieści jest demonstracja przeciwko wojnie w Iraku, jaka miała miejsce w Londynie 15 lutego 2003 roku. Bohater, około 50-letni neurochirurg, w swojej wędrówce po londyńskich ulicach rozważa wszystkie te tematy, które budzą lęk współczesnego człowieka – zamach na mój mały świat, w którym żyję i jestem na swój sposób szczęśliwy, w którym kocham i jestem kochany, w którym tworzę z drugą osobą nowe życie, snuję plany na przyłość, marzę o niedzielnej kawie i gazecie, o porannym seksie z ukochaną żoną, w którym jestem dumny z moich utalentowanych dzieci i wierzę w to, że osiągną sukces – bezwzględny zamach, który jest imperatywem, bytem „ens per se”, który nie ma na celu zabicia konkretnej osoby. To zaplanowany do ostatniego szczegółu, ale jednocześnie niezwykle przypadkowy zamach. Lęk współczesnego człowieka. Przed imperatywem płynącym z niebios, jako echo obietnicy o raju, o lepszym świecie, „pod zastaw własnego życia”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I z jednej strony mamy terroryzm wynikający z pobudek religijnych i pomimo całej kontrowersji, jaka z tego wypływa, jesteśmy w jakimś (marnym) stopniu zrozumieć ten problem. Lecz McEwan idzie nieco dalej, przecina niepostrzeżenie wypełniony demonstrantami Hyde Park, który tego dnia już na zawsze przejdzie do historii, i niemal chichocząc, ukazuje nam pojedynczego człowieka, schowanego gdzieś w cieniu tych wielkich transparentów, człowieka chorego na nieuleczalną chorobę, która bardzo powoli, bardzo konsekwentnie, zamieniać będzie jego mózg w szarą bezmyślną papkę. W związku z tym już tego dnia, 15 lutego 2003, chory zaczyna przejawiać zachowania destrukcyjne nie tylko względem siebie, ale również względem ludzi, którzy stają na jego drodze. Na przykład względem Harry’ego Perowna, naszego 50-letniego neurochirurga. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chory Buxter – galernik wrażliwości? Czy chory umysłowo, niebezpieczny dla otoczenia człowiek, którego działania nie zależą od jego woli, lecz są wynikiem zepsutego mózgu? Jego imperatywem nie jest ani religia, ani nic, co stanowiłoby akt wolincjonalny. Jego imperatywem jest nieuleczalna choroba, która wybrała sobie, nie wiadomo dlaczego, właśnie jego organizm. W tym groteskowym kostiumie, Buxter i jemu podobni, zostaną na tej scenie już do końca swoich dni.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-2819192940846490849?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/2819192940846490849/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/08/hamlet-na-sali-operacyjnej-ian-mcewan.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2819192940846490849'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2819192940846490849'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/08/hamlet-na-sali-operacyjnej-ian-mcewan.html' title='Hamlet na sali operacyjnej - Ian McEwan, Sobota'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-46rbaNNSHRs/TkTb_HFALFI/AAAAAAAAF_8/ATCI4GDGv6g/s72-c/Sobota_Ian-McEwan%252Cimages_big%252C15%252C83-7359-275-X.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-6144741521268199415</id><published>2011-06-29T19:41:00.004+02:00</published><updated>2011-06-29T19:47:31.067+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sylvia plath'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzienniki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='depresja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szklany klosz'/><title type='text'>Szklany klosz, Sylvia Plath</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-q_7-S5Akx_Q/TgtkyP2Vt3I/AAAAAAAAF-I/hFgAl0LDFRc/s1600/sylvia-plath-photograph.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 265px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-q_7-S5Akx_Q/TgtkyP2Vt3I/AAAAAAAAF-I/hFgAl0LDFRc/s320/sylvia-plath-photograph.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5623699374112880498" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Z Sylvią Plath zaprzyjaźniłam się przede wszystkim czytając  w wakacje przed rozpoczęciem pierwszego roku studiów jej pamiętniki. Bardzo silnie identyfikowałam się z nią. Śledziłam dokładnie jej życie, z ogromnym zainteresowaniem poznawałam jej myśli, razem z nią nakładałam na siebie dyscyplinę codziennego pisania, czytania lektur, inspirowałam się jej fascynacjami literackimi, wreszcie, zazdrościłam jej życia i osobowości. Podobało mi się niezwykle w niej to, że z jednej strony była ambitną intelektualistką, a z drugiej dbała o swój wygląd, styl ubierania się i życie towarzyskie. Stanowiła dla mnie obraz pełnej kobiety, inteligentnej i pięknej zarazem, kogoś, z kogo warto brać przykład. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Intymność jej pamiętników pozwalała także na pewną dozę dystansu do spoglądania na poetów i pisarzy przez pryzmat „wielkim [...] był”. Z rozbawieniem odczytywałam fragmenty, jak Sylvia zastanawiała się, co zrobić z wydłubaną właśnie z nosa kozą. Z biegiem czasu dochodziły teksty bardziej refleksyjne, od których wiało pesymizmem i depresją. Fragmenty  te doskonale ukazywały, jak trudne tak naprawdę jest życie osoby wrażliwej, ambitnej i myślącej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do wierszy Sylvii nie zaglądałam nigdy na dłużej. Nie porywały mnie, co zrzucałam na karb raczej tłumaczenia niż podważania talentu amerykańskiej poetki. W jej pamiętnikach dużo miejsca poświęconego było poezji, ale wiedziałam przecież, że zaczynała od prozy, od opowiadań. Nigdy jednak specjalnie nie wierzyłam w nie. Uważałam, że Sylvia jest mistrzynią w opisywaniu świata właśnie w formie jaką stanowi dziennik literacki, To mi wystarczało. Pomimo, że wiedziałam także o istnieniu „Szklanego klosza”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Język i styl w „Szklanym kloszu” są niezwykle kojące. Po to własnie sięga się po literaturę. Aby doświadczyć stanu, w którym każde słowo jest na swoim miejscu. W którym każde zdanie zbudowane jest w sposób doskonały. W którym wreszcie zawarte są tak trafne opisy zarówno świata, innych ludzi, jak i  stanów wewnętrznych bohaterki, że pragnie się nie wypuszczać ołówka z ręki i podkreślać, podkreślać, podkreślać... Plath jest mistrzynią prozy. I pomyśleć, że to jedynie tłumaczenie. Jaka ekstaza musiałaby wypływać z oryginału?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szklany klosz” w treści zbliżony jest do fabuły jej dzienników. Pisany jest z perspektywy 30-letniej kobiety, która na swoje przeżycia próbuje spojrzeć z dystansu i jak najtrafniej opisać ten czas, kiedy to miała 19 lat i znalazła się na życiowym rozdrożu. Doskonale znam ten stan. Zna go zapewne niejedna dziewczyna, zwłaszcza ta, która również miała ambicje literackie, dorastała wśród niezliczonej ilości książek, z jednej strony była romantyczką, a z drugiej próbowała praktycznie spoglądać na życie. I właśnie ten konflikt powodował wewnętrzny niepokokój, a w przypadku wrażliwszych osób, tak jak Plath, prowadził do załamania nerwowego i depresji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszy fragment „Szklanego klosza” to ten, w którym w upalne lato do rodzinnego białego domku na prawdziwej amerykańskiej prowincji, wraca z miesięcznych praktyk w Nowym Jorku, 19-letnia Esther, bedąca już w fazie zaawansowanej depresji. Duchota parnego lata stanowi znakomite tło dla wewnętrznej pustki bohaterki, która nie jest w stanie podjąć najprostszej decyzji, ani  wykonać jakiegokolwiek kroku naprzód, która miota się i cierpi, i jest tym stanie niezwykle osamotniona.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-6144741521268199415?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/6144741521268199415/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/06/szklany-klosz-sylvia-plath.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6144741521268199415'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6144741521268199415'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/06/szklany-klosz-sylvia-plath.html' title='Szklany klosz, Sylvia Plath'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-q_7-S5Akx_Q/TgtkyP2Vt3I/AAAAAAAAF-I/hFgAl0LDFRc/s72-c/sylvia-plath-photograph.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-1280873057120430449</id><published>2011-06-19T19:30:00.004+02:00</published><updated>2011-06-19T19:36:54.285+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='capote'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='audrey hepburn'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śniadanie u tiffany&apos;ego'/><title type='text'>Truman Capote, Śniadanie u Tiffany'ego (opowiadanie/film)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-C6ElHIQkwtY/Tf4ycDMOXdI/AAAAAAAAFy0/nRYV-SFZLhE/s1600/%25C5%259Bniadanie%252Bu%252BTiffany%2527ego4.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 242px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-C6ElHIQkwtY/Tf4ycDMOXdI/AAAAAAAAFy0/nRYV-SFZLhE/s320/%25C5%259Bniadanie%252Bu%252BTiffany%2527ego4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5619984842479263186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt; Klasyka ma to do siebie, że, czy ją się poznało empirycznie, czy też nie (a szczególnie dotyczy to tego drugiego przypadku) w umyśle zawieszone jest, nie wiadomo skąd, nie wiadomo od kiedy, jakieś konkretne wyobrażenie na jej temat.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopóki nie sięgnęłam po jedno z najsławniejszych opowiadań Capote’go, historia „Śniadania u Tiffany’ego”   powiązała mi się z obrazem „Śniadanie na trawie”, nie trudno zresztą zgadnąć , dlaczego. W związku z tym niezwykle daleko byłam od zakorkowanych i głośnych ulic Nowego Jorku. Prawdę mówiąc nie zastanawiałam się wcześniej nad zasadnością wszelkich skojarzeń ze wspomnianym obrazem. Pewne rzeczy przyjmuję czasem ens per se, co prowadzi niejednokrotnie do małych aktów zaskoczenia, gdy już rzeczywiście sięgam po konkretny tytuł. Koniec dywagacji. Wracajmy do Capote’go. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj musi pojawić się żal. O to, że nie potrafię płynnie czytać po angielsku. Krytycy i wielbiciele jego prozy rozwodzą sie bowiem nad genialnością jego języka, nad stylem i klimatem opowiadań. I nie wiadomo, czy kiedykolwiek tego doświadczę i czy już na zawsze nie pozostanie mi tylko Sienkiewicz... (z całym szacunkiem). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W „Śniadaniu...” niezwykle spodobał mi się, ze wględu na moje osobiste fascynacje, rudy bezimienny kocurek, współlokator Holly, któremu celowo nie nadała imienia. Holly generalnie to ekscentryczna osóbka. Tajemnicza, piękna,szczebiotliwa, wypowiadająca oryginalne kwestie, ani trochę nudna, a jednak wewnętrznie rozdarta i nieszczęśliwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowiadanie czytałam już dość dawno, dziś natomiast obejrzałam ekranizację z Audrey Hepburn, przekonana, że niedzielne przedpołudnie to najlepsza pora na tego typu film. I rzeczywiście. Ekranizacja po pierwsze okazała się niezwykle dowcipna. Pełno uroczych scen, które wywoływały uśmiech lub parsknięcie. Z drugiej jednak strony, okazała się trochę odbiegać od zasadniczego wątku opowiadania, no, ale nigdzie nie jest napisane, że film musi być dokładnie taki sam, jak powieść. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Audrey fantastycznie pasuje do tej roli. Pamiętam, że bezpośrednio po lekturze opowiadania pojawiły się Wysokie Obcasy z Teresą Tuszyńską na okładce. Po przeczytaniu artykułu i dokładnemu przyjrzeniu się wszystkim zdjęciom, a także obejrzeniu fragmentów filmów na YouTubie stwierdziłam, że gdyby trzeba było wybrać polską aktorkę do roli Holly, ona nadawałaby się wybornie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz po „Śniadaniu..” sięgnęłam do drugiego opowiadania Capote’go – do „Harfy traw” - o której jednak nie jestem w stanie napisać nic więcej. Nie zrozumiałam tego tekstu. A i teraz niewiele z niego pamiątam... Może kiedyś do niego wrócę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-1280873057120430449?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/1280873057120430449/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/06/truman-capote-sniadanie-u-tiffanyego.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1280873057120430449'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1280873057120430449'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/06/truman-capote-sniadanie-u-tiffanyego.html' title='Truman Capote, Śniadanie u Tiffany&apos;ego (opowiadanie/film)'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-C6ElHIQkwtY/Tf4ycDMOXdI/AAAAAAAAFy0/nRYV-SFZLhE/s72-c/%25C5%259Bniadanie%252Bu%252BTiffany%2527ego4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-7584652710247726919</id><published>2011-06-19T14:12:00.003+02:00</published><updated>2011-06-19T19:06:42.761+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='capote'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cortazar'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śniadanie u tiffany&apos;ego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='murakami'/><title type='text'>Murakami, Sputnik Sweetheart</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/--DVyNhwx8Ps/Tf3n8I9uK7I/AAAAAAAAFyM/cxIDAtRjhMI/s1600/sputnik-sweetheart-haruk_1263.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/--DVyNhwx8Ps/Tf3n8I9uK7I/AAAAAAAAFyM/cxIDAtRjhMI/s200/sputnik-sweetheart-haruk_1263.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5619902930412776370" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jako, że cierpię na przypadek zboczenia komparatystycznego , w związku z  czym wszystko mi się ze wszystkim kojarzy, zacznę od tego (i skończę), z jakimi tekstami kultury skojarzyła mi się powieść Murakamiego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze, ze „Śniadaniem u Tiffany'ego” Trumana Capote.  Ekscentryczna dziewczyna o niezwykle oryginalnym sposobie myślenia oraz skrycie w niej zakochany (a jeśli nie zakochany to zafascynowany) mężczyzna. Osamotnieni, nie potrafiący nawiązywać bliskich relacji z ludźmi, odnaleźli siebie i stali się przyjaciółmi i powiernikami swoich najskrytszych myśli. W obydwu historiach dziewczyna jest tą, która wymyka się pojęciom, ucieka od wszelkich definicji, a on stara się otoczyć ją miłością i bezpieczeństwem. Sumire i Holly nie polubiłyby się, ponieważ są do siebie zbyt podobne. Spontaniczne, nieprzewidywalne, chadzające własnymi ścieżkami. W obydwu opowieściach istotną rolę odgrywa kot - istota o naturze niezależnej, tak jak Sumire i Holly.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie, powieść Murakamiego kojarzy mi się  z „Grą w klasy” Cortazara, w której także znajdują się motywy „Po tej stronie” i „Po tamtej stronie”. Postacie obu historii  cierpią na swego rodzaju schizofrenię. Polega ona w moim rozumieniu na dokonaniu wyboru pomiędzy życiem artysty a życiem mieszczanina (bardziej widoczne jest to u Cortazara). Sumire pragnie zostać pisarką. Do momentu, w którym zakochuje się i podejmuje etatową pracę, pisze niezwykle dużo, a płodność ta jest następstwem ogromu myśli, które wypełniają ją i przenikają na wskroś. Miłość zamyka te drzwi, za którymi znajduje się dziwna, niewyjaśniona pustka. Horacio z „Gry w klasy” ma podobne dylematy. W Paryżu wiedzie życie dekadenta, ma romans z tajemniczą Magą (kobietą zresztą trochę podobną do Holly czy Sumire, jednak w nieco inny sposób), prowadzi filozoficzne dysputy ze swoimi przyjaciółmi z Klubu Węża. Powrót do Argentyny, związek z nudną mieszczańską kobietą, do wściekłości przewidywalną, powoduje u niego zatamowanie dotychczasowego nurtu, w jakim żył Horacio. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść japońskiego pisarza porusza problem tożsamości. Pojawia się w niej niezwykle interesujący motyw lustra (w którym nie tylko odbija się dana postać, ale za którym znajduje się jej druga część – niczym Alicja) i Doppelgangera, czyli sobowtóra, który jest przyczyną metafizycznego, egzystencjalnego i zarazem nieodwracalnego rozpadu własnej osobowości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała ta problematyka osadzona jest na kanwie miłości lesbijskiej, co czyni ją jeszcze bardziej fascynującą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-7584652710247726919?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/7584652710247726919/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/06/murakami-sputnik-sweetheart.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7584652710247726919'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7584652710247726919'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/06/murakami-sputnik-sweetheart.html' title='Murakami, Sputnik Sweetheart'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/--DVyNhwx8Ps/Tf3n8I9uK7I/AAAAAAAAFyM/cxIDAtRjhMI/s72-c/sputnik-sweetheart-haruk_1263.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-4704781364556663715</id><published>2011-06-16T22:26:00.002+02:00</published><updated>2011-06-16T22:26:39.640+02:00</updated><title type='text'>Urlopik</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-6MCzOVz32qY/Tfpm-7R804I/AAAAAAAAFyE/MT67Db68EX4/s1600/urlop.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-6MCzOVz32qY/Tfpm-7R804I/AAAAAAAAFyE/MT67Db68EX4/s320/urlop.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5618916716349019010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-4704781364556663715?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/4704781364556663715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/06/urlopik.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/4704781364556663715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/4704781364556663715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/06/urlopik.html' title='Urlopik'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-6MCzOVz32qY/Tfpm-7R804I/AAAAAAAAFyE/MT67Db68EX4/s72-c/urlop.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-9076252079655615317</id><published>2011-04-25T16:08:00.003+02:00</published><updated>2011-04-25T16:09:16.381+02:00</updated><title type='text'>Wesołych Świąt</title><content type='html'>Dla wszystkich Moli Książkowych serdeczne życzenia! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-dAv3txjpags/TbWAWiDaNiI/AAAAAAAAFw4/9vMRY03EYdQ/s1600/Weso%25C5%2582ych%2B%25C5%259Awi%25C4%2585t.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 238px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-dAv3txjpags/TbWAWiDaNiI/AAAAAAAAFw4/9vMRY03EYdQ/s320/Weso%25C5%2582ych%2B%25C5%259Awi%25C4%2585t.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5599522836291663394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-9076252079655615317?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/9076252079655615317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/04/wesoych-swiat.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/9076252079655615317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/9076252079655615317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2011/04/wesoych-swiat.html' title='Wesołych Świąt'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-dAv3txjpags/TbWAWiDaNiI/AAAAAAAAFw4/9vMRY03EYdQ/s72-c/Weso%25C5%2582ych%2B%25C5%259Awi%25C4%2585t.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-4247503691692903506</id><published>2010-12-21T22:12:00.002+01:00</published><updated>2010-12-21T22:18:43.726+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='collins'/><title type='text'>Pozorne wybory. "Igrzyska Śmierci"</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TREYtoBOKBI/AAAAAAAAFDY/HdOOr19rCoY/s1600/igrzyska-smierci-bprod9140047.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TREYtoBOKBI/AAAAAAAAFDY/HdOOr19rCoY/s320/igrzyska-smierci-bprod9140047.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5553246987640252434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Powieść Suzanne Collins, po bynajmniej nie krótkich poszukiwaniach, odnalazłam w końcu na półce z literaturą dla młodzieży, co mnie niezwykle zdziwiło. Na ostatniej stronie okładki przeczytałam porównanie trylogii Collins do powieści o Harrym Potterze i, o zgrozo, do cyklu „Zmierzch”. Skończywszy pierwszy tom ”Igrzysk Śmierci” mogę powiedzieć, że nie tylko treść nie rozwiała moich wątpliwości co do poziomiu tej prozy, ale moje zdziwienie względem próby jej zaszufladkowania –  spotęgowało się.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Igrzyska Śmierci” są moim zdaniem genialną kreacją utopijnego świata na miarę „Roku 1984” czy „Nowego Wspaniałego Świata”. Być może narracja rzeczywiście jest mniej skomplikowana niż Orwella czy Huxleya, niemniej jestem wściekle ciekawa, jak odebrałby ją nastolatek, zwłaszcza taki, który zafascynował się już cyklem Stephanie Meyer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Collins stworzyła świat spójny, a przebieg wydarzeń poprowadziła niezwykle konsekwentnie. Wykreowała wizję utopijnego państwa z przyszłości, zbudowanego na gruzach Stanów Zjednoczonych, opartego na systemie totalitarnym, a społeczeństwo na powrót podzieliła na klasy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żyjemy aktualnie w świecie, w którym każdy ma szansę na to, aby stać się kimś. Nie ważne, że owo 5 minut rzeczywiście trwa dokładnie tyle i ani sekundy więcej. Króluje era telewizyjnych show, gdzie bohaterami są zwykli ludzie, nasi sądziedzi, przyjaciele, członkowie rodziny, gdzie główną rolę grają niekontrolowane emocje i gdzie panuje niepodzielna i bezdyskusyjna demokracja. Każdy bowiem może być wybranym. Każdy może wybierać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak wybory te na ogół sa pozorne. Tak naprawdę jest to złudzenie demokracji. To nie my wybieramy, nasze wybory są nam sugerowane. Czasami wręcz w agresywny sposób. &lt;br /&gt;Show , w którym bierze udział Katniss – Głodowe Igrzyska – nie różni się moim zdaniem wiele od tego, co możemy obejrzeć chociażby w TVN. Ostatni program Top Model utwierdza mnie tylko w tym przekonaniu. Jedyna różnica tkwi w tym, że sposobem eliminacji innych uczestników jest zadanie im śmierci. Im okrutniejszej, tym bardziej atrakcyjnej dla publiczności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Arena, w której rozgrywają się igrzyska, jest symulacją, będącą pod całkowitą kontrolą władzy. Analogicznie jest to wytworzony przez media sztuczny świat, który my, widzowie, oglądamy wieczorami w swoich domach, i w który wierzymy. Wierzymy w emocje, w to, że dziewczyny (patrz: Top Model) płaczą, mają problemy, przeżywają stresy, a im ich jest więcej, tym lepsza jest oglądalność. Dowodem może być wygrana Top Model przez Paulinę, która praktycznie cały program przepłakała. Żeby było śmieszniej, w „Igrzyskach śmierci” można przeczytać słowa Katniss, która komentując poprzednie lata, wspomniała o dziewczynia, której taktyką było wykreowanie siebie poprzez płacz, słabość, lęk etc. na nieogroźną uczestniczkę, w efekcie czego udało jej się wszystkich przechytrzyć i wygrać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akcja powieści Collins kojarzy mi się również z „Drogą” McCarthy’ego, gdzie ojciec i syn przemierzają spaloną i zniszczoną, wymarłą Amerykę w poszukiwaniu „ognia”. Oni również, podobnie jak Katniss, muszą się ukrywać, zdobywać  jedzienie, walczyć z osłabieniem, chorobą, głodem, wreszcie ze śmiercią. Muszą unikać innych ludzi, którzy mogą się dla nich okazać śmiertelnym niebezpieczeństwem. Są świadkami rzeczy zbyt strasznych, aby można było je sobie wyobrazić w „normalnym” świecie. Wreszcie – szukają w sobie i poza sobą ostatnich oznak życia, pałającego małego ognia, który stanowiłby dowód ich człowieczeństwa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-4247503691692903506?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/4247503691692903506/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/12/pozorne-wybory-igrzyska-smierci.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/4247503691692903506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/4247503691692903506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/12/pozorne-wybory-igrzyska-smierci.html' title='Pozorne wybory. &quot;Igrzyska Śmierci&quot;'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TREYtoBOKBI/AAAAAAAAFDY/HdOOr19rCoY/s72-c/igrzyska-smierci-bprod9140047.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-1630213446593992463</id><published>2010-12-13T12:38:00.005+01:00</published><updated>2010-12-13T12:44:35.516+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Booker Prize'/><title type='text'>Wolf Hall</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TQYF3SSdJwI/AAAAAAAAFDM/-GJwdRccL_M/s1600/w-komnatach-wolf-hall.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TQYF3SSdJwI/AAAAAAAAFDM/-GJwdRccL_M/s320/w-komnatach-wolf-hall.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5550130038140905218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;W „Komnatach Wolf Hall” to powieść historyczna autorstwa Hilary Mantel, która otrzymała za nią prestiżoną nagrodę Man Booker Prize w 2009 roku. Wolf Hall stanowi grubą powieść liczącą ponad 600 stron. Zawarta w niej historia opowiadana jest z perspetywy Thomasa Cromwella,  który w historii Anglii zapisał się jako doradca króla Henryka XVIII, i który przyczynił się do odłączenia Anglii od Rzymu i powstania Kościoła Anglikańskiego,  uznającego supremację Króla nad Papieżem.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla osoby nie znającej dobrze historii Anglii okresu Tudorów, „Wolf Hall” stanowi zagadkową powieść, której zakończenie nie jest bynajmniej oczystiwste. Początkowo bowiem Mantel sugeruje, że będzie to historia życia Cromwella, wielkiej osobowości, niezwykłego człowieka, który będąc synem kowala stał się najważniejszą postacią sceny politycznej XVI wieku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak po pobieżnym zarysowaniu najważniejszych „punktów zwrotnych” w życiorysie Cromwella jako dziecka i młodzieńca, akcja zatrzymuje się na długo w latach 30-stych na dworze Henryka XVIII i głośniej sprawie jego rozwodu z Katarzyną Aragońską oraz małżeństwa z Anną Boleyn, aby doprowadzić nas do schyłku życia, upadku i procesu innej słynnej i niezwykle ważnej w historii Anglii postaci, a mianowcie Thomasa Morusa (znanego m.in. z traktatu pt. „Utopia”). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie zagadkowo kształtuje się nie tyle fabuła powieści Mantel, a jej ramy czasowe, jej początek i koniec. Niezrozumiały bowiem w kontekście tych ram wydaje się tytuł powieści  – „Wolf Hall”, który przed lekturą obiecuje, iż rzeczywiście będziemy przechadzać się po jego komnatach (polski tytuł w tym świetle jawi się zgoła absurdalnie, ponieważ ani jedna scena nie ma miejsca w rzeczonych komnatach) obserwując wydarzenia, które wydarzyły się w dalekiej przeszłości. Apetyt na rozwiązanie tej zagadki gwałtownie rośnie już po powierzchownym uzupełnieniu wiedzy na temat tego, co wydarzyło się później – po straceniu Morusa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mantel pozostawia nas z niejasnym przeczuciem, że mimo iż przez ponad 600 stron towarzyszyliśmy Cromwell’owi nie tylko fizycznie, ale również duchowo, mając dostęp do jego myśli, wspomnień i planów, nie zdołaliśmy rozgryźć jego osoby, zrozumieć jego postępowania i przeniknąć motywów jego działań. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałoby się wręcz sięgnąć po drugi tom „Wolf Hall”, jeśli takowy zostałby napisany i zaspokoić głód na temat tego, jak potoczyła się wizyta w domostwie Jane Seymour, czy Anna urodziła Henrykowi syna i wreszcie, jak potoczyły się losy Tomasza Cromwella.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może Mantel zaspokoi kiedyś naszą ciekawość?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-1630213446593992463?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/1630213446593992463/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/12/wolf-hall.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1630213446593992463'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1630213446593992463'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/12/wolf-hall.html' title='Wolf Hall'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TQYF3SSdJwI/AAAAAAAAFDM/-GJwdRccL_M/s72-c/w-komnatach-wolf-hall.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-6587525254060071966</id><published>2010-08-15T17:28:00.002+02:00</published><updated>2010-08-15T17:30:23.069+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='McCarthy'/><title type='text'>"Droga" Cormac McCarthy</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TGgHvdeUn4I/AAAAAAAAFBk/Hoppu4LW6Vk/s1600/Droga_Cormac-McCarthy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 122px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TGgHvdeUn4I/AAAAAAAAFBk/Hoppu4LW6Vk/s200/Droga_Cormac-McCarthy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5505659056407486338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ta książka jest po prostu genialna. GENIALNA. Nie ma sensu o niej pisać. Trzeba ją  przeczytać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-6587525254060071966?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/6587525254060071966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/08/droga-cormac-mccarthy.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6587525254060071966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6587525254060071966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/08/droga-cormac-mccarthy.html' title='&quot;Droga&quot; Cormac McCarthy'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TGgHvdeUn4I/AAAAAAAAFBk/Hoppu4LW6Vk/s72-c/Droga_Cormac-McCarthy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-2918363603424676587</id><published>2010-08-14T13:44:00.002+02:00</published><updated>2010-08-14T13:47:42.217+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><title type='text'>Borgesowski Wszechświat</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TGaCLXr1H5I/AAAAAAAAFBM/UZSOmp2a0rI/s1600/wszystkie+imiona.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TGaCLXr1H5I/AAAAAAAAFBM/UZSOmp2a0rI/s200/wszystkie+imiona.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5505230726355034002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Wszystkie imiona to książka, której sensy odkrywa się bardzo powoli. Jest bowiem głęboko metaforyczna, aczkolwiek nie poetycka. Jest to powieść o poszukiwaniu, o drodze wiodącej poprzez życie i śmierć, które, nie są, jak sie okazuje, swoimi przeciwieństwami, lecz płynnie przenikają się nawzajem. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wszystkie imiona” to nazwa Archiwum Głównego Akt Stanu Cywilnego, w którym jako kancelista pracuje bohater książki Saramago, Pan Jose. „Wszystkie imiona” to – dosłownie –imiona wszystkich ludzi, zarówno żywych, jak i zmarłych, znajdujących się w rejestrach Archiwum. Każdego dnia, od kilkudziesięciu lat, Pan Jose wprowadza do archiwum żywych nowonarodzone osoby, a także przenosi do archiwum zmarłych akta tych, którzy odeszli z tego świata. Pan Jose wiedzie dość rutynowe życie, żyjąc w cieniu, jest człowiekiem niezwykle samotnym i niepoprawnie przeciętnym. Ma jednak hobby, które staje się przyczyną podjęcia niezwykłych poszukiwań nieznajomej kobiety, której kartę pewnego dnia przypadkowo wyciagnął z rejestru.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klimat powieści momentami jest duszny i klaustrofobiczny, ukazana jest w niej bowiem restrykcyjna hierarchia i dyscyplina urzędu, w którym pracuje Pan Jose. Ogromne archiwa z niezliczonymi szeregami regałów i półek,o wysokościach przyprawiających o zawrót głowy, liczne korytarze prowadzące  do archiwum zmarłych, gdzie akta pokryte są centymetrowym kurzem, gdzie nie ma światła, a przestraszone mole uciekają z zakamarków, gdy przez przypadek strąci się stary stos papierów. Do archiwum zmarłych trzeba wchodzić z nicią Ariadny w dłoniach, aby uniknąć samotnej śmierci w tym przypominającym Borgesowski Wszechświat przerażającym labiryncie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Saramago jest nie tylko filozoficzną refleksją na temat życia i śmierci, pełna jest także dowcipu oraz iście groteskowych sytuacji, do których niejednokrotnie zmusza Pana Jose jego na wpół szaleńcza, pozornie absurdalna wędrówka w poszukiwaniu kobiety, z którą nie ma przecież nic wspólnego. Napisana doskonałym językiem, zaskakująca i dobra literatura, która odkrywa przed Czytelnikiem nowe światy i nowe zagadnienia, o których ten może w spokoju (bądź niepokoju), rozmyślać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Wszystkie imiona", Jose Saramago, przeł. Elżbieta Milewska, REBIS, Poznań 2009&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-2918363603424676587?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/2918363603424676587/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/08/borgesowski-wszechswiat.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2918363603424676587'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2918363603424676587'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/08/borgesowski-wszechswiat.html' title='Borgesowski Wszechświat'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TGaCLXr1H5I/AAAAAAAAFBM/UZSOmp2a0rI/s72-c/wszystkie+imiona.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-6135033279227297435</id><published>2010-08-01T12:40:00.004+02:00</published><updated>2010-08-01T17:02:49.631+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='amerykańskie południe'/><title type='text'>"Umiłowana" Toni Morrison</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFWLTp4toeI/AAAAAAAAFAA/1Jh2soY_oU0/s1600/umilowana.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFWLTp4toeI/AAAAAAAAFAA/1Jh2soY_oU0/s200/umilowana.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5500455689680429538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czytając lektury w ramach wyzwania „Amerykańskie Południe” („Zabić drozda” Harper Lee, „Północ w ogrodzie dobra i zła” Johna Berendta, „Smażone zielone pomidory” Fannie Flagg) zastanawiałam się, czy istnieją pewne wspólne cechy dla literatury tego regionu. Dla każdej bowiem z tych powieści, prócz nadrzędnego problemu dyskryminacji Murzynów (tu wyjatek dla "Północy),charakterystyczne było miasteczko, w którym działa się akcja, jego barwni mieszkańcy oraz proces. Zastanawiające dla mnie było to, czy każda powieść z listy lektur będzie opierać się na podobnym schemacie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Umiłowana” Toni Morisson jest jednak inna. Zupełnie inna. Wprawdzie i tutaj mamy miasteczko (Ohio, Kentucky), nietuzinkowych bohaterów, a w tle proces (nie jest on opisany, ale wiemy, że się wydarzył), jednak struktura tej powieści, jej poetyka i metaforyczność zaskakują. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z najbardziej rzucających się w oczy cech jest realizm magiczny, charakterystyczny szczególnie dla literatury iberoamerykańskiej (proza Marqueza czy Allende). I mimo, że tłumaczka pisze w posłowiu, że określenie prozy Morrison w ten sposób jest wyciągniecięm dość pochopnego wniosku, myślę, że nie sposób tego pominąć i każdemu czytelnikowi, chcąc nie chcąc, dość szybko nasunie się to skojarzenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, w „Umiłowanej” chodzi o coś zgoła poważniejszego – o tragedię, która jest faktem historycznym, o ponad 60 milionów Murzynów, którzy umarli lub zostali zabici wskutek brutalnego schwytania ich w Afryce i przetransportowania do Stanów Zjednoczonych celem nabycia taniej siły roboczej. Najbardziej zaskakującym faktem jednak jest to, że nie tylko Europa nie zdaje sobie sprawy z liczby śmiertelnych ofiar, ale także Stany Zjednoczone. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Umiłowana”  jest przypowieścią, która w symboliczny sposób próbuje przekazać wiedzę na temat tragedii niewolnictwa, które ostatniecznie przerodziło się ludobójstwo. Jedną w ważniejszych kwestii poruszanych w tej powieści jest problem granicy pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Człowieczeństwo Murzynów było nie tyle przekreślone – ono po prostu nie było brane przez Białych pod uwagę (na szczęście nie wszystkich). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z definicji traktowani byli, brutalnie to zabrzmi, jak zwierzęta gospodarskie. Przykuwani na noc łańcuchami, w ciągu dnia zakładano im wędzidła lub kolczatki. Kobiety były wykorzystywane seksualnie w najbardziej okrutny i bestialski sposób, jaki można sobie wyobrazić. Język Morrison próbował oddać to „zezwierzęcenie” określając na przykład stosunki seksualne pomiędzy niewolnikami, jako „parzenie się”. Młoda kobieta była warta tyle, ile taniej siły roboczej mogła spłodzić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sethe ucieka z Domowej Przystani jako ciężarna matka trójki dzieci. Kiedyś usłyszała, jak nauczyciel kazał swoim uczniom narysować tabelkę – po lewej stronie wypisać cechy ludzkie, a po prawe cechy zwierzęce każdego z niewolników. Uciekła, ponieważ nie chciała, aby ktokolwiek dokonał podobnej charakterystyki jej dzieci. Od tego wszystko się zaczyna. W niedługim czasie Sethe stanie przed dylematem, po której stronie zostawić swoje dzieci. Otwiera tym samym drzwi zaświatów, wpuszczając do swojego świata ducha, który dokona nieodwracalnych zmian w życiu jej oraz jej bliskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ostatniej stronie okładki jest napisane, że „&lt;em&gt;Umiłowana &lt;/em&gt;została uznana przez czytelników za jedną z najważniejszych książek stulecia”. Zgadzam się z tym zdaniem po strokroć i mocno dziwię, że powieść Noblistki z 2003 roku jest praktycznie nie znana w naszej świadomości . A może się mylę? Oby. Cieszę się jednak, ze dane mi było na nią trafić. Lektura z pewnością nie na jeden raz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto dodać na koniec, że Morrison oparła swoją powieść o autentyczne wydarzenia. Pierwowzorem Sethe była niewolnica Margaret Garner. Na podstawie powieści powstał także film, pt. „Pokochać”, a także libretto opery „Margaret Garner”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Toni Morrison, „Umiłowana”, przeł. Renata Gorczyńska, Wydawnictwo Znak, Kraków 2007&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFVPdSOXk9I/AAAAAAAAE-4/PSUsOLosRFE/s1600/783px-Thomas_Satterwhite_Noble_Margaret_Garner.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 246px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFVPdSOXk9I/AAAAAAAAE-4/PSUsOLosRFE/s320/783px-Thomas_Satterwhite_Noble_Margaret_Garner.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5500389884429833170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Thomas Satterwhite Noble: Margaret Garner (Współczesna Medea), 1867&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFVPz-nv7bI/AAAAAAAAE_A/DFD2an4cVaA/s1600/Margaret%2520Garner%2520web.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 246px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFVPz-nv7bI/AAAAAAAAE_A/DFD2an4cVaA/s320/Margaret%2520Garner%2520web.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5500390274304568754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;libretto opery&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-6135033279227297435?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/6135033279227297435/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/08/umiowana-toni-morrison.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6135033279227297435'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6135033279227297435'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/08/umiowana-toni-morrison.html' title='&quot;Umiłowana&quot; Toni Morrison'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TFWLTp4toeI/AAAAAAAAFAA/1Jh2soY_oU0/s72-c/umilowana.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-1333197140272570714</id><published>2010-07-31T22:11:00.002+02:00</published><updated>2010-07-31T22:19:07.827+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podsumowanie'/><title type='text'>Podsumowanie wyzwania "Nagrody literackie"</title><content type='html'>Czas na małe podsumowanie. Udało mi się przeczytać:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Oskar i Lucynda - Peter Carey (Booker Prize)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Hańba - Coetzee (Booker Prize)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Połówka żółtego Słońca - Ch. Ngozi Adichie (Orange Prize)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej cieszę się z poznania "Połówki zółtego słońca", jest to genialna powieść, którą koniecznie trzeba poznać. "Oskara i Lucyndę" miałam przeczytać już od kilku dobrych lat, zachęcana entuzjastycznymi opiniami na jej temat. Książka jednak nie spodobala mi się, zmęczyła mnie, uważam, że ma fatalne zakończenie, jestem na nie (szczególnie po upływie kilku miesiecy od przeczytania, gdy myślę o niej). "Hańba" Coetzeego jak najbardziej na tak, dobry kawał prozy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak poza tym - jestem nieufnie nastawiona do nagrodzonych książek, przeważnie spodziewam się czegos lepszego i się rozczarowuję. Myśle tak tym bardziej po recenzjach innych czytelników biorących udzial w tym wyzwaniu, gdzie często to roczarowanie wypływa już w pierwszym zdaniu. Najlepiej chodzić własnymi ścieżkami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-1333197140272570714?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/1333197140272570714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/07/podsumowanie-wyzwania-nagrody.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1333197140272570714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1333197140272570714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/07/podsumowanie-wyzwania-nagrody.html' title='Podsumowanie wyzwania &quot;Nagrody literackie&quot;'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-7104475162084525217</id><published>2010-07-18T21:17:00.004+02:00</published><updated>2010-07-18T21:24:34.187+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='romantycznie'/><title type='text'>Jane Austen. Satysfakcja gwarantowana.</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TENTaDtHtsI/AAAAAAAAEtE/piz7nWLYAts/s1600/Duma_i_uprzedz_filmowa.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TENTaDtHtsI/AAAAAAAAEtE/piz7nWLYAts/s200/Duma_i_uprzedz_filmowa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5495327677458396866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;„Duma i uprzedzenie” Jane Austen to z pewnością wyśmienita lektura na wakacje. Niezwykle dowcipna, przynosi satysfakcję wielbicielom błyskotliwych dialogów, ciętych ripost i zawiłych zdań wypowiadanych przez bohaterów w trakcie lekkich pogaduszek przy popołudniowej herbatce. Do tego nie brak towarzyskich intryg i miłosnych podchodów. Można powiedzieć, że w powieści Jane Austen niewiele się dzieje, jednak autorka posiada niezwykły dar do opowiadania właściwie o niczym w sposób niezwykle interesujący.&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amatorzy akcji wiele jej tam nie znajdą, Austen bowiem skupia się przede wszystkim na aspekcie psychologicznym, na ludziach, ich charakterach, zachowaniach, a także na tym, co i o czym myślą. Jest to niezwykłe studium psychiki ludzkiej, a zwłaszcza kobiecej w 2 pol. XVIII wieku w Anglii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może to, co napisałam powyżej na temat „Dumy i uprzedzenia” wyda się delikatnie lekceważącym osądem powieści. Tak naprawdę jednak jestem nią prawdziwie zauroczona. Po raz pierwszy miałam do czynienia z prozą Jane Austen kilka lat temu i właśnie powyższe aspekty sprawiły, że odrzuciłam książkę nie rozumiejąc, dlaczego jej powieści znajdują się w najsławniejszych rankingach książkowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie dalej, jak parę miesięcy temu, obejrzałam biograficzny film o Jane Austen „Becoming Jane”. Sama jej postać tak niezwykle mi się spodobała, że zaczęłam przychylniej spoglądać w kierunku jej twórczości. W końcu kupiłam sobie „Dumę i uprzedzenie” i od kilku dni bawię się niezwykle czytając tę najważniejszą chyba powieść w dorobku angielskiej pisarki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Styl, język, trafność w opisie charakterów oraz stanów psychicznych postaci nie mogą nie przynieść satysfakcji. Jakaż wielka musi być przyjemność czytania tej książki w oryginale przy bardzo dobrej znajomości angielskiego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako kobieta ostatnimi czasy stałam się bardziej tkliwa i romantyczna, dlatego wątki miłosne, zwłaszcza ten pomiędzy Elizabeth a Panem Darcy, szczególnie przypadły mi do gustu. Z drugiej strony jest to proza na tyle lekka, że czyta się ją niezwykle swobodnie. Lektura w sam raz na doskwierające upały, kiedy ciało i umysł rozpływają się w słodkim odrętwieniu. Przede wszystkim jednak: Satysfakcja. To chyba najtrafniejsze określenie uczucia, jakie towarzyszy mi przy lekturze „Dumy i uprzedzenia”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdej lekturze, o ile jest taka możliwość, nieodłącznie towarzyszy mi film. Samej powieści, jak i ekranizacji, nie muszę zapewne specjalnie innym czytelnikom przedstawiać. Powiem tylko, że oglądałam juz trailer filmu z 2005 roku z Keirą Knightley (ostatnio jedna z moich ulubionych aktorek, zwłaszcza w „Pokucie”), zapowiada się obiecująco i zabawnie. Zatem, have fun!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jane Austen, „Duma i uprzedzenie”, przeł. M. Gawlik-Małkowska, Prószyński i S-ka. &lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-7104475162084525217?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/7104475162084525217/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/07/jane-austen-satysfakcja-gwarantowana.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7104475162084525217'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7104475162084525217'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/07/jane-austen-satysfakcja-gwarantowana.html' title='Jane Austen. Satysfakcja gwarantowana.'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TENTaDtHtsI/AAAAAAAAEtE/piz7nWLYAts/s72-c/Duma_i_uprzedz_filmowa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-7058954528185754161</id><published>2010-06-22T22:52:00.004+02:00</published><updated>2010-06-22T23:07:14.939+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ian McEwan'/><title type='text'>Z pamiętnika gwałciciela. "Pokuta" Ian McEwan</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TCEix3IukiI/AAAAAAAAErU/_ehqc_to0sk/s1600/Pokuta_Ian-McEwan.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TCEix3IukiI/AAAAAAAAErU/_ehqc_to0sk/s200/Pokuta_Ian-McEwan.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5485704061123465762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„Pokutę” Iana McEwana położyłabym w mojej prywatnej historii czytania na tej samej półce, co „Dziwne losy Jane Eyre”, „Tessę d’Urbeville” czy „Cień wiatru”. Kierowałabym się przede wszystkim tym, jak czytałam te książki, a właściwie jak one &lt;em&gt;same dawały się czytać&lt;/em&gt;.&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lektura rozpoczęła się jak każda inna – powolnym wgryzaniem się w tekst. Oswajaniem się i wzajemnym badaniem. Niespiesznym puszczaniem w ruch machiny tworzenia obrazów ze słów. Już po kilkunastu stronach przyspieszyłam tempo czytania. Już zaczęło sie skakanie po zdaniach, potem kartkowanie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy doszłam do końcowych stron części pierwszej (przeczytanych zresztą na wyrywki) nie mogłam się powstrzymać, bo musiałam przecież wiedzieć, czy jeszcze ich imiona pojawią się obok siebie w tej historii, a najlepiej w dialogach. Skoczyłam zatem z dziesięć kartek do przodu, a potem coraz śmielej, dalej, wgłąb, aż do samego końca, bo wiedziałam, że muszę &lt;em&gt;natychmiast poznać zakończenie!!!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten czytelniczy amok trwał może z godzinę. Czytałam rano, przed pracą, a cały ciężar odpędzonego na siłę niedawno snu gdzieś przepadł. Zmęczyłam się, zdyszałam, pełna emocji i niespokojnych myśli dotyczących dwojga głównych bohaterów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A gdy skończyłam, już wiedziałam. Potem przez ponad tydzień zgwałcona przeze mnie książka leżała na komodzie czekając, aż wrócę do niej, ja – cierpliwy czytelnik, wierny czytelnik, lojalny czytelnik (wobec książki, wobec siebie, wobec autora).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powróciłam do niej w końcu, aby już na spokojnie wchłonąć każde słowo, każde zdanie, każdy misternie opowiedziany obraz. Piękny typ prozy, na który jestem specjalnie narażona, który pochłania mnie i sponiewiera, zdeptuje brutalnie do roli czytelnika-gwałciciela, całkowicie egoistycznego, lecz równocześnie w pełni oddanego światu, który został w niej zawarty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ian McEwan, „Pokuta”, przeł. Andrzej Szulc, Wydawnictwo Albatros, Opole 2008.&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-7058954528185754161?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/7058954528185754161/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/06/z-pamietnika-gwaciciela.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7058954528185754161'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7058954528185754161'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/06/z-pamietnika-gwaciciela.html' title='Z pamiętnika gwałciciela. &quot;Pokuta&quot; Ian McEwan'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TCEix3IukiI/AAAAAAAAErU/_ehqc_to0sk/s72-c/Pokuta_Ian-McEwan.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-3990403172355392775</id><published>2010-06-05T11:30:00.005+02:00</published><updated>2010-06-24T22:31:38.447+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przy kawie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiosenne czytanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Booker Prize'/><title type='text'>Wybiegana książka</title><content type='html'>W ramach nagrody za majowe bieganie (niestety nie codzienne - podejmowałam heroiczne wysilki biegania w deszczu do czasu, az nie nabawilam sie ostrego kaszlu. Niemniej zadanie spelnilo swoj cel - biegam :)) wybralam sobie jedną z nagrodzonych Bookerem książek Coetzeego. Serdeczne podziekowania dla Bartka, dzieki ktorego inicjatywie wyniknelo cale to przedsięwzięcie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TCPAU9HFLZI/AAAAAAAAEsE/XRxnjNE9XNU/s1600/zycie-i-czasy-michaela-k_200.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 127px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TCPAU9HFLZI/AAAAAAAAEsE/XRxnjNE9XNU/s200/zycie-i-czasy-michaela-k_200.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5486440237301575058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-3990403172355392775?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/3990403172355392775/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/06/wybiegana-ksiazka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3990403172355392775'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3990403172355392775'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/06/wybiegana-ksiazka.html' title='Wybiegana książka'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TCPAU9HFLZI/AAAAAAAAEsE/XRxnjNE9XNU/s72-c/zycie-i-czasy-michaela-k_200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-8371217249781782519</id><published>2010-06-03T21:52:00.008+02:00</published><updated>2010-06-03T22:00:40.610+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Orange Prize'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kolorowe czytanie'/><title type='text'>Co zrobić z tą wiedzą?</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgIONdfqcI/AAAAAAAAEqA/YesM9Hr-B08/s1600/Polowka-zoltego-slonca_.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgIONdfqcI/AAAAAAAAEqA/YesM9Hr-B08/s200/Polowka-zoltego-slonca_.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5478637986920769986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;To nie będzie tekst o książce Adichie, bowiem każdy zainteresowany może przeczytać sobie na tylnej stronie okładki, o czym jest książka Nigeryskiej pisarki. To będzie tekst o &lt;em&gt;czytaniu &lt;/em&gt; "Połówki żółtego słońca".&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto czytać w ogóle i na wyrost, aby dotrzeć do takich książek. Warto przełknąć dziesięć niezbyt ciekawych, męczących lub chociażby „takich sobie”, aby natrafić na taką, jak „Połówka żółtego slońca” – powieść, która Cię uderzy w twarz, każe zapomnieć o upływającym czasie, o innych książkach, o swoim własnym życiu. Wraz z tą powieścią Adichie oficjalnie staje się jedną z moich ulubionych pisarek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze, Adichie stworzyła niezapomniane postacie. Prawdziwe i plastyczne, z własnymi charakterami, konsekwetnie wyrysowane. „Połówka żółtego słońca” przedstawiona jest z punktu widzenia trzech bardzo różnych bohaterów: nastoletniego Ugwu, pochodzącego z małej wioski, który awansował zarówno społecznie, jak i mentalnie; pięknej Olanny, wykształconej dziewczyny pochodzącej z wyższych sfer; oraz Brytyjczyka Richarda, który przybywa do Nigerii, aby napisać książkę o sztuce ludowej Ibo. Pozostałe, lecz pełniące niemniej niebagatelne role w powieści postaci, widzimy oczami trzech głównych bohaterów: jest to między innymi rewolucjonista Odenigbo, kochanek Olanny, u którego zarazem służy Ugwu czy Kainene –  siostra Olanny i kochanka Richarda, znana z ciętego języka i ironicznego podejścia do życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie, „Połówka żółtego slońca” nie jest tylko powieścią przeznaczoną do czytania dla samej przyjemności. Powieść Adichie, która w 2007 roku zdobyła nagrodę Orange Prize, obdarowuje czymś bezcennym: a mianowicie wiedzą o tym, co wydarzyło się w przeszłości, co nieodwracalnie zajęło miejsce w historii świata, i co miało niebagatelne znaczenie chociażby z tego powodu, że zaważyło na losach ponad miliona ludzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgIt-P-iKI/AAAAAAAAEqY/JyVcSg8Kc-w/s1600/3015782137_172c30a13d.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 221px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgIt-P-iKI/AAAAAAAAEqY/JyVcSg8Kc-w/s320/3015782137_172c30a13d.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5478638532593354914" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Połówka żółtego słońca” opowiada o wojnie domowej, ktora toczyła się pomiędzy Nigerią a Biafrą w latach 1967-1970, wojnie, która przyniosła ze sobą głód, rzezie, gwałty, niesprawiedliwość i śmierć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgIhvbkDRI/AAAAAAAAEqQ/2kuiVdwpVds/s1600/776px-Biafra_independent_state_map-en_svg.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 247px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgIhvbkDRI/AAAAAAAAEqQ/2kuiVdwpVds/s320/776px-Biafra_independent_state_map-en_svg.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5478638322456988946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedstawiona z subiektywnego punktu widzenia bohaterów, których czytelnik dobrze poznaje i z którymi wręcz się zaprzyjaźnia, jest o tyle bardziej wstrząsająca. Jej lektura przynosi niesamowity ból, nierzadko łzy i pelne buntu pytania o to, jak w ogóle mogło (może?) być możliwe to, co przecież niewątpliwie się wydarzyło. Uświadamia, co działo się i dzieje nadal na świecie. Lektura tej powieści zmienia i być może wyda się to stwierdzeniem banalnym, stawia przed pytaniem „jak zatem żyć”, gdy się wie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgI1mAYcAI/AAAAAAAAEqg/nUfEWktREAA/s1600/biafra.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 202px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgI1mAYcAI/AAAAAAAAEqg/nUfEWktREAA/s320/biafra.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5478638663524446210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio czytam coraz więcej książek dotyczących światowych konfilktów, dzięki którym z jednej strony moja wiedza o historii świata „uzmysławia się”, lecz z drugiej, każdorazowo i nachalnie nasuwają następujące pytanie: „co z tą wiedzą zrobić?”. Bo przecież &lt;em&gt;trzeba &lt;/em&gt; coś z nią zrobić, przecież nie można sobie, ot tak, jedynie czytać tego typu powieści, odhaczać na liście przeczytanych książek i cieszyć się, że kolejna książka przybyła w stosie mojej czytelniczej chwały. Takie powieści jak „Połówka...” pisanie są nie dla przyjemności czytelnika, to chyba oczywiste, ich lektura jest trudnym doświadczeniem, aktem swoistego masochizmu, z którym wydaje mi się, i powtórzę to uparcie, &lt;em&gt;trzeba coś zrobić&lt;/em&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgI9fomMzI/AAAAAAAAEqo/iNi8gXuV5dI/s1600/BNW-Carlisle-Umunna-Nigeria-Biafra-War-child-casualty-3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 227px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgI9fomMzI/AAAAAAAAEqo/iNi8gXuV5dI/s320/BNW-Carlisle-Umunna-Nigeria-Biafra-War-child-casualty-3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5478638799253025586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I po trzecie. Na początku napisałam, że Adichie stała się moją ulubioną pisarką. Lecz, czy w ogóle słowo ulubiony może tu pasować? Czyż mozna powiedzieć o opisie niezwyklego bólu i cierpnienia, że jest &lt;em&gt;ulubionym&lt;/em&gt;? Czy z rozkoszą będę wracać do tej książki po latach? Czy z przyjemnością będę o niej myśleć w najbliższych dniach? Nie. Będę raczej myślania o niej w kategoriach &lt;em&gt;zmiany&lt;/em&gt;. Odpowiedzi na powyższe pytania nie mam. Lecz wydaje mi się, że będą one pojawiać się nieoczekiwanie, gdy przyjdzie ich pora, gdy zostanę wystawiona na próbę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgIYco1i2I/AAAAAAAAEqI/AP65ByjBGgw/s1600/biafra.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 182px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgIYco1i2I/AAAAAAAAEqI/AP65ByjBGgw/s320/biafra.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5478638162793565026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Chimamanda Ngozi Adichie, „Połówka żółtego słońca”, przeł. Witold Kurylak, Wydawnictwo „Sonia Draga”, Katowice 2009&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-8371217249781782519?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/8371217249781782519/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/06/co-zrobic-z-ta-wiedza.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8371217249781782519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8371217249781782519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/06/co-zrobic-z-ta-wiedza.html' title='Co zrobić z tą wiedzą?'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/TAgIONdfqcI/AAAAAAAAEqA/YesM9Hr-B08/s72-c/Polowka-zoltego-slonca_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-7356854108778210573</id><published>2010-05-16T19:17:00.003+02:00</published><updated>2010-05-16T20:35:09.582+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kraje nordyckie'/><title type='text'>Emocjonalny thriller</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S_Apbi-6bQI/AAAAAAAAEpw/bmjnEmAZlbM/s1600/Lato-polarne_Anne-Sward.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S_Apbi-6bQI/AAAAAAAAEpw/bmjnEmAZlbM/s200/Lato-polarne_Anne-Sward.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5471919100479040770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Debiutancka powieść szwedzkiej pisarki Anne Sward jest niezwykła. Stanowi rodzaj emocjonalnego thrillera. Napisana jest oszczędnie i niezwykle sugestywnie. Pomimo zdecydowanie odmiennej poetyki, pod względem tematu jest bardzo podobna do twórczości Jelinek czy Lessing. Dotyczy bowiem złożonych, trudnych i – co tu ukrywać – zniszczonych relacji rodzinnych. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Sward jest skondensowana. Fabuła składa się z trzech wzajemnie się przenikających płaszczyzn. Pierwsza z nich to przebieg aktualnych wydarzeń, które dzieją się i rozwijają wraz z głównym wątkiem. Na drugiej Sward zarysowała nie spuentowane sytuacje i wydarzenia, z których czytelnik samodzielnie może wyciągnąć wnioski lub domyśleć się ich zakończenia. Na trzeciej natomiast, znajdują się fakty mające związek z wydarzeniami, o których Sward nic nie mówi. Ich także trzeba się domyśleć. Dzięki temu zabiegowi lektura  „Lata polarnego” angażuje i sprawia, że czytanie przestaje być jedynie od-czytywaniem, ale staje się również współtworzeniem historii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść ma sześciu bohaterów-narratorów. Przedstawia tym samym wiele punktów widzenia. Tak poprowadzona narracja sprawia, że prawda przestaje być jednowymiarowa, a złożoność relacji w znaczący sposób zostaje uwydatniona. Sward wychodzi od pewnego stanu rzeczy – rodziny, która się rozpadła – dając czytelnikowi pewną ilość informacji (nigdy jednak zbyt dużą) na tyle radykalnych, że na ich na podstawie czytelnik szybko wyrabia sobie krytyczne zdanie o bohaterach, ich postępowaniu oraz związkach, które ich łączą. Już na samym początku powieści zostaje nastawiony krytycznie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieloaspektowa narracja jednak łamie tę ocenę bardzo szybko. Na drodze szczegółowej analizy psychologcznej bohaterów Sward pokazuje, jak różne jest widzenie i odczuwanie w zależności od tego, kto patrzy. Kto – ze swoją płcią, charakterem, historią...  W ironiczny sposób ukazuje niezdolość porozumienia się i współpczucia – często nie spowodu złych intencji, lecz złej komunikacji. Powoli rozwijana sieć zdarzeń zaskakuje i pomimo, że stanowi dość niecodzienną fabułę, jest spójna i logiczna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Anne Sward, „Lato polarne”, przeł. Bogumiła Ratajczak, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007 &lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-7356854108778210573?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/7356854108778210573/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/05/emocjonalny-thriller.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7356854108778210573'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7356854108778210573'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/05/emocjonalny-thriller.html' title='Emocjonalny thriller'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S_Apbi-6bQI/AAAAAAAAEpw/bmjnEmAZlbM/s72-c/Lato-polarne_Anne-Sward.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-663286929923347567</id><published>2010-05-09T21:14:00.001+02:00</published><updated>2010-05-09T21:16:45.430+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><title type='text'>Chiński Hakawati</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S-cJ-TDw_eI/AAAAAAAAEpA/UmA-D7E-EYQ/s1600/gora+duszy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 201px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S-cJ-TDw_eI/AAAAAAAAEpA/UmA-D7E-EYQ/s320/gora+duszy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5469351238337363426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Można powiedzieć, że „Góra duszy” to taki chiński „Hakawati”. Jej autorem jest Gao Xingijan, który w 2000 roku otrzymał nagrodę Nobla. Licząca ponad 500 stron powieść ma dwóch bohaterów, z którymi wędrujemy po Chinach nie tylko w przesterzni, ale także w czasie. Oboje są samotnikami, mężczyznami w średnim wieku, którzy wyruszyli w podróż, aby odnaleźć odpowiedź na pytanie o własne Ja, tożsamość i sens rzeczywistości.&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy z nich mówi we własnym imieniu. Wyruszył wgłąb Chin po tym, jak okazało się, że postawiona mu diagnoza raka płuc była mylna.  Został postawiony przed pytaniem, co zrobić z owym swoistym aktem ułaskawienia, który ofiarował mu los. Zapuszcza się w dzikie tereny chińskich lasów, pragnie dostać się do tajemniczego Lingshan, o którym informacje tak trudno zdobyć od mieszkaców okolicznych wsi i miasteczek. Wszędzie bywa krótko, tylko na chwilę. Odwiedza placówkę badawczą opiekującą sie pandami, interesuje się niebezpiecznymi wężami qishe, przeżywa grozę osaczenia przez gęstą mgłę, gdy przebywa wysoko, w odludnych górach, jedynie z przewodnikiem, 3 dni drogi od najbliższej osady.  Jego wspomnienia przywołują reminiscencje z dzieciństwa, snuje filozoficzne rozważania, będąc jednocześnie świadomym ich wydumanego skomplikowania wobec prostoty życia ludzi wsi i gór. Jest poszukiwaczem pradawnych historii, legend i wierzeń ludowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi mężczyzna wędruje z poznaną w jednym z miasteczek dziewczyną, z którą przeżywa romans. Ich wędrówka wypełniona jest opowieściami, które mężczyzna być może wymyśla, a być może przekazuje zgodnie z prawdą. Dziewczyna również opowiada, mówi, prowadzi swój monolog. Niesamowite anegdoty, krotkie historie, wypełniają ich czas. Język, słowo mówione, jest powrotem do pierwotnego rytuału snucia historii, opowiadania, przekazywania sobie wiedzy na temat świata i historii. Narracja prowadzona jest tutaj w oryginalny sposób, mianowicie w drugiej osobie liczby pojedynczej. Tak, jakby ktoś, może ten pierwszy mężczyzna, przypominał innemu (sobie?) jakieś wydarzenia lub wręcz tworzył na bieżąco hipotetyczną miłosną historię. Nie ma dialogów, jest „mówisz”, „ona mówi”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kim są ci mężczyźni, czego dokładnie szukają i czy dane będzie im to odnaleźć? W jakiej relacji pozostają względem siebie, czy są tą samą osobą czy dwoma różnymi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Góra duszy” to niespieszna historia poszukiwania prostoty i prawdy. Gawęda, która przemyca między wierszami buddyjską filozofię prostego życia, zjednoczenia z przyrodą, respektowania jej praw:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Głęboko zaciągam się czystym leśnym powietrzem, bez wysiłku wdycham je i wydycham, czuję, że oczyszczenie sięga aż do głębi duszy. Powietrze wnika wręcz w stopy [...] wydaje się, że moje ciało i umysł jednoczą się z wielkim cyklem przyrody. Osiągam poczucie radosnej wolności, jakiego jeszcze nigdy nie zaznałem.&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gao Xingijan, „Góra duszy”, przeł. Wojsław Brydak, REBIS, Poznań 2004&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-663286929923347567?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/663286929923347567/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/05/chinski-hakawati.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/663286929923347567'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/663286929923347567'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/05/chinski-hakawati.html' title='Chiński Hakawati'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S-cJ-TDw_eI/AAAAAAAAEpA/UmA-D7E-EYQ/s72-c/gora+duszy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-3825322243742635380</id><published>2010-05-09T12:10:00.007+02:00</published><updated>2010-05-09T12:17:41.671+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przy kawie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiosenne czytanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stosik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='amerykańskie południe'/><title type='text'>Majowy stosik. Biegowo.</title><content type='html'>Po 2 tygodniach czekania EMPIK w końcu zrealizował moje zamówienie i w piątek mogłam odebrać 3 książki, na które z niecierpliwością czekałam:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S-aKcq120eI/AAAAAAAAEo4/t3cbR8ztZ9U/s1600/DSCF2915.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S-aKcq120eI/AAAAAAAAEo4/t3cbR8ztZ9U/s400/DSCF2915.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5469211022629196258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Połówka żółtego słońca – Chimamanda Ngozi Adichie&lt;br /&gt;Wszystkie imiona – Jose Saramago&lt;br /&gt;Umiłowana – Toni Morrison&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale i tak najlepszą niespodziankę zrobił mi mój narzeczony, z którym na początku tego miesiąca zawarłam umowę, że jeżeli będę biegać ciedziennie przez cały maj, w nagrodę będę mogła sobie wybrać książkę. Parę dni temu otrzymałam od niego przedsmak owej nagrody, książkę-niespodziankę, która ma mi towarzyszyć podczas majowego biegania, a jest to powieść-pamiętnik &lt;strong&gt;Haruki Murakamiego „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”&lt;/strong&gt; o zachęcająco brzmiącym podtytule (czy raczej cytatcie wyciągniętym na okladkę): &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„Najpierw był bieg, a dopiero po nim towarzyszący mu byt, którym przypadkowo byłem ja. Biegnę więc jestem”.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Murakami to ostatnio coraz bardziej slawny japoński pisarz. Kiedyś prowadził bar i klub jazzowy, by pewnego dnia rzucić tym wszystkim i poswięcic się pisaniu. Aby zachować formę, zaczął biegać. Skończyło się na licznych maratonach, półmaratonach, triatlonach etc. Książka oprócz tekstu zawiera także fotografie przedstawiające Murakamiego podczas biegania, zawodów itp. Niezwykle podoba mi sie okładka książki, pomysłowa i minimalistyczna, możną ją ogladać zarówno w pionie, jak i w poziomie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-3825322243742635380?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/3825322243742635380/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/05/majowy-stosik-biegowo.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3825322243742635380'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3825322243742635380'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/05/majowy-stosik-biegowo.html' title='Majowy stosik. Biegowo.'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S-aKcq120eI/AAAAAAAAEo4/t3cbR8ztZ9U/s72-c/DSCF2915.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-8391508051197150308</id><published>2010-05-02T21:02:00.010+02:00</published><updated>2010-05-02T21:18:27.824+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Filmowy INVICTUS - genialny film!</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S93Mj_TMCUI/AAAAAAAAEoQ/GGjN2Yuu_vw/s1600/invictus-freeman-and-damon.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 290px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S93Mj_TMCUI/AAAAAAAAEoQ/GGjN2Yuu_vw/s400/invictus-freeman-and-damon.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5466750441357052226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wszystkim wielbicielom dobrego kina, Matta Damona, Morgana Freemana, historii RPA, Nelsona Mandeli, muzyki filmowej, sportu, meczowych emocji, rugby czy piłki nożnej (niepotrzebne skreślić) polecam absolutnie rewelacyjny film Clinta Eastwooda, nakręcony na podstawie bestselleru amerykańskiego dziennikarza, Johna Carlinga, „Invictus. Igrając z wrogiem” (&lt;a href="http://bredablik.blogspot.com/2010/04/mandela-wielkim-przywodca-by.html"&gt;o ktorej pisałam tutaj&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła filmu rozpoczyna się 11 lutego 1990 roku, kiedy to po 27 latach niewoli Nelson Mandela zostaje wypuszczony z więzienia, a kończy się w 1995 roku, w dniu zdobycia przez Springboksów Pucharu Świata w rugby. Eastwood w swoim obrazie skupia się przede wszystkim na aspekcie sportowym polityki Mandeli.  Książka Carlina natomiast, opisuje życie pierwszego czarnoskórego prezydenta RPA od czasu pojawienia się jego postaci na scenie politycznej, jeszcze przed uwięzieniem, a także szczegółowo opisuje okres więzienny, nie pomijając relacji ludzi, z którymi Mandela miał wówczas styczność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak te wątki pojawiają się w filmie jako krótkie reminiscencje. Są niezwykle oszczędne, dzięki czemu, po pierwsze, Eastwood uniknął błędu, jaki najczęściej popełniają reżyserzy ekranizujący powieści: skrótowość przedstawianej historii objawiająca się w przemieszczaniu się od punktu do punktu, odhaczając najważniejsze wydarzenia. Po drugie, historia filmowa jest zwięzła i skondensowana, a główny motyw nie rozpływa się w niezliczonej ilości wątków. Widz, nawet ten, który nie czytał Carlina i który nie zna dobrze historii RPA, otrzymuje przekaz przejrzysty i zrozumiały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S93M7IAmZ-I/AAAAAAAAEoY/3WZXgwDUj_0/s1600/Invictus2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S93M7IAmZ-I/AAAAAAAAEoY/3WZXgwDUj_0/s400/Invictus2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5466750838831998946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Książka Carlina jest reportażem stanowiącym zbiór relacji ludzi, na których Mandela wywarł swoisty wpływ, dzięki czemu udało mu się wprowadzić do RPA demokrację. Lecz mimo, że to o Mandeli mowa w książce, z powodu owej subiektywizacji różnych punktów widzenia, sama jego postać wydaje się być gdzieś z boku. Ponadto, jak już wspomniałam w recenzji książki, obraz Nelsona Mandeli jako człowieka, wydaje się nieznośne idealny i nieskazitelny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eastwood podszedł do tego tematu z innej strony. Przestajemy widzieć Mandelę czyimiś oczyma. Prezydent RPA nie tylko staje się bohaterem pokazanym z obiektywnego punktu widzenia (o ile czysta obiektywizacja jest w ogóle możliwa), ale ponadto wydaje się o wiele bardziej ludzki i bliższy każdemu z nas. Nie jest już herosem, pół-bogiem i pół-człowiekiem. Przekaz filmowy tego typu stwarza możliwość zerwania z jego postaci osłony legendy, jaka niechybnie tworzy się wskutek ludzkich wspomnień. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W obrazie Eastwooda Mandela jest człowiekiem, który dzięki konsekwentnej postawie, sile woli, ogromie wiary, a także heroizmowi w zmaganiu się z codziennością dokonał wielkiej rzeczy. Jego postać pokazuje, że w małym i dużym wymiarze Mandelą mógłby być każdy z nas, bowiem jego fenomen polega na maksymalnym wykorzystaniu ludzkich predyspozycji i zdolności, które tkwią w każdym człowieku. Gdyby nie to, Springboksi nie wygraliby Pucharu, Afrykanerzy nigdy nie pozbyliby się strachu, a Afrykańczycy nigdy nie zdobyliby się na przebaczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S93NMadBh4I/AAAAAAAAEog/_weRP53RZFk/s1600/Invictus_Wallpaper_2_1280x1024.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S93NMadBh4I/AAAAAAAAEog/_weRP53RZFk/s400/Invictus_Wallpaper_2_1280x1024.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5466751135840831362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Eastwood nie tylko pokazal, że każdy z nas mógłby być Mandelą, ale że sam Mandela jest taki jak my, że jak każdy człowiek zmaga się ze swymi wadami i ma swoje problemy. Pomimo, że był ojcem nowego demokratycznego narodu RPA, nie wiodło mu się w życiu prywatnym i rodzinnym. Genialnie zostało to ujęte w epizodycznej scenie z córką, gdy usiłował mentorskim tonem udowodnić jej, że to ona się myli, a on ma rację. Uczynił to w sposób zadziwiająco nieudolny, jednak niemal natychmiast zorientował się, że popełnił błąd. Morgan Freeman pięknie zagrał ból starszego mężczyzny, ojca i męża, który cierpi z powodu nieumiejętności nawiązania i utrzymania relacji z najbliższymi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S93NZRJLWaI/AAAAAAAAEoo/0_c5S7o-WMo/s1600/invictus04.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S93NZRJLWaI/AAAAAAAAEoo/0_c5S7o-WMo/s400/invictus04.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5466751356679969186" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Ponad wszystko „Invictus” Eastwooda przynosi niesamowity ładunek emocji. Widz czuje się, jak gdyby oglądał transmitowany na żywo mecz i nie gorzej niż filmowi aktorzy, przyżywa związane z nim emocje. Zbytecznym jest wspominanie o genialnych rolach Freemana i Damona. „Invictus” to naprawdę wielki obraz filmowy, który koniecznie trzeba obejrzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S93NuYkQSiI/AAAAAAAAEow/f6Bnhn42yBY/s1600/invictus4+film.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 270px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S93NuYkQSiI/AAAAAAAAEow/f6Bnhn42yBY/s400/invictus4+film.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5466751719449840162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-8391508051197150308?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/8391508051197150308/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/05/filmowy-invictus-genialny-film.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8391508051197150308'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8391508051197150308'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/05/filmowy-invictus-genialny-film.html' title='Filmowy INVICTUS - genialny film!'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S93Mj_TMCUI/AAAAAAAAEoQ/GGjN2Yuu_vw/s72-c/invictus-freeman-and-damon.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-2441016375559948971</id><published>2010-04-30T11:55:00.005+02:00</published><updated>2010-04-30T12:02:16.746+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><title type='text'>Czarno-białe tornado</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9qqadFQzvI/AAAAAAAAEng/ysTgYz6pigg/s1600/Wiatr-ze-wschodu-wiatr-z-zachodu.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9qqadFQzvI/AAAAAAAAEng/ysTgYz6pigg/s200/Wiatr-ze-wschodu-wiatr-z-zachodu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5465868469227540210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Tytuł powieści Pearl S. Buck świetnie oddaje jej przekaz. Cóż bowiem sie dzieje, gdy dwa wiatry nadbiegające z przeciwnych stron zderzą się se sobą? Powstaje tornado. Ludzie giną, a dachy domów, które od wieków stały nieporuszone, urywają się z impetem odkrywając to, co przez tak długi czas było skrywane pod zazdrosnymi murami. O tym też jest powieść amerykańskiej Noblistki z 1938 roku (spędziła wiele lat życia w Chinach. Jej chińskie imię to Sai Zhenzhu).&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Narratorką jest młoda Chinka, Kwei-lan, wychowywana przez całe życie według ścislych reguł tradycji chińskiej. Do czasu małżeństwa z mężczyzną, który został jej przeznaczony przez rodzinę jeszcze przed jej narodzinami, Kwei-lan żyje pod kloszem, nieświadoma tego, co istnieje poza murami jej domu. Jest uczona zasad zachowywania się wobec  mężczyzn, a także starszych osób. Jej stopy boleśnie obwiązywane są bandażami po to, aby pewnego dnia mąż mógł zachwycić się jej malutkimi stopami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kwei-lan pobiera naukę gry na tradycyjnych instrumentach, a także dane jej jest poznać smak poezji oraz sztuki. Od dziecka oddzielona jest, jak każda dziewczynka i kobieta, od świata mężczyzn, który toczy się w innej części domostwa. Kwei-lan wiedzie błogą, bezpieczną, na wpół-świadomą egzystencję. Do tego stopnia, że nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że może być inaczej. Aż do dnia ślubu, w którym zostaje żoną „nowoczesnego mężczyzny”. Jej mąż także jest Chińczykiem, ale wykształconym za granicą. Jego świadomość uksztaltowała się po opuszczeniu domu rodzinnego. Jako jeden z nielicznych otrzymał szansę porówania tych dwóch światów, jakim są Wschód i Zachód.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowoczesny mąż pragnie, aby żona pozbyła się zabobonnej, uwstecznionej chińskiej tradycji w imię zasad i reguł świata Zachodu. Symbolem tego jest rozwiązanie bandaży uciskających przez tyle lat stopy biednej Kwei-lan. Odejście Chinki ze świata rodzinnego, nie tylko fizyczne, ale przede wszystkim psychiczne, jest warunkiem miłości męża, ktorej ona tak bardzo przecież pragnie. Kwei-lan bowiem została wychowana w myśl zasady, iż życie kobiety służy jedynie po to, aby umilić życie mężczyzny i wszystkie jej wysiłki mają zmierzać ku temu, aby sprawić radość mężowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9qqHDUddMI/AAAAAAAAEnY/oD7Zr_iZqVI/s1600/DSCF4964.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9qqHDUddMI/AAAAAAAAEnY/oD7Zr_iZqVI/s320/DSCF4964.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5465868135894447298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dla Kwei-lan jest oczywiste, że musi podążać za mężem – inny scenariusz po prostu nie istnieje w zasięgu jej świadomości. Tak więc dochodzimy tutaj do paradoksu pierwszej części powieści Buck: Kwei Lan ma odrzucić chińską tradycję w imię jej naczelnej tezy: poświęcenia się kobiety dla mężczyzny. Nie wiem, czy Buck w zamierzony sposób tak skontruowała fabułę, aby właśnie to pokazać. Generalnie przemiania Kwei-lan ma wymiar pozytywny, co sugeruje, że jej postępowieanie było słuszne. Dla mnie jednak, bez względu na to, jaki jest efekt końcowy, przemiana pozostaje jedynie pozorną przemianą. Kwei-lan w żaden sposób nie stała się kobietą niezależną psychicznie, dalej silnie podlegała mężowi, nie będąc w stanie myśleć ani podejmować decyzji samodzielnie. Co więcej, po urodzeniu pierworodnego syna, stała się także jego niewolnicą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kwei-lan to nie jedyna kobieca bohaterka powieści Buck. Po przeciwleglej stronie bieguna jest Mary, amerykanka, żona brata Kwei-lan, który przywiózł ją do Chin jako nowoczesny mężczyzna, który pobrał stosowne nauki na Zachodzie. Mary jest w beznadziejnej sytuacji. Jest absolutnie nie akceptowana przez rodzinę męża, postrzegana jako dziwaczna istota, która przybyła z wrogiego świata zniszczyć rodzinną harmonię. Nikt nie okazuje jej szacunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oboje muszą stoczyć walkę z chińskim rodem o swą miłość, na którą najbliźsi nie chcą przystać. Ich związek,w przeciwieństwie do związku Kwei-lan, narodził się z wolnej zachodniej miłości, był czysty, bezinteresowny i spontaniczny. W Chinach, w obliczu przodków, przerodzić się musiał w drogę pełną cierpienia, gdzie pozbawiona wolności i akceptacji Mary powoli usychała niczym kwiat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9qp14oh-SI/AAAAAAAAEnQ/oH9_oIzHy1s/s1600/02_wiola_fin_stroke.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 258px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9qp14oh-SI/AAAAAAAAEnQ/oH9_oIzHy1s/s320/02_wiola_fin_stroke.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5465867840968063266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Uderzyło mnie, że to, co wydawaloby się jak najbardziej naturalne gdzie indziej, w określonych warunkach nabiera zupełnie odmiennego wymiaru. To, co jest dobre tam, tutaj odbierane jest jako zło. I na odwrót. Pełna dobroduszności i rubaszności postawa ojca, w oczach Mary odbierana była za serdeczną i przyjazną. Wszyscy jednak wokół wiedzieli, że w świetle chińskich konwenansów jest przejawem pogardy i braku szacunku. Podczas, gdy  w świecie Zachodu brzemienność Mary uznana zostałaby za powód do szczęścia i radości, między murami przodków jej męża wytworzona została wokół niej chora, pełna ubolewania i ogólnego nieszczęścia, sytuacja. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść napisana jest w oszczędny, piękny sposób. Narracja poprowadzona jest z kobiecym wdziękiem młodej Chinki, która wylewa swój monolog przed Siostrą, będącą przedstawicielką świata Zachodu, swoistej „everywomen”. Niewielka powieść warta poznania, która uświadamia jedną ważną rzecz: jak różny byłby jej  odbiór w zależności od tego, czy czytałaby ją kobieta ze Wschodu, czy kobieta z Zachodu. Ja, będąc tą drugą, nadziwić się nie mogłam psychologcznej odsłonie życia chińskiej arystokratki, a także zdziwieniu, wręcz zmieszaniu, Kwei-lan gdy poznawała prawa rządzące Zachodem. Niesamowite jest to, jak wprost proporcjonalnie przeciwna byłaby intepretacja tej powieści przez Chinkę. To coś jak fakt, że chińskim kolorem żałoby jest biel. Dla nas – niebywałe – prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pearl S. Buck, „Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu”, przeł. M. Jędrzejewska, MUZA SA, Warszawa 2007&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-2441016375559948971?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/2441016375559948971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/04/czarno-biae-tornado.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2441016375559948971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2441016375559948971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/04/czarno-biae-tornado.html' title='Czarno-białe tornado'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9qqadFQzvI/AAAAAAAAEng/ysTgYz6pigg/s72-c/Wiatr-ze-wschodu-wiatr-z-zachodu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-4461145402451528846</id><published>2010-04-28T20:54:00.004+02:00</published><updated>2010-05-01T14:32:31.605+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plany'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kraje nordyckie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Nowe wyzwanie - KRAJE NORDYCKIE</title><content type='html'>Aby uczcić powolanie do życia nowego wyzwania literackiego &lt;a href="http://www.krajenordyckie.blox.pl"&gt;KRAJE NORDYCKIE&lt;/a&gt; zapraszam do posluchania piosenki nordyckiego zespolu Royksopp "What else is there?". Wczujmy sie w klimat! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object style="background-image:url(http://i2.ytimg.com/vi/ADBKdSCbmiM/hqdefault.jpg)"  width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ADBKdSCbmiM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ADBKdSCbmiM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" width="425" height="344" allowScriptAccess="never" allowFullScreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A oto moja lista lektur, przynajmniej na początek. Nie znam się na literaturze tych krajów, więc głównym źródłem inspiracji będą recenzje wspóluczestników oraz przypadek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek:&lt;br /&gt;1.Anne Sward, „Lato polarne” (Szwecja)&lt;br /&gt;2.Ingmar Bergman,”Laterna magica” (Szwecja) z pakietem co najmniej dwóch filmów: „Siódma pięczęć” (już raz oglądana) plus któryś z jeszcze nie widzianych tytułów&lt;br /&gt;3.Sofi Oksenen, „Oczyszczenie” (Finlandia)&lt;br /&gt;4.Wyspy owcze (w zależności od tego, co będzie dostępne w bilbiotece/księgarni)&lt;br /&gt;5.Sprobuję też Stiega Larssona&lt;br /&gt;6.Kuszą też takie wymienione tytuły, jak „Księga Diny” czy „Dom Augusty”, które obiły mi się o uszy juz wcześniej, a także „Studio Sex”, które widziałam w swojej bibliotece.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-4461145402451528846?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/4461145402451528846/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/04/nowe-wyzwanie-kraje-nordyckie.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/4461145402451528846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/4461145402451528846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/04/nowe-wyzwanie-kraje-nordyckie.html' title='Nowe wyzwanie - KRAJE NORDYCKIE'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-5274376148190636343</id><published>2010-04-25T18:20:00.012+02:00</published><updated>2010-05-02T21:20:16.572+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektura nadobowiązkowa'/><title type='text'>Mandela wielkim przywódcą był</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9RtEVpPsAI/AAAAAAAAEnA/ZFJHeBZUsdo/s1600/invictus.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 208px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9RtEVpPsAI/AAAAAAAAEnA/ZFJHeBZUsdo/s320/invictus.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5464112169204297730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Jak to dobrze, że powstają takie książki. Wspaniale, że na ich podstawie sa kręcone filmy z dobrą obsadą. Jeszcze dwa miesiące temu postać Nelsona Mandeli nie była mi znana. Dlaczego? Dziura w systemie edukacyjnym? Zbyt małe zainteresowanie historią świata? Słodka ignorancja? A może słaba pamięć? Nie wiem jak do tego doszło.Muszę dodać, że pod wpływem literatury, zaczynają mnie interesować kraje, które do tej pory świeciły białą plamą na (mojej) mapie świata. Wśród tych obszarów znajduje się RPA, której historia, jak pokazuje Coetzee, Liebenberg czy ostatnio John Carlin, jest naprawdę fascynująca i godna podziwu. I chcę dowiedzieć się więcej.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;John Carlin jest amerykańskim dziennikarzem, który szmat czasu spędził nie tyle w samej RPA, ile u boku Nelsona Mandeli. Gdy ten zaapropobował pomysł napisania o nim książki, Carlin przeprowadził niezliczoną ilość wywiadów z ludźmi, którzy mieli pośredni i bezpośredni związek z osobą Mandeli. „Invictus” obejmuje odcinek czasu od pojawienia sie młodego Mandeli na scenie politycznej, poprzez jego 27-letni pobyt w więzieniu, uwolnienie i zdobycie prezydentury, aż po słynny mecz Pucharu Świata w rugby w 1995 roku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka napisana jest w sposób bardzo interesujący. Jest to reportaż literacki, który czyta się żywo, z poczuciem narastającej fascynacji osobą Mandeli. Z niedowierzaniem śledzimy jego ścieżkę życiową, podążamy za wielką ideą zjednoczenia Białych Afrykanerów i Czarnych Afrykańczyków. Tekst zahacza na poły o politykę, na poły o sport i życie prywatne niektórych bohaterów. Zastanawiamy się, jak to możliwe, że jedna osoba dokonała rzeczy niemożliwej, pogodziła odwieczny rasowy i polityczny konflikt, nierzadko nurzany we krwi i niesprawiedliwej śmierci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można powiedzieć, że „Invictus” jest peanem na cześć herosa. Mandela przedstawiony jest w niezwykle dobrym świetle. Nawet jeśli między wierszami możemy odkryć jakieś jego wady, Carlin na zasadzie kontrastu szybko odwraca od nich uwagę czytelnika. Muszę powiedzieć, że na dłuższą metę jest to męczące. Nie wierzę w białe charaktery. Każdy, nawet najwspanialszy człowiek, ma coś "za uszami".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9RsZs8yG7I/AAAAAAAAEmw/4r23UrwCo4k/s1600/Invictus_Wallpaper_2_1280x1024.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9RsZs8yG7I/AAAAAAAAEmw/4r23UrwCo4k/s400/Invictus_Wallpaper_2_1280x1024.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5464111436725885874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mandela posiadał niezwykłą umiejetność wpływania na ludzi. Udało mu się pozyskać największych wrogów. Nawet fakt, że taka persona jak on, nie otrzymała wyroku śmierci w kraju, gdzie szastano nim na lewo i prawo, o czymś swiadczy. Swym uśmiechem i postawą pełną szacunku sprawiał, ze nikt nie potrafił mu się oprzeć. Nikt, tak jak on, tego nie potrafił. I to właśnie z jednej strony było tak bezcenne, stanowiło klucz do zagadki, jak to możliwe, że RPA stało sie krajem demokratycznym, że apartheid runął, a segregacja klasowa odeszła w niepamięć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej jednak, jakże niebezpieczna była to cecha. Pomyślmy bowiem, co by bylo, gdyby przedmiot, którym obracał w swoich dłoniach, był czymś innym. Wielka siła kierowania narodem kryła się w jego rękach i tylko od niego zależało, w którym kierunku ów naród pójdzie. Znamy historię świata i jesteśmy świadomi, jak niebezpieczni są ludzie o tak niezwyklej sile wpływania na drugiego człowieka. Całe szczęście Mandeli przyświecały zaszczytne idee, pragnął sprawiedliwości, bez uszczerbku dla obydwóch stron. Na kartach historii świata był tym, który stoi po stronie dobra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka Carlina pomogła mi także zrozumieć, jak wielką siłę ma sport, a także pojęcie wspólnoty widza. Myślę o tym przede wszystkim w kontekście piłki nożnej, która wspólnotowy, wręcz religijny charakter, ma nie tylko w Europie, ale przede wszystkim w Polsce, zwłaszcza na Śląsku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9Rsse86_lI/AAAAAAAAEm4/GiPLu_SSSpE/s1600/invictus04.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9Rsse86_lI/AAAAAAAAEm4/GiPLu_SSSpE/s400/invictus04.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5464111759385886290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A propos. Nie zabrakło także wątków polskich, jak choćby wspomnienia o upadku komunizmu w Polsce za sprawą „Solidarności” lub epizodu Janusza Walusia, który zamordował drugą po Mandeli najważniejsza osobę dla Afrykańczyków w RPA, Chrisa Haniego (co bynajmniej nie jest powodem do dumy). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Invictus” daje możliwość zapoznania się z kawałkiem historii RPA, która ma w pewnym sensie wymiar ogólnoświatowy. Myślę, że takie książki powinny być czytane w szkołach i na studiach, ponieważ w interesujący, żywy i dynamiczny wręcz sposób uczą historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam książkę Carlina, pomimo, że pod koniec hymn na cześć Mandeli zaczyna coraz bardziej męczyć, a podejrzliwym czytelnikom złośliwy diabełek podszeptuje do ucha pytanie, jakie słabości i wady mógł mieć ten heros. Nikt bowiem nie może być idealny. A czasami ta ciemna strona jest o wiele bardziej interesująca i pociągająca. Niechaj jednak nikt nie pomyśli sobie, że ironicznym tytułem tego tekstu oraz wydźwiękiem ostatniego akapitu, w jakikolwiek sposób pragnę okazać brak szacunku. Przeciwnie. Niezwykle się cieszę, ze poznałam takiego człowieka, jak Nelson Mandela. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tradycyjnie już zapraszam do obejrzenia filmu, którego sama jeszcze nie widziłam. Gra Matt Damon i Morgan Freeman. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„Invictus. Igrając z wrogiem”, John Carlin, przeł. Jerzy Malinowski, MUZA S.A., Warszawa 2010&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-5274376148190636343?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/5274376148190636343/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/04/mandela-wielkim-przywodca-by.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5274376148190636343'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5274376148190636343'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/04/mandela-wielkim-przywodca-by.html' title='Mandela wielkim przywódcą był'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S9RtEVpPsAI/AAAAAAAAEnA/ZFJHeBZUsdo/s72-c/invictus.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-5069972688999603785</id><published>2010-04-17T15:59:00.004+02:00</published><updated>2010-04-17T16:11:55.171+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Booker Prize'/><title type='text'>Ekranizacja "Hańby" J.M.Coezteego</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8nADjWSsDI/AAAAAAAAEmQ/JO50e288sbE/s1600/ha%C5%84ba+film.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 223px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8nADjWSsDI/AAAAAAAAEmQ/JO50e288sbE/s320/ha%C5%84ba+film.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5461107190424318002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jestem zachwycona ekranizacją „Hańby” – powieści południowo-afrykańskiego pisarza J.M. Coeezte’go, Noblisty z 2003 roku, za którą pisarz otrzymał Booker Prize w 1999 roku. I zastanawiam się, czy to powieść Coezteego jest, jeśli można tak powiedzieć, fotogeniczna, czy zaważył tu raczej talent scenarzysty (Anna Maria Monticelli) i reżysera (Steve Jacobs). Myślę, że jedno i drugie, jednak z przewagą na to drugie. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzadko bowiem sie zdarza, bym nie była podirytowana obejrzywszy film, nakręcony na podstawie książki, którą niedużo wcześniej przeczytałam. Zwykle bywa tak, iż z pobudek ekonomicznych redukuje się wątki, łącząc je ze sobą lub eliminując, podobna rzecz dzieje się z bohaterami. W tej szalonej gonitwie, aby zmieścić się ze wszystkim w dwóch godzinach filmu, zatraca sie bogactwo szczegółów, a psychologia i problematyka często ulega spłaszczeniu. W efekcie po obejrzeniu filmu odczuwam żal, że ci, którzy nie mieli czasu lub ochoty przeczytać książki, a obejrzeli film, nie mają pełnego obrazu danej historii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z ekranizacją „Hańby” jest jednak zgoła inaczej. Film jest nad wyraz wierny powieści. Mamy w nim wszystkie najważniejsze momenty historii, niezredukowane, niespłaszczone, pełne. Reżyser w bardzo udany sposób przefiltrował historię ze szczegółów powieści, pozostawiając wg swojego uznania tylko te, którym udało się stworzyć impresję powieści Coezteego, stworzyć wrażenie pełnego, klimatycznego obrazu, nie pozbawiając widza tego, co najlepsze. Tym sposobem ci, którzy nie lubią czytać, mają szansę zapoznać się z problematyką jednej z najważniejszych powieści Coetzeego. Natomiast ci, którzy mieli przyjemność posmakować prozy południowo-afrykańskiego pisarza, rozsmakują się również w wizualnej odsłonie historii „Hańby”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto wielkie brawa dla obsady. Po pierwsze – John Malkovic, który po tym filmie już bezsprzecznie dołączył do grona moich ulubionych aktorów. Świetnie spisał się w roli 52-letniego Davida Luriego, uniwersyteckiego wykładowcy romantyzmu, miłośnika Wordswortha i Byrona. Zagrał w sposób niesamowicie przekonujący, niezwykle spokojny i z wielkim wyczuciem. Nikt inny lepiej nie zagrałby tej roli. Również Jessica Haines doskonale wcieliła się w postać córki Luriego, żyjącej samotnie na farmie lesbijki, która musi zmierzyć się z echami historii apartheidu w RPA, która jak widać, pomimo upływu wielu lat, dalej tkwi w świadomości zarówno białych, jak i czarnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8nA21FjqCI/AAAAAAAAEmY/F0DaXd-eQ1w/s1600/hanba+02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8nA21FjqCI/AAAAAAAAEmY/F0DaXd-eQ1w/s400/hanba+02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5461108071359293474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozytywny odbiór filmu dopełniają świetne zdjęcia, ciekawe, oryginalne kadry przedstawiające piękno krajobrazów Afryki Południowej. Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem stanięcia przez twórców ekranizacji na wysokości zadania, jakim było przełożenie słów na obrazy. Rzadko jest to działania udane, często przynoszące niemiłe rozczarowanie. W tym jednak wypadku jest zgoła inaczej. Polecam i jeszcze raz polecam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Hańba (Disgrace), reż. Steve Jacobs, scenariusz Anna Maria Monticelli, zdjęcia Steve Arnold, muzyka Anthony Partos, czas trwania: 120, dystrybucja: Gutek Film, rok produkcji: 2008.  &lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-5069972688999603785?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/5069972688999603785/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/04/ekranizacja-hanby-jmcoezteego.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5069972688999603785'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5069972688999603785'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/04/ekranizacja-hanby-jmcoezteego.html' title='Ekranizacja &quot;Hańby&quot; J.M.Coezteego'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8nADjWSsDI/AAAAAAAAEmQ/JO50e288sbE/s72-c/ha%C5%84ba+film.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-2668530675795199542</id><published>2010-04-11T17:35:00.006+02:00</published><updated>2010-04-13T23:45:00.341+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Booker Prize'/><title type='text'>Ekscentryczni performerzy</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8HsjOVpyUI/AAAAAAAAElo/xLQsT9iWlis/s1600/Oskar-i-Lucynda_Peter-Carey.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 199px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8HsjOVpyUI/AAAAAAAAElo/xLQsT9iWlis/s320/Oskar-i-Lucynda_Peter-Carey.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5458904313238243650" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;„Oscar i Lucynda” to powieść australijskiego pisarza Petera Careya, która została wydana w 1988 roku i w tym samym roku zdobyła prestiżową nagrodę Booker Prize. Jest to postmodernistyczna proza bawiąca się konwencją powieści wiktoriańskiej. Carey stwarza dla głównych bohaterów świat wysoce nieprzyjazny. Purytańskie społeczeństwo nie jest w stanie zaakceptować  tych dwóch rudowłosych odmieńców. Oscar jest duchowym ekscentrykiem, który bardzo wcześnie stracił matkę, a brak ten przekształcił się w śmiertelny lęk przed wodą. Lucynda wychowała się w cieniu silnej i niezależnej osobowości matki, co sprawiło, że wyrosła na kobietę zbuntowaną przeciwko zwyczajowemu pojmowaniu kobiecości.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo, że urodzili się i wychowywali w różnych miejscach, pomimo, że dzieli ich płeć i przynależność do klasy społecznej, Oskar i Lucynda są swym wzajemnym odbiciem w szklanej tafli intrygującej pasji, którą stanowi pogoń za ulotnością. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najciekawszy paradoks wynika z połączenia religii i hazardu: Oscar jest przecież młodym, uzależnionym od gier, duchownym. Hazard objawia się nie tylko na płaszczyźnie wyścigów, kart czy kości. Hazardem jest także, a może przede wszystkim, życie człowieka. Oscar twierdzi, że religia i wiara stanowią jeden wielki zakład, który ustanowił sobie najwyższą z możliwych stawkę: ludzkie życie. Oscar przeszedł na anglikanizm, sprzeciwiając się ojcu, wskutek rzucenia swego życia na szalę losu, a konkretniej rzucenia za siebie kamyka, który padł na jedno z pól wyrysowanej przez siebie gry w klasy. Spór międzywyznaniony jest jednym z głównych zagadnień podejmowanych przez Careya.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lucynda zapełnia hazardem ogromną pustkę, jaka wypełnia jej kruche, kobiece ciało. Nie ma nic do stracenia prócz majątku, który ciąży na niej, krępując swobodne ruchy niczym znienawidzony gorset zbyt mocno  obściskujący talię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oboje są naprawdę żałośni. I naprawdę – realistyczni. Są to bohaterowie, jakich rzadko spotyka się w powieściach. Nielubiani, mało atrakcyjni dla otoczenia, czasami śmierdzący i brudni, a czasami śmieszni i ośmieszani. Wysoce realistyczna proza. Carey stworzył dla swych tytułowych bohaterów świat bardzo nieprzyjazny, wręcz podejrzanie nikczemny i nietolerujący natur odstających od norm społecznych. Analitycznie bezrozumny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podróż Oskara wgłąb dzikiego australijskiego buszu, gdzie stopa białego człowieka jeszcze nigdy nie stanęła, by w miejscowości Boat Harbour postawić szklany kościół, jest echem czasów nowych odkryć geograficznych i ekspancji kolonialnej. Jest także szalonym, miłosnym przedsięwzięciem Oskara i Lucyndy. Kościół jest ich zakładem, ucieleśnieniem ich marzeń, budzącym najwyższe emocje paradoskem, podobnym do towarzyszących rozbijaniu łzy Księcia Ruperta. Stawką zakładu jest miłość, ale przede wszystkim majątek Lucyndy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8Hs_-Nq96I/AAAAAAAAElw/uRz8GZ6q7Os/s1600/oscarlucinda2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 280px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8Hs_-Nq96I/AAAAAAAAElw/uRz8GZ6q7Os/s400/oscarlucinda2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5458904807126005666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Para tych rudowłosych odmienców wykazuje się niezwykłym zmysłem estetycznym, mającym wiele wspólnego z bezinteresownym aktem twórczym, czystą sztuką, prowokacyjną odpowiedzią na pragmatyczne dążenia epoki. Szklany kościół jest ostatnią ofensywą wobec sztywnej, pełnej schematów mentalności purytańskiego społeczeństwa. Jest swoistym, ekscentrycznym performansem, który muszą opłacić losem i życiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyprawie przewodniczy krwiożerczy, bezwględny Jeffris, który aspiruje do tytułu odkrywcy. Wyprawa ta przywodzi na myśl „Jądro ciemności” Conrada – podróż do serca piekła, ale piekła, które implikowane jest przez białego pioniera. Carey daje nam lekcję kolonizacji, której morał jest przerażający. Na pytanie Jeffrisa: „ – Co pan powie [...] na tę krainę?”, Oskar odpowiada:  ” – Gdyby to była moja kraina, odczułbym lęk widząc, że pan w nią wkracza”. (s. 597). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozczarowuje fakt, że oboje tak naprawdę spotykają się dopiero później...  Dużo jest napisane o nich samych, jednak jako o osobnych postaciach. Bardzo szczegółowo została poprowadzona historia ich życia, fragmentami nużąca i nakłaniająca by gnać dalej poprzez urywane zdania kolejnych stron. Zakończenie powieści jest moim zdaniem nieudane. Pewne niebagatelne kwestie bowiem, zdeterminowane zostały poprzez przyczyny błahe i dziwne, a postępowanie Oscara w końcowej partii powieści pozostało dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Powieść Careya wymęczyła mnie, a na koniec zirytowała. Nie pozostawiła jednak bez pewnej satysfakcji przebrnięcia przez ponad 600-set stron uznanej przecież na całym świecie powieści. Nie jestem zwolenniczką czytelniczego sadomasochizmu, niemniej jednak wysiłek ten sprawił przyjemność. Istnieje także ratunek, aczkolwiek ryzykowny. Z Ralphem Fiennesem i Cate Blanchet. Jeszcze przede mną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„Oscar i Lucynda”, Peter Carey, przeł. Wacław Sadkowski, Prószyński I S-ka, Warszawa 2000.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8HtwHCk7tI/AAAAAAAAEmA/TltSzTPVhGc/s1600/4271_carey_peter.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 308px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8HtwHCk7tI/AAAAAAAAEmA/TltSzTPVhGc/s400/4271_carey_peter.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5458905634129112786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Peter Carey (źródlo: www.randomhouse.com)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8HtJup9hAI/AAAAAAAAEl4/ibsiAJj90l0/s1600/oscar+film.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 271px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8HtJup9hAI/AAAAAAAAEl4/ibsiAJj90l0/s400/oscar+film.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5458904974748386306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-2668530675795199542?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/2668530675795199542/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/04/ekscentryczni-performerzy_11.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2668530675795199542'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2668530675795199542'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/04/ekscentryczni-performerzy_11.html' title='Ekscentryczni performerzy'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S8HsjOVpyUI/AAAAAAAAElo/xLQsT9iWlis/s72-c/Oskar-i-Lucynda_Peter-Carey.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-5843824390422312966</id><published>2010-03-13T17:34:00.007+01:00</published><updated>2010-03-13T17:52:07.577+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><title type='text'>Czekając na los</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S5u-v6gCyuI/AAAAAAAAEj4/Rmg3Jjzx4ak/s1600-h/los+utracony.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 190px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S5u-v6gCyuI/AAAAAAAAEj4/Rmg3Jjzx4ak/s400/los+utracony.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448157904601533154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;„Los utracony” jest niewielką powieścią węgierskiego Noblisty z 2002roku, Imre Kertesza. Bohaterem jest Żyd, który przechodzi wielką przemianę wskutek rocznego pobytu w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Ważną kategorią powieści Kertesza jest „czekanie”. Od początku mamy do czynienia z oczekiwaniem, któremu towarszyszy nuda, zabijana prostymi czynnościami: napiciem się wody z kranu, zjedzeniem kanapki czy śpiewaniem piosenki. W miarę rozwoju wypadków, w miarę zbliżania się bohatera do bram obozu koncentracyjnego, a zarazem do gwałtownego zerwania zasłony nieswiadomości, nuda i oczekiwanie zaczynają przybierać inne , coraz bardziej bezlitosne oblicza. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W umyśle bohatera zaczyna powoli zacierać się poczucie czasu. Nie ma już sekund, minut, godzin. Godzina może być równie dobrze sekundą, jak i całym rokiem. Prze-definiowanie pojęcia czasu jest mocno zdeterminowane kategorią głodu, a ogólniej rzec ujmując, kategorią ciała. W obozie koncentracyjnym człowiek zostaje sprowadzony do ciała. Ciało boli, jest głodne, jest mu zimno, to ciało – nie Ja – pracuje, podczas gdy Ja może przenosić się w inne miejsca za pomocą wyobraźni. Do czasu jednak, aż ciało samo w sobie nie zemdleje i nie stanie się obojętne na czynniki zewnętrzne, które konsewetnie poddają je torturom wszelakiego rodzaju: niewyobrażalny głód i niewyobrażalne zimno, ból, robaki toczące ropną ranę (robaki toczące ciało za życia – symbol śmierci „człowieczeństwa”, śmierci duszy przed śmiercią ciała). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kertesz pokazuje także, jak ekstremalnie wytrzymałe jest ciało, które nie tylko jest w stanie wytrzymać, ale także zregerować się i odrodzić. W przeciwieństwie do wszystkiego tego, co ludzkie, lecz niematerialne – do pamięci. Po powrocie do rodzinnego miasta, znajomi bohatera pytają go o plany na przyszłość, na rozpoczęcie „nowego życia”, sugerują mu jak najszybciej zapomnieć o tym, czego doświadczył. Dla bohatera, który na początku powieści był niedojrzałym, bezmyślnym 15-letnim chłopcem, a który powrócił jako 16-letni starzec,  „nie-pamięć” jest niemożliwa. Przedstawia on teorię kroków, w myśl której „nigdy nie możemy rozpocząć nowego życia, zawsze musimy tylko ciągnąć stare” (s. 265), każdy następny krok stanowi zarazem skutek poprzedniego, jak i przyczynę następnego kroku –  nieustannie tworzącej się ciągłości życia nie da się przerwać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohater podaje przykład kolejki tworzonej przez nowo przybyłych do obozu więźniów, na końcu której stoi lekarz decudujący o tym, czy dany człowiek zostaje przeznaczony „od razu do gazu” czy do dania mu „drugiej szansy”. Każdy krok jest krokiem w stronę dalszej części: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kroczył każdy, kto tylko mógł kroczyć; ja też zrobiłem swoje kroki i nie tylko w kolejce do lekarza, ale już w domu. Kroczyłem z ojcem i kroczyłem z matką [...]. Teraz już mógłbym powiedzieć, co to znaczy „Żyd”: nic nie znaczy, przynajmniej dla mnie, dopóki nie zaczną się kroki. Nic nie jest prawdą, nie ma innej krwi, nie ma nic innego [...] są tylko dane sytuacje i istniejące w nich nowe warunki. Ja też przeżyłem dany los. To nie był mój los, ale ja go przeżyłem [...]&lt;/em&gt; (s. 264-265). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czekanie” zmienia bohatera. Na początku jego postawa nie przejawia jakiegokolwiek szacunku i zrozumienia dla „czekania”, manifestuje postawę marnotrawiącą i bierną. W obozie „czekanie” zaczyna łączyć się ze strachem i lękiem, a przede wszystkim z niemożnością dostrzeżenia końca. Kiedy bohater wraca do rodzinnego miasta, kiedy pojawia się kolejne „oczekiwanie”, on idzie dalej, nie czeka. „[...] oświadczam, że w danym mi losie, do końca byłem uczciwy. Jedyna plama, powiedziałbym, skaza, jedno, co ewentualnie można by mi zarzucić, to jest to, że teraz tu rozmawiamy, ale na to nie poradzę”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;***&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Powieść Kertesza stanowi wielopoziomowe stadium ciała i psychiki ludzkiej poddanych ekstremalnym warunkom. Jest to powieść niezwykle głęboka, warta wielokrotnej lektury w celu odkrywania nowych sensów. Przy okazji uświadomiłam sobie, że chciałabym poczytać więcej literatury związnej z tematem obozów koncentracyjnych oraz funkcjonowania człowieka w tych nieludzkich warunkach, które stanowią przecież historyczny fakt. Interesuje mnie szczegolnie, czy istnieje książka relacjonująca pobyt w obozie –  napisana przez kobietę – jako jej własne doświadczenie. Jeśli ktoś z Was miałby jakiekolwiek informacje, bardzo proszę o pozostawienie ich w komentarzu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Imre Kertesz, „Los utracony”, przeł. Krystyna Pisarska, WAB, Warszawa 2002.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S5u_IOsptcI/AAAAAAAAEkA/ZBJHf5f8GqY/s1600-h/imre+kertesz.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S5u_IOsptcI/AAAAAAAAEkA/ZBJHf5f8GqY/s320/imre+kertesz.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448158322339984834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Źródło zdjęcia na stronie &lt;a href="http://www.buchenwald.de/english/index.php?p=140"&gt;www.buchewald.de&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Imre Kertesz&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S5u_p20uU_I/AAAAAAAAEkI/dXJs390yjzY/s1600-h/Kertesz2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 207px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S5u_p20uU_I/AAAAAAAAEkI/dXJs390yjzY/s320/Kertesz2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448158900046943218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiscie na podstawie książki został nakręcony film, który koniecznie trzeba obejrzeć:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S5vAA1xzRyI/AAAAAAAAEkQ/dC8cLnF2_fM/s1600-h/fateless-sorstalansag.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S5vAA1xzRyI/AAAAAAAAEkQ/dC8cLnF2_fM/s320/fateless-sorstalansag.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448159294903240482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-5843824390422312966?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/5843824390422312966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/03/czekajac-na-los.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5843824390422312966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5843824390422312966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/03/czekajac-na-los.html' title='Czekając na los'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S5u-v6gCyuI/AAAAAAAAEj4/Rmg3Jjzx4ak/s72-c/los+utracony.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-5917459740020873562</id><published>2010-03-04T21:58:00.003+01:00</published><updated>2010-03-04T22:00:37.637+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='amerykańskie południe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kolorowe czytanie'/><title type='text'>Tęskniąc za Whistle Stop</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S5AfDPGSizI/AAAAAAAAEjM/dF3P1JN0ssk/s1600-h/smazone+zielone+pomidory.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S5AfDPGSizI/AAAAAAAAEjM/dF3P1JN0ssk/s320/smazone+zielone+pomidory.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444886089943911218" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;„Smażone zielone pomidory” to jedna z najpiękniejszych powieści, jakie czytałam. Naprawdę rzadko zdarza mi się, że po skończeniu książki mam ochotę natychmiast rozpocząć ją od nowa. Będę szczera: nigdy mi sie to nie zdarza. W przypadku „Pomidorów...” było jednak zgoła inaczej.&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Flagg jest również trzecią pozycją z listy lektur &lt;a href="http://amerykanskiepoludnie.blox.pl/html"&gt;„Amerykańskie Południe” &lt;/a&gt;jaką czytam. Nie mam pojęcia, czy to ogólna tendecja w literaturze tego obszaru, jednak zaczynam dostrzegać pewne właściwości tych powieści: akcja dzieje się w małym miasteczku, powieść opisuje wielu bohaterów, którzy są jego mieszkańcami, a jednocześnie stanowią barwne osobowości, i wreszcie: spodziewany lub nie, pojawia się proces.  Z czystej ciekawości, dla eksperymentu, sięgnę chyba po losowe książki z listy, aby sprawdzić, czy to przypadek, czy mimo wszystko pewna tendencja... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzięki Flagg zyskałam wspaniałą bohaterkę-przyjaciółkę literacką, która pozostanie jedną z moich najlepszych chyba na dlugi czas, jeśli nie na zawsze. Zapałałam nieposkromioną miłością do Idgie –  zaklinaczki pszczół, założycielki klubu zgrywusów Dill Pickle, kobiety, której nie jeden facet pozazdrościłby jaj i... dowcipu. Jej enigmatyczny związek z Ruth, Flagg opisała w sposób niesamowicie subtelny, wytwarzając rodzaj erotycznego napięcia wypowiedzianego cudownie nie wprost.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą wszystkie wątki powieści, które przedstawiane są z różnych punktów widzenia, a także w różnych, nazwijmy to, płaszczyznach czaso-przestrzennych, nie są odkrywane przed Czytelnikiem od razu. Czytelnik ma wrażenie jakby urodził się i od zawsze mieszkał w Whistle Stop w Alabamie. Na poły „plotkarska amtosfera”, jaką stworzyła autorka, osculuje wokół kawiarni Idgie i Ruth (gdzie możemy zjeść smażone zielone pomidory) oraz „Tygodnika Dot Weems”, z którego dowiadujemy się o bieżących wydarzeniach w miasteczku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdą niedzielę przesiadujemy na ganku w towarzystwie przeuroczej Ninny Threadgood, która jest niesamowicie bogatym źródłem opowieści o wydarzeniach mających miejsce 30 lat wcześniej, kiedy to „The Whistle Stop Cafe” przeżywał lata świetności i był miejscem spotkań towarzyskich, a zapach pieczeni Dużego Georga można było poczuć będąc w pociągu znajdującym się dobrych kilkanaście kilometrów jeszcze przed stacją Whistle Stop. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Regularnie jesteśmy zabierani do Birmingham, przeważnie w towarzystwie „niebiesko-dziąsłowego” Artisa (tam też znajduje się Dom Spokojnej Starości, do którego jeździmy w odwiedziny do Ninny) albo wyskakujemy na whiskey do Warrior River, gdzie ma siedzibę Klub Wędkarski i gdzie mieszka rudowłosa bujna i piękna Eva, nie gorsze od Idgie ziółko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść jest niezwykle ciepła, zabawna, jednak chwilami pełna goryczy. Można powiedzieć, że jest to wspaniałe „czytadło”, ale z pewnością „czytadło” pełne treści i niezwykle satysfakcjonujące, cieszące czytelnicze zmysły świetnym językiem. Bardzo się cieszę, że mam własny egzemplarz, który otrzymałam w prezencie, ponieważ będę do niego wracać, wracać, wracać... tęskniąc za Whistle Stop Cafe, za Idgie, Kikutkiem i Smokey’em Samotnikiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Fannie Flagg, „Smażone zielone pomidory”, przeł. Aldona Biała, Zysk i S-ka, Poznań 2008&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-5917459740020873562?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/5917459740020873562/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/03/teskniac-za-whistle-stop.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5917459740020873562'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5917459740020873562'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/03/teskniac-za-whistle-stop.html' title='Tęskniąc za Whistle Stop'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S5AfDPGSizI/AAAAAAAAEjM/dF3P1JN0ssk/s72-c/smazone+zielone+pomidory.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-1433793900602966552</id><published>2010-02-28T15:49:00.004+01:00</published><updated>2010-02-28T15:54:43.321+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przy kawie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiosenne czytanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plany'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stosik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w oryginale...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektura nadobowiązkowa'/><title type='text'>Wiosenne stosiki</title><content type='html'>Wiosna zaczyna ruszać z kopyta, słońce i ten szczególny zapach na dworze uruchamiają machinę wspomnień o poprzednich wiosnach i tym, co się wtedy robiło, czytało, o czym myślało i z kim. Tak było właśnie we wtorek, gdy upływał ostatni dzień mojego L4, a słońce krzyczało i wabiło na pierwszy wiosenny spacer. Czy znacie ten szczególny rodzaj energii, która wypełnia ciało i umysł po ciężkiej, mroźnej zimie? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4qDLaWkVLI/AAAAAAAAEiY/g9BwbHfj0b8/s1600-h/DSCF1879.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4qDLaWkVLI/AAAAAAAAEiY/g9BwbHfj0b8/s400/DSCF1879.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5443307331706442930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem dlaczego, ale pierwszy powiew ciepłego powietrza przypomina mi o pachnących ciepłych wieczorach, gdy jeździliśmy do kina Patria, &lt;strong&gt;o „Waldenie”&lt;/strong&gt;, którego zawsze w kwietniu i maju fragmenty czytam, zaśmiewam się i dumam na przemian nad wciąż aktualnymi refleksjami tego hippisowskiego egzystencjalisty – Thoreau’a. Jako kompan krok w krok podąża z nim &lt;strong&gt;Emerson&lt;/strong&gt;, piewca Natury, a krok przed nim &lt;strong&gt;Nietzsche&lt;/strong&gt;, którego &lt;strong&gt;teoria „cierpliwości pośladków”&lt;/strong&gt; co roku zmusza mnie do rozpoczynania sezonu biegowego gdzieś właśnie w okolicach marca (zaczynam jutro rano). Ci trzej Panowie, łączący abstrakcyjną myśl z fizycznym ruchem, stanowią dla mnie od kilku dobrych lat  inspirację i pragnienie przebywania wiosną jak najwięcej na świezym powietrzu, prowokowania ciała do wydzielania dużej ilości potu i podziwiania czerwonych plam na twarzy po 40-minutowym biegu – bowiem dopiero wtedy takiej myśli, powstałej w takich okolicznościach, można zaufać i podążać za nią, wtedy umysł staje się naprawdę świeży, a krew płynie szybciej i jest się szczęśliwym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byli mężczyźni, teraz czas na Panie. &lt;strong&gt;Pinkola Estes, Budnitz, Woydyłło i Majewska-Opiełka&lt;/strong&gt; – trio, na które składa się mieszanka baśniowości, magii, pra-, pierwotnej kobiety, dzikiej natury wilczycy oraz współpczesnej psychologii, po cześci emocjonalnej, po części związanej z technicznymi aspektami życia, np. zarządzania własnym czasem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec coś z pogranicza estetyki, czyli wspaniałe &lt;strong&gt;eseje Herberta "Barbarzyńca w ogrodzie"&lt;/strong&gt;, które szczególnie kojarzą mi się z wiosną, ponieważ właśnie wtedy po raz pierwszy kilka lat temu je czytałam. Pragnę szczególnie uwrażliwić się na odbiór wizualny malarstwa, wybrać sobie jednego z ulubionych malarzy i zagłębić się w jego osobowość jako człowieka i artysty, a także w jego dzieła. Podobnie z poezją, której tu zabrakło w stosiku i której brakuje w moim życiu w ogóle. Postanowiłam pociągnąć i zaczytać się właśnie w Herbercie, który był moim ulubionym poetą w liceum. Na koniec powtórka z &lt;strong&gt;Ann Fadiman "Ex Libris"&lt;/strong&gt; – ku miłości książek o książkach i pragnieniu „jeszcze raz”. Może uda mi sie coś nowego przechwycić do mojego życia czytelniczego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie powyższe książki, to „książki wiosenne”, ktore począwszy od jutra, 1 marca, chcę czytać fragmentami, na wyrywki, szaleńczo i zachłannie, przez całą wiosnę, powiedzmy do połowy czerwca. Będę zamieszczać w Bredabliku co ciekawsze cytaty, może z komentarzem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto szczególne podziękowania dla &lt;a href="http://magamara.blox.pl/html"&gt;Maga-Mary&lt;/a&gt;, która zamówiła dla mnie audiobooka „White Teeth”, czytany przez Alexa Jenningsa i który stanowi teraz nierozerwalną całość z moją książką w oryginale. Wszystko po to, aby synergia mogła zaistnieć, tzn. poznawianie literatury i nauka języka za jednym zamachem. Dzięki Aniu! (dostałam też super kartkę :))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4qDTtZaysI/AAAAAAAAEig/4T0LzybQDPE/s1600-h/DSCF1874.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4qDTtZaysI/AAAAAAAAEig/4T0LzybQDPE/s400/DSCF1874.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5443307474257627842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poniżej moje ostatnie zdobycze: wczoraj udało mi się kupić po jedyne 7 złotych każda „Eve Green” Susan Fletcher oraz „Historia pewnej mistyfikacji” Petera Careya. Natomiast tydzien temu otrzymałam od Bartka w prezencie „Smażone zielone pomidory”, które właśnie kończę czytać i jest to tak ZAJEBISTA powieść, że aż się boję chwili, w której będę miała zasiąść do napisania recenzji, aby w pełni oddać miarę mojego zachwytu. To czeka mnie już jutro (czy Wam też czasami z trudem przychodzi napisanie dobrego tekstu? Albo w ogóle nie przychodzi?...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4qDeV3hJ_I/AAAAAAAAEio/_WANDy9xfCc/s1600-h/DSCF1875.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4qDeV3hJ_I/AAAAAAAAEio/_WANDy9xfCc/s400/DSCF1875.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5443307656919984114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-1433793900602966552?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/1433793900602966552/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/wiosenne-stosiki.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1433793900602966552'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1433793900602966552'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/wiosenne-stosiki.html' title='Wiosenne stosiki'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4qDLaWkVLI/AAAAAAAAEiY/g9BwbHfj0b8/s72-c/DSCF1879.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-2532227585891510793</id><published>2010-02-23T20:43:00.004+01:00</published><updated>2010-02-23T20:48:11.573+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><title type='text'>"Smak dżemu i masła orzechowego"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4QwoBpUzEI/AAAAAAAAEiI/F0ePOK4Dmmw/s1600-h/smak+dzemu.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4QwoBpUzEI/AAAAAAAAEiI/F0ePOK4Dmmw/s200/smak+dzemu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5441527713965067330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;1.[Ona]&lt;/strong&gt; Lauren Liebenberg urodziła się w Rodezji, a obecnie mieszka w Johannesburgu. Za swoją debiutancką książkę otrzymała w 2008 roku Orange Broadband Award.  &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;2.[Groza]&lt;/strong&gt; „Smak dżemu i masła orzechowego” to mocna powieść. Bezkompromisowa. Nie chciałabym zobaczyć ekranizacji, nie zniosłabym tego emocjonalnie. Cholernie boli. &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;3.[Śmiech]&lt;/strong&gt; Dużo się śmiałam. &lt;em&gt;Oupa&lt;/em&gt;, dziadek Nyree i Cii, jest fantastycznym staruszkiem: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„- Szybko, dziewczyno, przynieś mi procę z szuflady stolika nocnego! Dorwę tego bezczelnego koczkodana, choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobię!&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Oupa &lt;/em&gt;nie cierpi tych małp. Główni wrogowie to stado żyjące w kępie akacji, tuż przy tylnych drzwiach domu, które wciąż wysyła ekipy nalotowe, aby porywały, co tylko się da”. (21)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;4.[Język]&lt;/strong&gt; Już dawno nie czytałam powieści, która byłaby tak bogato napisana, która korzystałaby z tak różnych słów i wyrażeń, która z taka skrupulatnością opisywałaby świat, tak trafnie oddawała klimat danej sytuacji, jej dowcip (tak, że śmiejesz się do rozpuku) i grozę (tak, że sztywniejesz i robi Ci się zimno, naprawdę bardzo nieprzyjemnie zimno). &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;5.[?]&lt;/strong&gt; Tę książkę trzeba przeczytać. Ja nie jestem w stanie o niej pisać. Pytam siebie dlaczego i... nie wiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Lauren Liebenberg, „Smak dżemu i masła orzechowego”, Smak Słowa, Sopot-Londyn 2009.&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-2532227585891510793?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/2532227585891510793/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/smak-dzemu-i-masa-orzechowego.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2532227585891510793'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2532227585891510793'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/smak-dzemu-i-masa-orzechowego.html' title='&quot;Smak dżemu i masła orzechowego&quot;'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4QwoBpUzEI/AAAAAAAAEiI/F0ePOK4Dmmw/s72-c/smak+dzemu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-2790627058246671230</id><published>2010-02-22T20:58:00.003+01:00</published><updated>2010-02-22T21:00:18.834+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przy kawie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cudowność tekstów'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='amerykańskie południe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w oryginale...'/><title type='text'>Cudowność tekstów: Fincher-Lee</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4LiD6FCI-I/AAAAAAAAEh4/VQY8YPgvTaw/s1600-h/tablo+2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 238px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4LiD6FCI-I/AAAAAAAAEh4/VQY8YPgvTaw/s320/tablo+2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5441159856574833634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sobotę mój narzeczony przywiózł mi już dawno zamówione wydanie „To Kill a Mockingbird” w oryginale, które w końcu zostało odebrane z poczty :) Tego samego dnia, wieczorem, postanowiliśmy dokończyć oglądanie filmu „The Game” w reż. Davida Finchera z Michalem Douglasem i Seanem Pennem, skądinąd rewelacyjnego filmu o wręcz genialnym scenariuszu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jednej ze scen Nicholas van Orton (Douglas) wbiega do swojego ogromnego domu. Pnie się po schodach i wpada do jednego z pomieszczeń. Przewracając wszystko, co mu się nawinie pod ręce, zaczyna czegoś gorączkowo poszukiwać na wysokiej półce. W kolejnym kadrze kamera lustruje przestrzeń z poziomu podłogi. Nagle z hukiem spada grube, oprawione w skórę tomisko. Na grzebie czytamy: „To Kill a Mockingbird”. Nie muszę pisać, że razem z Bartkiem w jednej chwili podskakujemy w wyniku radosnego zdumienia. Tymczasem van Orton porywa egzemplarz i wypada z domu tak szybko, jak się w nim pojawił. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do teraz próbuję znaleźć powiązanie pomiędzy treścią książki Lee a fabułą filmu Finchera. Bezskutecznie. Zawsze jednak wierzę w to, że takie zabiegi sa celowe, że autor usiłuje przemycić jakąś treść, która pozwoli na ciekawą, dekonstruktywistyczną interpretację, ktora zdradzi nam jakąś tajemnicę, która w rzeczy samej – jest tylko dla wtajemniczonych. Czyni ona bowiem z czytelnika/widza/słuchacza ekskluzywnego wspólnika, który jest zdolny czytać między wierszami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto, pomimo istnienia intertekstualności jako takiej, czesto zdarzają mi się takie „cudowne przypadki”: w bardzo krótkim czasie, np. na przestrzeni jednego dnia, zderzają się w jakimś jednym punkcie dwa teksty kultury. Kiedyś, czytając „Lalę” Jacka Dehnela, tak często mi się to przytrafiało, że napisałam o tym tekst, wyszczególniając wszystkie te dziwaczne zbiegi okoliczności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy Wy też doświadczacie „cudowności tekstów”? A może macie jakieś pomysły na rozwiązanie zagadki „Fincher-Lee”?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-2790627058246671230?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/2790627058246671230/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/cudownosc-tekstow-fincher-lee.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2790627058246671230'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2790627058246671230'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/cudownosc-tekstow-fincher-lee.html' title='Cudowność tekstów: Fincher-Lee'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4LiD6FCI-I/AAAAAAAAEh4/VQY8YPgvTaw/s72-c/tablo+2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-8252489421569494490</id><published>2010-02-20T15:59:00.007+01:00</published><updated>2010-02-20T17:19:38.371+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='amerykańskie południe'/><title type='text'>Tajemnice Savannah</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4ALj9KN07I/AAAAAAAAEhg/Pq2gDEKPMlI/s1600-h/berendt.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4ALj9KN07I/AAAAAAAAEhg/Pq2gDEKPMlI/s200/berendt.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5440361062204298162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Powieść Berendta to druga pozycja, którą czytam w ramach „Amerykańskiego Południa”. Muszę przyznać, że w swej powieści jest dosyć podobna do czytanej ostatnio „Zabić drozda” Harper Lee. Akcja u Lee ma miejsce w małym miasteczku Maycomb w Alabamie. Berendt natomiast nie wychodzi poza granice Savannah w stanie Georgia.&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obie książki składają się z dwóch części. Pierwsza, zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku, opisuje barwnych mieszkańców miasteczek (nie będę rozpisywać się szczegółowo nt. „Zabić drozda” – zostało bowiem to już poczynione w recenzji pt. &lt;a href="http://bredablik.blogspot.com/2010/01/powrot-do-niewinnosci-zabic-drozda.html"&gt;„Powrót do niewinności”&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W obydwu powieściach świat opisywany jest z punktu widzenia osoby „spoza” tego świata. U Lee jest to mała Jean Louise – 8-letnia dziewczynka, której spojrzenie jest jeszcze nie skażone małomiasteczkowym blichtrem, jest nadal niewinne i dziecięco naiwne. U Berendta głównym bohaterem jest dziennikarz, ktory urzeczony Savannah, postanowił się doń przeprowadzić z Nowego Jorku, aby podjąć próbę poznania jego prawdziwego oblicza. Nie pamiętam niestety imienia i nazwiska owego dziennikarza, bardzo jednak prawdopodobne, że ani razu się ono nie pojawia. Jego postać usuwa się całkowicie na margines powieści, ustępując miejsca co barwniejszym postaciom południowo-amerykańskiego miasteczka, o którym dziennikarz zresztą pisze książkę (którą właśnie czytamy). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I rzeczywiście – „Północ...” ma w pewnym sensie strukturę literackiego reportażu. Mało jest wartościowania, wyrażania sądów i opinii przez opowiadającego. Dziennikarz zdaje relację z przeprowadzanych rozmów oraz mających miejsce wydarzeń, w których bierze czynny udział. Do końca powieści właściwie nie wiemy, co sądzi na temat rozgrywających się wypadków. Sprawia wrażenie osoby bezstronnej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzięki niemu i wraz z nim, zapoznajemy się z mieszkańcami Savannach – królową przebieranców Chablis, zwariowanym naukowcem Lutherem Driggersem, duszą towarzystwa i kombinatorem zarazem, Joe Odomem, czy główną postacią rozgrywających się wydarzeń –Jimem Williamsem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza część powieści, zupełnie tak jak u Lee, wprowadza nas w klimat miasteczka. Poznajemy mentalność i system wartości mieszkańcow, ich zwyczaje, sposoby spędzania wolnego czasu itp. W drugiej pojawia się proces, który będzie trwał juz do końca powieści. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jim Williams zostaje oskarżony o morderstwo z premedytacją, jednak w kolejnych procesach za każdym razem ława przysięgłych nie potrafi ustalić, czy jest winny. U Lee mieliśmy oskarżonego o gwałt Murzyna. I jeśli w toczącej się w latach 30. XX wieku historii, jednoznaczną kwestią był problem rasizmu i dyskryminacji, który stał na przeszkodzie neutralnemu spojrzeniu małomiasteczkowej społeczności na prowadzony przez Atticusa Fincha proces, tak w rozgrywającej się w latach 80. „Północy...” nie jest to wcale takie oczywiste. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kim jest Jim Williams? Niezwykle bogaty biały człowiek o wysokiej pozycji społecznej, koneser sztuki, prowadzący interesy na skalę światową restaurator antyków. Jego coroczne bale bożonarodzeniowe są najsłynniejszą i najbardziej prestiżową imprezą zarówno w mieście, jak i  poza jego granicami. Jednym słowem arystokrata, którego przywilejem jest, w pewnym sensie, także prawnym, „nietykalność”. Jest kimś jeszcze: gejem.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jednak właśnie ta kwestia – homoseksualna – stoi na przeszkodzie w sprawnym poprowadzeniu procesu? Czy „Północ w ogrodzie dobra i zła” jest książką o homoseksualizmie i problemie homofobii? Nie jestem do końca pewna. Williams zostaje oskarżony o morderstwo swojego kochanka – a więc osoby także związanej ze środowiskiem homoseksualnym. To już nie jest prosta relacja, taka jak u Lee: biała kobieta, czarny mężczyna i gwałt. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam szczerze, że do tej pory odpowiedzi na to pytanie nie znalazłam. Po części jednak musi tkwić ona właśnie w Savannah. Fakt ten został zdemaskowany poprzez czwarty proces, mający miejsce w innym mieście. Co jednak kierowało mieszkańcami Savannah, reprezentowanymi przez ławę przysięgłych składającą się i z bialych, i z czarnych; i z mężczyzn, i z kobiet; z ludzi o różnych pozycjach społecznych? Dlaczego, przy istnieniu tak wiarygodnych pozorów, potępili Williamsa? Kim on naprawdę był? Jaka była jego prawdziwa natura? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W powieści Berendta powiają się dwa „kiczowate” amerykańskie motywy, które także nie dają mi spokoju, skłaniając do zapytania, jakie jest ich prawdziwe znaczenie dla powieści? Pierwszy z nich to mecze futbolowe oraz cała otoczka z nimi związana, nie wyłączając maskotki drużyny, bialego buldoga HAU. W to środowisko silnie zaangażowany jest drugi adwokat Williamsa, dla którego w pewnej chwili ważniejszy stał się wynik meczu niż wynik procesu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi motyw jest związany z tytułem powieści. Jest to motyw magiczny, voo-doo, swoista telekineza i psychiczne zdolności wpływania na drugiego czlowieka, ponadto rzucanie klątw i zaklinanie. Słowem szeroko pojęta czarna magia, którą reprezentuje przyjaciółka Williamsa – czarownica Minerwa. Jest to trochę drażniący, lecz równocześnie niepokojący motyw, z uwagi na to, że Williams poświęca mu bardzo dużo energii, pozostawiając całą prawną stronę zagadnienia swojemu prawnikowi, przesadnie jej nie monitorując.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dość dużo, być może już za dużo, napisałam o powieści Berendta. Z pewnościa warto ją przeczytać, z uwagi na to, że jest niezwykle barwna, momentami zabawna, a ponadto zawiła i stwarzająca okazje do snucia własnych teorii. Atmosfera przebywania przez cały czas trwania powieści w jednym miasteczku udziela się czytelnikowi. Stanowi ona ponadto swoiste zderzenie realizmu z magicznością, która objawia się nagle i nie opuszcza nas już do końca. Możemy dzięki temu także wniknąć w ducha miasteczka, przebić się pod jego powierzchnię, zrobić to, czego nie doświadczyłby nigdy zwykły turysta, który wpadł na dwa dni do Savannah, aby posłuchać pustego i nie mającego nic wspólnego z rzeczywistością, "gadania" przewodniczki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co do Williamsa... chciałabym, aby jego sprawę poprowadził Atticus Finch. Tylko – czy jego moralność pozwoliłaby mu na to?   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;John Berendt, „Północ w ogrodzie dobra i zła”, przeł. Piotr Wilczek, Prószynski i S-ka, Warszawa 1998&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-8252489421569494490?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/8252489421569494490/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/tajemnice-savannah.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8252489421569494490'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8252489421569494490'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/tajemnice-savannah.html' title='Tajemnice Savannah'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S4ALj9KN07I/AAAAAAAAEhg/Pq2gDEKPMlI/s72-c/berendt.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-7482864909367337568</id><published>2010-02-19T18:38:00.004+01:00</published><updated>2010-02-19T18:43:19.052+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przy kawie'/><title type='text'>Kreativ Blogger</title><content type='html'>Stało się. Dopadło mnie choróbsko. Co to oznacza? Że wreszcie kończę „Północ w ogrodzie dobra i zła”! Że moj tata właśnie wrócił z bilbioteki (ciekawe, co udało mu się złowić?)! [...] (ech, bida z nędzą w tej naszej bibliotece...). Że nareszcie mam czas, aby przekazać dalej wyróżnienia: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S37Mm-Fp1_I/AAAAAAAAEhI/7LqVvMURyUM/s1600-h/kreativ_blogger_award_copy1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S37Mm-Fp1_I/AAAAAAAAEhI/7LqVvMURyUM/s400/kreativ_blogger_award_copy1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5440010369783945202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://kasiek-mysli.blogspot.com/"&gt;Kasiek&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt; – za Tessę :) dzięki czemu poznałam blogi i wyzwania czytelnicze.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://magamara.blox.pl/html"&gt;Maga-Mara&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt; – za pomoc i serdeczność.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://miastoksiazek.blox.pl/html"&gt;Padma &lt;/a&gt;&lt;/strong&gt; – za wyzwania czytelnicze, ktore dla mnie stanowią wręcz rewolucję czytelniczą.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://chihiro.blox.pl/html"&gt;Chichiro&lt;/a&gt; &lt;/strong&gt;– za Fever Ray i „Gorzkie mleko”, na którym byłam przedwczoraj.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://www.dziennik-literacki.pl/"&gt;Dziennik Literacki&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt; – za „news-owe” spojrzenie na literaturę, dzięki czemu jestem na bieżąco z nowościami i tym, co aktualnie dzieje się w literackim światku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-7482864909367337568?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/7482864909367337568/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/kreative-blogger.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7482864909367337568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7482864909367337568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/kreative-blogger.html' title='Kreativ Blogger'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S37Mm-Fp1_I/AAAAAAAAEhI/7LqVvMURyUM/s72-c/kreativ_blogger_award_copy1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-4507762139708251222</id><published>2010-02-10T21:26:00.002+01:00</published><updated>2010-02-19T18:15:31.218+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przy kawie'/><title type='text'>:)</title><content type='html'>Serdeczne dzięki dla &lt;a href="http://krainachwilowegozapomnienia.blogspot.com/"&gt;Inez&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://przeczytalamksiazke.blogspot.com/"&gt;Anny &lt;/a&gt;oraz &lt;a href="http://zkafknadmorzem.blogspot.com/"&gt;Marpil &lt;/a&gt;za wyróżnienie, naprawdę fajnie wiedzieć, że czytacie moje wypociny :) Ja potrzebuję chwilki wolnego, aby przekazać wyróżnienia dalej. Ostatnio czas jakoś się ścieśnia, zacieśnia i nawet czytam zatrważająco mniej – chyba nie wyrobię się z lutowym planem czytelniczym. Albo chwili odpoczynku trzeba, albo jakoś nie trafiam w odpowiednie książki. A może też dlatego, że wsiąknęłam w oglądanie „Desperated Housewives” – oczywiście pod pretekstem uczenia się angielskiego :). Oglądam bez lektora i tekstu, większości słów oczywiście nie rozumiem i muszę sie domyślać o co chodzi, jednak odkryłam zupełnie nowy, fantastyczny a do tego aktywny (ze względu na ten angielski :P) sposób odpoczywania po pracy :) już od wielu lat nie oglądam TV i zupełnie zapomniałam, co to jest rytuał, a właściwie codzienny grzeszek, machnięcia sobie serialiku popołudniu :) Jutro idę odebrać z Empiku najnowsze wydanie Poe’go, pod wprawiającym w lekkie drżenie prawie każdego amatora czytania, tytułem „Opowieści Miłosne, Śmiertelne i Tajemnicze”. Poza tym znowu zaczęlam słuchać muzyki, dzięki właściwie &lt;a href="http://chihiro.blox.pl/"&gt;Chichiro&lt;/a&gt;, która zamieszczając na swoim blogu kawałek Fever Ray „Keep the streets empty for me” wydała na mnie wyrok natychmiastowego zakochania się w tej piosence i obudziła tęsknotę za muzyką... Człowiek zdradza w swym życiu zbyt wiele pięknych rzeczy, zdecydowanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-4507762139708251222?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/4507762139708251222/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/4507762139708251222'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/4507762139708251222'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/blog-post.html' title=':)'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-6089252239116704024</id><published>2010-02-02T20:00:00.001+01:00</published><updated>2010-02-22T21:03:54.655+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cudowność tekstów'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Booker Prize'/><title type='text'>Estetyka kontra etyka</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S2h2d9MH6hI/AAAAAAAAEgY/onpSIZIMWeA/s1600-h/estetyka+kontra+etyka.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 310px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S2h2d9MH6hI/AAAAAAAAEgY/onpSIZIMWeA/s400/estetyka+kontra+etyka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5433723207436200466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami właśnie coś takiego mi się zdarza. Czytam fragment powieści Coetzeego, w którym trzech nieznanych mężczyzn napada na farmę Lucy, córki głównego bohatera. Na koniec strzelają do psów w boksach, zabijając je co do jednego.  Czytam ten opis z przejęciem, przeskakując słowa, czasem zdania. Akcja mnie wciąga, nie wierzę własnym oczom. „Jeszcze, jeszcze... poczekaj chwilę, muszę doczytać do końca” –  mówię do kogoś. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akurat jest piątek wieczór i mamy oglądać film. Wybieramy „Equilibrium” z 2002 roku w reżyserii Kurta Wimmera. Rzecz dzieje się w przyszłości. „Equilibrium” to przymiotnik, oznacza „statyczny”, „zrownoważony”. Świat na wzór „Roku 1984” Orwella, nie bez związków z „Matrixem”. Świat bez uczuć, bez sztuki, bez wzruszeń, bez emocji. Tak się składa, że w jednej scenie tamtejsza „policja” &lt;em&gt;strzela do psów w boksach, zabijając je co do jednego&lt;/em&gt;... Podniecający moment otwarcia się szczeliny interpretacyjnej, prawda? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohater „Hańby” Coetzeego, David Lurie, jest estetą [sic!]. Literaturoznawca, fascynat Byrona i wielki miłośnik muzyki klasycznej. W jego przypadku estetyka wyprzedza etykę. Najpierw piękno, zmysły, „wzbogacające przeżycia”, potem człowiek. Droga ta zaprowadza go do tytułowej „hańby”. Pomimo, że broni się przed tym procesem, w dniu napadu coś się w nim zmienia. Czy wyda sie banalną aluzja, którą uczynię pisząc, że gdy policja świata Librii wybija psy, jest tam również główny bohater, John Preston (Christian Bale)? Władza w „Equilibrium” postawiła na „dziwną” etykę, likwidując konsekwetnie estetykę, którą obciążyła wszelkim złem, jakie miało miejsce na  świecie do tej pory. Jak się można domyślać, skutki tej polityki zaowocowały jedynie pozorną wolnością i w efekcie – nowym terrorem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Hańba” – jest to „wstyd wywołany niegodziwym czynem” (wg „Słownika Języka Polskiego”). Bohaterzy filmu Wimmera regularnie przyjmują dawkę substancji zwanej „prozium”, która pomaga im rozcieńczyć w sobie wszelkie uczucia, nie pozwalając tym samym na uzewnętrznianie ich. „Hańba” jest odczuciem czysto wewnętrznym, której towarzyszy lęk przed uzewnętrznieniem się. Mniej więcej w ten sposób egzystują bohaterzy Coetzeego: wskutek trawiącego ich poczucia wstydu, oddalają się od siebie, nie mając szansy na zawiązanie głębszych relacji i związków. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść Coetzeego warta jest przeczytania. Pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi, które sami musimy odnaleźć w sobie. Film Wimmera wart jest obejrzenia. Pozostawia dobitną odpowiedź na pytanie, czym stałby się świat bez sztuki, bez emocji, bez wruszeń.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;J. M. Coetzee, „Hańba”, przekład Michał Kłobukowski, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2009.&lt;br /&gt;„Equilibrium”, reż. Kurt Wimmer, AKA Cubic, 2002.&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-6089252239116704024?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/6089252239116704024/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/estetyka-kontra-etyka.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6089252239116704024'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6089252239116704024'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/02/estetyka-kontra-etyka.html' title='Estetyka kontra etyka'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S2h2d9MH6hI/AAAAAAAAEgY/onpSIZIMWeA/s72-c/estetyka+kontra+etyka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-931680160390446640</id><published>2010-01-30T20:41:00.000+01:00</published><updated>2010-01-30T20:48:31.961+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przy kawie'/><title type='text'>Łańcuszek blogowo-literacki</title><content type='html'>Od &lt;a href="http://przeczytalamksiazke.blogspot.com/"&gt;Anny &lt;/a&gt;dostałam 3 pytania związane z literaturą i czytaniem. Zapraszam do lektury!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;1. Jak sobie radzisz z czytaniem książek i czasopism? Co ma u Ciebie priorytet? Czy czytanie czasopism wpływa na przerwę w czytaniu książek? &lt;br /&gt;A może nie czytasz czasopism? Jeśli jednak tak, to jakie?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś miałam taki ambitny plan, aby zaprenumerować sobie kilka wiodących czasopism związanych z literaturą oraz szeroko pojętą kulturą, także czasopisma społeczne – po to, aby kończąc studia nie wypaść z obiegu i dalej być na bieżąco z nowymi trendami, prądami, z nowymi myślami nowych badaczy i naukowców. Dalej mam taki ambitny plan… niezrealizowany. Tak, jak nie nauczyłam się jeszcze słuchać regularnie radia, tak nie nauczyłam się regularnie czytać czasopism. Poza tym coś musiałoby się odbyć kosztem czegoś – tutaj automatycznie miałabym mniej czasu na literaturę. Poza tym bardzo bym się rozdrabniała, a tego nie lubię. Jednak moim marzeniem jest wykształcenie w sobie tej umiejętności. Z innego typu czasopism - w zeszłym roku regularnie kupowałam „Zwierciadło”, jednak teraz ze względu na to, że w ostatnich miesiącach mało było tematów, które mnie żywo interesowały, zaprzestałam. Pewnie znów do tego wkrótce wrócę. A z czytaniem książek ostatnio radzę sobie wyjątkowo dobrze, chyba najlepiej do tej pory. Jest plan, są konkretne książki do przeczytania i co najważniejsze dla mnie – istnieją w jakimś kontekście – a wszystko dzięki temu, że odkryłam wyzwania czytelnicze i blogi osób, które kochają czytać. Nawet na studiach czegoś takie (w realu) niestety nie miałam. Takiego wspólnego czytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;2. Jak Twoja rodzina/znajomi traktują Twoje czytelnicze hobby? Masz w otoczeniu innych moli książkowych?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłość do książek zaszczepił we mnie tata, który od kiedy byłam mała, kupował mi książki i który sam był wielkim fascynatem. Potem, gdy byłam starsza podsunął mi „Grę w klasy” Cortazara, „Wilka stepowego” Hessego czy „Braci Karamazow” Dostojewskiego. Na początku pytałam go, co czytać, a potem sama już odkrywałam nieznane lądy. Dzisiaj ja mu podsuwam książki :) Mama z kolei nie może zrozumieć, po co tyle książek kupuję. Mój narzeczony, który sam nie był fanem czytania, zaczął kupować sobie książki swoich ulubionych autorów (głównie fantastyka – Tolkien, Sapkowski) a także Coelho. To zupełnie nie moje klimaty, nie mniej bardzo się cieszę, że również ma swój książkowy ogródek :) Przez ostatnie miesiące czyta nawet przed snem małymi fragmentami „Pachnidło” (już kończy:)). Ponadto zawsze wysłuchuje moich elaboratów podczas spacerów o aktualnie czytanych książkach, zawsze też czyta i komentuje moje recenzje. Ubolewam natomiast nad tym, że wśród moich znajomych, rówieśników nie ma moli książkowych. Czasem chciałabym się z kimś spotkać na kawie i herbacie i bezczelnie obgadać bohatera jakiejś powieści lub po prostu porozmawiać na luzie, przy piwie o wrażeniach czy opiniach. Chciałabym taki książkowy świat, jaki istnieje między nami – literackimi bloggerami - ale też w realnym świecie, nie tylko w wirtualnym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;3. Jaki tytuł nosiła Twoja pierwsza samodzielnie przeczytana książka?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pamiętam! Dziś jednak, jadąc na orczyku, pomyślałam sobie, że tak naprawdę samodzielnie przeczytana, zmielona, wchłonięta książka, która miała na mnie ogromny wpływ (między innymi dlatego, że czytałam ją w bardzo podatnym na wpływy wieku, czyli w wieku 17-stu lat) to wspomniana już wyżej „Gra w klasy” Julio Cortazara. Stanowiła ona dla mnie bogactwo nowych, nieznanych słów, pojęć, innego sposobu myślenia, postrzegania świata, w ogóle: myślenia i mówienia o świecie, o miłości, o stosunku do życia - jak żadna inna książka wcześniej czy później (nawet, gdy ją samą czytałam drugi raz). Nie pamiętam tytułu stricte pierwszej samodzielnej książki, ale pamiętam swoją pierwszą świadomą lekturę. Życzę sobie, aby jeszcze kiedyś podobna się trafiła. Wam też, drodzy Blogowicze :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję Anno za te pytania.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-931680160390446640?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/931680160390446640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/ancuszek-blogowo-literacki.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/931680160390446640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/931680160390446640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/ancuszek-blogowo-literacki.html' title='Łańcuszek blogowo-literacki'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-3950696606223000186</id><published>2010-01-26T21:13:00.000+01:00</published><updated>2010-01-26T23:34:08.483+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='popularnonaukowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szekspir'/><title type='text'>"Tożsamość powtórzona. Płeć przed płcią"</title><content type='html'>Stowarzyszenie &lt;a href="http://po-mysl.home.pl/"&gt;„Klub Myśli Humanistycznej”&lt;/a&gt; z Zabrza wydało właśnie pierwszy internetowy numer swojego pisma „Po-Mysł”. Znalazł się tam również mój tekst popularnonaukowy pt. „Płeć przed płcią. Tożsamość powtórzona”o „Rozalindzie” Thomasa Lodge’a, „Jak wam się podoba” W. Szekspira i „Pannie de Maupin” Teofila Gautier’a. Tekst ten wygłosiłam zresztą na konferencji naukowej w Szczyrku w maju 2009 roku, organizowanej przez IV i V rok Komparatystyki na Uniwersytecie Śląskim (ah, to były czasy:). Również o tych tematach piszę swoją pracę magisterską. Poniżej początek tekstu, &lt;a href="http://po-mysl.home.pl/index.php/plec-przed-plcia-tozsamosc-powtorzona/"&gt;po resztę &lt;/a&gt;gorąco zapraszam na stronę Stworzyszenia. Przyjemnej lektury! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style='text-align:center;margin:0px auto 10px;'&gt;&lt;a href='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S19MlZ5hTyI/AAAAAAAAEfM/PVj8CT_8bQU/s1600-h/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-26+210734.jpg'&gt;&lt;img src='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S19MlZ5hTyI/AAAAAAAAEfM/PVj8CT_8bQU/s400/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-26+210734.jpg' border='0' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style='text-align:center;margin:0px auto 10px;'&gt;&lt;a href='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S19MlOV5_kI/AAAAAAAAEfE/xHri75vx-go/s1600-h/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-26+210724.jpg'&gt;&lt;img src='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S19MlOV5_kI/AAAAAAAAEfE/xHri75vx-go/s400/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-26+210724.jpg' border='0' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wstęp. Symulacja, tożsamość i teatr&lt;/strong&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gilles Deleuze w przedmowie do "Różnicy i Powtórzenia" z 1997 roku stawia tezę, że „nowoczesny świat jest światem pozorów”, rozumianych w kategoriach symulakrów, ściśle powiązanych z zagadnieniami różnicy i powtórzenia. Zapewne nic innego nie miał na myśli Jean Baudrillard, pisząc w 1981 roku "Symulakry i symulację", których teorię znaków udających rzeczywistość ujął wcześniej, w kontekście związków między kobietą a mężczyzną, w książce "O uwodzeniu" (1979), a później przeniósł na grunt estetyki  w rozprawie "Spisek sztuki", wydanej dokładnie w tym samym roku, co przełomowe dzieło filozofa-postmodernisty, Deleuze’a. Inspiracji francuskich myślicieli należy szukać u Nietzschego, mówiącego o systemie, w którym „wszystko stało się pozorem”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nowoczesny świat jest światem pozorów &lt;/em&gt;– pisze Deleuze. – &lt;em&gt; Człowiek nie zawdzięcza w nim swego istnienia Bogu, tożsamość podmiotu nie zależy od tożsamości substancji. Wszystkie tożsamości są tylko udawane, wytwarzane jako „efekt” optyczny powstający w toku głębszej gry, gry różnicy i powtórzenia.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie możemy myśleć o różnicy i powtórzeniu bez kategorii tożsamości. "To Samo" dla różnych przedmiotów – ogólność, Idea, pojęcie – stanowi punkt wyjścia dla interesujących nas rozważań. Powtórzenie poniekąd rozumiane jest na drodze definicji negatywnej – nie jest bowiem ogólnością. Jest czymś jednostkowym i przypadkowym, nie podlega wymianie ani zastąpieniu. Jest kradzieżą lub darem, wbrew nauce. Po stronie poezji - podniesieniem pierwszego razu do n-tej potęgi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie – powtórzenie jest transgresją. Przejściem od tego, co wspólne (należące do jednego pojęcia) do tego, co poszczególne (obojętne dla pojęcia). Granica staje się widzialna wraz z pojawieniem się różnicy.  Należy w tym miejscu zwrócić uwagę na szczególną niechęć Deleuze’a (m.in. za Nietzschem) do metafizyki, która powtórzenie ma jedynie za akt powielania niezmiennie tego samego. Transgresja zatem musi być pojmowana w oderwaniu od właściwych metafizyce praw logiki oraz autonomicznego, nieruchomego bytu. W powtórzeniu bowiem byt "staje się", a nie "jest".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://po-mysl.home.pl/index.php/plec-przed-plcia-tozsamosc-powtorzona/"&gt;[...]&lt;/a&gt;&lt;div style='clear:both; text-align:CENTER'&gt;&lt;a href='http://picasa.google.com/blogger/' target='ext'&gt;&lt;img src='http://photos1.blogger.com/pbp.gif' alt='Posted by Picasa' style='border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;' align='middle' border='0' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-3950696606223000186?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/3950696606223000186/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/tozsamosc-powtorzona-pec-przed-pcia.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3950696606223000186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3950696606223000186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/tozsamosc-powtorzona-pec-przed-pcia.html' title='&quot;Tożsamość powtórzona. Płeć przed płcią&quot;'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S19MlZ5hTyI/AAAAAAAAEfM/PVj8CT_8bQU/s72-c/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-26+210734.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-3840762070898990407</id><published>2010-01-25T23:12:00.001+01:00</published><updated>2010-01-25T23:14:01.681+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><title type='text'>Tu i teraz. „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie”</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S14XX4UlDkI/AAAAAAAAEes/QrWVxtZwsAY/s1600-h/bazant+muuler.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 192px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S14XX4UlDkI/AAAAAAAAEes/QrWVxtZwsAY/s320/bazant+muuler.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5430803899678527042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Niepokojąca jest teza postawiona przez Hertę Muller w tytule jej trzeciej powieści, wydanej po raz pierwszy w 1986 roku. Niemniej przecież poniekąd rozumiem, mając na względzie biografię Noblistki. Dużo sie mówi o historii jej życia i o mroku czającym się w jej powieściach. Piszą, że jej proza jest ciężka, piekielna, prawie nie do zniesienia, wypływająca z samego „jądra ciemności”. Lub płynąca wprost ku niemu. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można też przeczytać, że styl Muller uwodzi poetyckim językiem, który splata i rozplata metafory, porównania, przenośnie tworząc warkocze fascynujących zdań – czytałam więc fragmentami na głos. Brzmiało jak wiersze –  dla kogoś zza drugiego brzegu okładki prozatorskie zdania szatkowały się na kawałki. Tak, Muller łączy piekło i poezję. I trochę jak Jelinek jest Muller. Powroty, refreny, ironiczny gwałt na słowach. Co będzie, gdy powtórzę jeszcze raz...?  Krótkie zdania w czasie teraźniejszym. Tu i teraz. Jak fotografie. Jak didaskalia w tekstach sztuk teatralnych. Informacje. Śpi. Je. Mówi. Myśli. Biegnie. Jęczy. Zgrzyta. Pada. To dzieje się teraz. Przeszłość i przyszłość występują z dystansem. Czasami. Zza zasłony. Ostrożnie. Są. Ale poprzez pryzmat teraźniejszości. Jakby świat był zbyt trudny, jakby trzeba było sobie upraszczać jego pojmowanie. „Bażant wymaga szczególnie troskliwej opieki, gdyż ma dużo wrogów i jego zmysły nie są nadmiernie rozwinięte”*. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;Herta Muller, „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie”, przeł. Katarzyna Leszczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2006.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*http://www.polowania.zw.pl/data/zwierzyna/bazant.htm&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-3840762070898990407?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/3840762070898990407/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/tu-i-teraz.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3840762070898990407'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3840762070898990407'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/tu-i-teraz.html' title='Tu i teraz. „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie”'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S14XX4UlDkI/AAAAAAAAEes/QrWVxtZwsAY/s72-c/bazant+muuler.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-6707419591518661112</id><published>2010-01-24T21:07:00.000+01:00</published><updated>2010-01-24T21:16:46.896+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stosik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w oryginale...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektura nadobowiązkowa'/><title type='text'>Niedzielne zakupy książkowe :)</title><content type='html'>Dzięki wspaniałomyślności mojej siostry Oli, która podarowała mi na święta kartę prezentową do Empiku, byłam dziś na małych zakupach książkowych :) Kupiłam między innymi Zadie Smith w oryginale, aby wspomagać naukę angielskiego, której celem bądź co bądź jest czytanie właśnie w oryginale. Nie wiem, jak mi ten eksperyment wyjdzie. Zamierzam zdobyć też audiobooka „White teeth”, aby czytać i słuchać synchronicznie – mam ogromne problemy z rozumieniem angielskiego ze słuchu. Poza tym Coetzee i Liebenberg, której książka ma tak wspaniały tytuł, że bez względu na to, o czym ona jest, muszę przeczytać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1yqXVVDNUI/AAAAAAAAEeU/r_H_2a7-rEU/s1600-h/DSCF1853-1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1yqXVVDNUI/AAAAAAAAEeU/r_H_2a7-rEU/s400/DSCF1853-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5430402568541123906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamówiłam także w Empiku powieść Harper Lee – też w oryginale. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1yqgdkEbuI/AAAAAAAAEec/ct7qqNeDqgU/s1600-h/mockingbird.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 244px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1yqgdkEbuI/AAAAAAAAEec/ct7qqNeDqgU/s400/mockingbird.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5430402725370425058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wcale się nie zdziwie, jeśli te książki pozostaną nierozdziewiczone na półce. Mimo wszystko mam  nadzieje, że tak się nie stanie i zacznę w końcu czytać chociażby te 2 książki rocznie w oryginale... Mroźne pozdrowienia z Chorzowa :) (Jak miło się czyta, gdy za oknem taki mróz, prawda? :) )&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-6707419591518661112?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/6707419591518661112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/niedzielne-zakupy-ksiazkowe.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6707419591518661112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6707419591518661112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/niedzielne-zakupy-ksiazkowe.html' title='Niedzielne zakupy książkowe :)'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1yqXVVDNUI/AAAAAAAAEeU/r_H_2a7-rEU/s72-c/DSCF1853-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-1976823202210482820</id><published>2010-01-21T23:34:00.000+01:00</published><updated>2010-01-21T23:47:54.910+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='amerykańskie południe'/><title type='text'>Powrót do niewinności. "Zabić drozda" Harper Lee</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1jWlTg34-I/AAAAAAAAEds/C6806UduMqA/s1600-h/Zabic-drozda.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 310px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1jWlTg34-I/AAAAAAAAEds/C6806UduMqA/s320/Zabic-drozda.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429325287176791010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Harper Lee napisała tylko jedną książkę. „Zabić drozda” po raz pierwszy ukazała się w 1960 roku. Rzecz dzieje się w latach 30. XX wieku na południu Stanów Zjednoczonych, w hrabstwie Maycomb w stanie Alabama. Jest to niezwykła, wielowymiarowa powieść. Z jednej bowiem strony może być czytana jako powieść przygodowa dla młodzieży. Z drugiej jednak, Lee podejmuje trudny problem dyskryminacji Murzynów, czyniąc tym samym „Zabić drozda” ważnym głosem literatury w walce z rasizmem.&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wątek Murzyna skazanego na karę śmierci za gwałt na białej kobiecie nie pojawia się od razu. Lee wprowadza nas w problematykę bardzo ostrożnie, najpierw zarysowując obraz mieszkańców małego miasteczka, ich codziennego życia i zwyczajów. Z perspektywy 9-letniej Jean Louis Finch (vel Scout) przedstawia nam przygodowy i fantazyjny świat dzieciństwa, który dziewczynka dzieli ze starszym bratem Jemem oraz przyjacielem z sąsiedztwa, Dillem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lee plastycznie i konsekwentnie rysuje sylwetki mieszkanców Maycomb. Każda z postaci posiada zbiór indywidualnych, charakterystycznych cech. Jednak jedną z najważniejszych osób niewątpliwie jest ojciec małej Louise – Atticus Finch, który jest prawnikiem (Lee studiowała prawo na Oksfordzie). Omijając uproszczające wyliczanie cech tej prześwietnej persony, ostrożnie tylko nadmienię, że zrobił na mnie niezwykłe wrażenie i z pewnościa jeszcze długo pozostanie w mej pamięci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lee spokojnie przedstawia nam kolejne, świetnie napisane scenki rodzajowe, przez które coraz wyraźniej zaczyna prześwitywać główny wątek powieści, aby w połowie na dobre przekształcić się w „wątek sądowy”. Na naszych oczach po mistrzowsku zostaje rozegrana rozprawa, w której ważą się losy młodego Murzyna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Styl Lee przejawia niezwykłą jasność i precyzyjność. Jest wiele fragmentów, które można czytać po kilka razy z rzędu. Pojawia się w czytelniku konflikt: sensacyjna akcja sprawia, że pragnie się czytać coraz to szybciej. Natomiast fantastyczny język każe się zatrzymywać, aby z prawdziwą przyjemnością móc się nim delektować. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lektura „Zabić drozda” należała do niezwykle przyjemnych, ale także emocjonujących i dających do myślenia przeżyć. Zaprzyjaźniłam się z bohaterami powieści i ze szczerym żalem przyszło mi się z nimi żegnać. Z pewnością zaważyła w tym względzie konwencja powieści dla dzieci i młodzieży, która przypomniała mi smak „naiwnej”, bardzo emocjonalnej dziecięcej lektury – tak przecież cudownej i ulotnej w „dorosłym” życiu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chylę także czoła przed sposobem przedstawienia poważnych problemów społecznych, które nie tylko miały miejsce w l. 30 XX w. na południu Stanów Zjednoczonych, ale nadal są aktualne i dzieją się także „tu i teraz” – jednak pod innymi postaciami. Harper Lee napisała tylko jedną książkę. Genialną książkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Harper Lee, „Zabić drozda”, tłum. Maciej Szymański, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2006&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam ogromną ochotę zobaczyć film z 1962 roku w reż. Roberta Mulligana, z Gregory'm Peck'iem w roli głównej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1jZZDZMcII/AAAAAAAAEeE/MB4V8GD7JRU/s1600-h/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-21+234323.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 146px; height: 197px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1jZZDZMcII/AAAAAAAAEeE/MB4V8GD7JRU/s400/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-21+234323.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429328375226069122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1jZVQXLssI/AAAAAAAAEd8/yYItPWVkkQE/s1600-h/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-21+234212.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 188px; height: 295px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1jZVQXLssI/AAAAAAAAEd8/yYItPWVkkQE/s400/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-21+234212.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429328309987816130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1jZOoO2DiI/AAAAAAAAEd0/xVXMbFM141w/s1600-h/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-21+234204.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 292px; height: 195px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1jZOoO2DiI/AAAAAAAAEd0/xVXMbFM141w/s400/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-21+234204.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429328196136209954" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-1976823202210482820?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/1976823202210482820/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/powrot-do-niewinnosci-zabic-drozda.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1976823202210482820'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1976823202210482820'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/powrot-do-niewinnosci-zabic-drozda.html' title='Powrót do niewinności. &quot;Zabić drozda&quot; Harper Lee'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1jWlTg34-I/AAAAAAAAEds/C6806UduMqA/s72-c/Zabic-drozda.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-3383426724311497758</id><published>2010-01-16T21:35:00.000+01:00</published><updated>2010-01-16T22:49:27.886+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><title type='text'>"Urania" Le Clezio</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1IjaJdeVII/AAAAAAAAEdE/Vpd5sYKLHe8/s1600-h/urania.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 135px; height: 219px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1IjaJdeVII/AAAAAAAAEdE/Vpd5sYKLHe8/s320/urania.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427439433057981570" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;To nie będzie dobra recenzja. Trudno bowiem pisać z przyjemnością o książkach, które mnie nie zainteresowały, znudziły wręcz i pomimo, że objętościowo były niewielkie, ciągnęły się w nieskończoność. Po przeczytaniu 2/3 „Uranii” na przestrzeni dość długiego czasu, zmęczona postanowiłam oddać ją do biblioteki. Wypożyczyłam ją jednak po kilku tygodniach ponownie stwierdziwszy, że trzeba już ją „machnąć” do końca i mieć święty spokój.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Uranię” wybrałam, ponieważ zaintrygowała mnie tematyka: „Urania  to powieść-bajka o utopii stworzonej w dwudziestym wieku na wzór dawnych społeczności Mezoameryki” – przeczytałam na tylnej stronie okładki. Spodziewałam się trochę Huxleya, trochę Orwella, trochę „Avatara” w reżyserii James’a Camerona, a także trochę czegoś, czego jeszcze nie znałam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główny bohater i narrator – Daniel Sillitoe – jest geografem i zarazem badaczem, który przybywa na specjalne zaproszenie do Emporio, aby dokonać pomiarów geologicznych tamtejszych terenów, a także, aby wygłosić kilka naukowych odczytów. „Emporio” to coś na wzór Kastalii z „Gry szklanych paciorków” Hermana Hessego. Miejsce nauki, które zrzesza najwybitniejszych naukowców z dziedziny antropologii, ekonomii, nauk politycznych etc. Miejsce, które powstaje poniekąd po to, aby „zbawić” „Dzielnicę Spadochroniarzy” oraz inne okoliczne tereny, na ktorych miejscowa ludność żyje w biedzie, wyzyskiwana przez wielkie koncerny próbujące zbić majątek na tamtejszych ziemiach. Naukowcy ze Wzgórza Antropologów postawieni są moralnie w dość dwuznacznym świetle: z jednej bowiem strony ich zadaniem jest naukowe zbadanie i opisanie problemów społecznych, socjologicznych itp., z drugiej traktują oni tych ludzi bardzo przedmiotowo, nie bez dozy pewnej wyższości. Obok tego świata znajduje się „Strefa” – przestrzeń pod znakiem władzy, policji i rewolucji. Strefa pacyfikuje z kolei „Campos”, które jest tytułową Uranią, miejscem-utopią, którą stworzyli – jakby powiedziała to jedna z bohaterek, Dalia – hippisi. Campos rządzi się swoimi prawami, jej ludność łączy silny związek z ziemią i niebem (gwiazdami), jest to miejsce bez jakichkolwiek instytucji (szkoła, kościół, sklepy). Wszyscy każdego dnia uczą się świadomości i głębokiego wnikania wewnątrz najprostszych spraw. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Urania” Le Clezio wydaje się szkicem. Wielość płaszczyzn nie pozwoliła na podejście inne niż jedynie pobieżne zarysowanie problematyki i sylwetek. Powieść Noblisty nie zaangażowała mnie. Podczas lektury miałam wrażenie, że kwestie opowiadane przez narratora wprawdzie są dla niego bezcenne, drogie sercu, że odnosi się do nich ze swoistą wewnętrzną tkliwością, lecz nie udało mu się przenieść tej troski na czytelnika. Może nie taki był plan. Dla mnie powieść była zbyt sentymentalna. Zabrakło mi w niej dystansu i próby zainteresowania czytelnika. Również tytułową „Uranię”, czyli Campos, Le Clezio bardzo pobieżnie opisał. Jego obraz właściwie nie różnił się zbytnio od któregokolwiek ze stereotypowych wyobrażeń o utopijnych miejscach, które człowiek tworzy jako alternatywę dla cywilizacji, jako wyraz życia zgodnego z naturą, wyraz życia „inaczej”. „Urania” znudziła mnie. Jednak mimo wszystko będę szukać na półce z prozą Noblisty z 2008 roku czegoś lepszego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;J.M.G. Le Clezio, „Urania”, przeł. Zofia Kozimor, PIW, Warszawa 2008.&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-3383426724311497758?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/3383426724311497758/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/urania-le-clezio.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3383426724311497758'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3383426724311497758'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/urania-le-clezio.html' title='&quot;Urania&quot; Le Clezio'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S1IjaJdeVII/AAAAAAAAEdE/Vpd5sYKLHe8/s72-c/urania.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-3410947424594279843</id><published>2010-01-14T23:37:00.000+01:00</published><updated>2010-01-14T23:43:12.262+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><title type='text'>Szamańska pieśń. Galsan Tschinag "Koniec pieśni"</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S0-cvwhlKtI/AAAAAAAAEc0/-eDADrNWisc/s1600-h/koniec+piesni.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 203px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S0-cvwhlKtI/AAAAAAAAEc0/-eDADrNWisc/s320/koniec+piesni.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5426728420298271442" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Otworzywszy powieść Galsana Tschinaga, znalazłam się w innym świecie. Obudził mnie dźwięczny śpiew mongolskiej dziewczynki, która w szamańskiej pieśni prosi Matkę o życie. Na moich oczach rozgrywał się rytuał ponownego zespolenia dwóch istot. Pełen bólu, stanowczości, konieczności cierpliwego czekania. Przesiąknięty pierwotną mądrością, której źródło znajduje się w żyznej ziemi, cienistym lesie, runie owcy, gęstym mleku kozy, w ściganiu się ze wstającym słońcem jeszcze na długo przed świtem. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy osierocone dziecko potrzebuje matki, serce jej najczęściej jeszcze dotkliwie krwawi po stracie pierworodnego. Życiodajne mleko kwaśnieje i ścina się w bezużytecznych sutkach. Szamańskie próby zespolenia, taniec i śpiew, a czasem nawet zadanie gwałtu, muszą uderzyć w odpowiednim momencie. Ponieważ może się zdarzyć, że matka będzie gotowa, lecz pozostawione bez mleka dziecko odczuje wobec niej nienawiść. Wtedy to szamańska pieśń będzie miała swój koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tschinag opisuje samotność. Samotność oraz palące pragnienie unicestwienia jej, zniszczenia w ogniu surowej miłości. Dla mnie jest to przede wszystkim tekst o dwóch kobietach, które muszą stoczyć walkę z własnym losem, w twardej rzeczywistości mongolskiej krainy, której panem nadal jest mężczyzna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śpiewająca szamańskie pieśni kilkunastoletnia Dombuk jest najstarszym dzieckiem w rodzinie Szuumura. Śmierć matki spowodowała, że musiała sama stać się matką, by otoczyć opieką swoje rodzieństwo, a także ojca. Emanuje z niej niezwykła siła i stanowczość, będące przejawem widzenia więcej niż zdolne są dostrzec zwykłe oczy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezwykle piękna Gulundżaa z powodu śmierci ojca stała się igraszką w rękach losu oraz...mężczyzn. Wraz z pierwszym stosunkiem przekreśliła swoje szanse na godne życie, założenie rodziny i szacunek tuwińskiej społeczności. Bezgranicznie zakochana w Szuumurze, została przez niego odrzucona z powodu wyrzutów sumienia za grzechy, za które nie starczyło mu odwagi wziąć odpowiedzialności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tschinag przesadził. Nie potrafił skończyć we właściwym momencie. Zamiast pozostawić pewne kwestie niedopowiedzianymi, „przegadał” w ostatnim rozdziale przyszłość bohaterów powieści. Postawił się w roli dziennikarza-emigranta, który przeprowadza wywiady z innymi tuwińskimi i mongolskimi emigrantami, którzy urodzili się tam, gdzie Szuumur, Dombuk czy Gulundżaa. Odnajduje nawet syna Szuumura, Tasaja, z którym we wspomnieniach popadają w nieprzyjemny patos. Ostatni rozdział stanowi dla mnie niezbyt udany, nie pasujący do magicznego i subtelnego charakteru historii Dambuk i Gulundży, pean na cześć „bohaterów”, pachnący, nie przesadzę, wręcz komunistycznie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście nie ma on wpływu na fascynującą całość, której koniec powinien nastąpić dokładnie w momencie, gdy Dombuk zaśpiewała: „Strzała raz wystrzelona, nigdy nie powraca, och, oj, oj!” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Galsan Tschinag, „Koniec pieśni”, przeł. Dariusz Muszer, „Drzewo Babel”, Warszawa 2008&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-3410947424594279843?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/3410947424594279843/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/szamanska-piesn-galsan-tschinag-koniec.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3410947424594279843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3410947424594279843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/szamanska-piesn-galsan-tschinag-koniec.html' title='Szamańska pieśń. Galsan Tschinag &quot;Koniec pieśni&quot;'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S0-cvwhlKtI/AAAAAAAAEc0/-eDADrNWisc/s72-c/koniec+piesni.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-7338778093607943137</id><published>2010-01-13T17:26:00.000+01:00</published><updated>2010-01-13T18:18:54.396+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nagrody literackie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plany'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='amerykańskie południe'/><title type='text'>Nowe wyzwania literackie!</title><content type='html'>&lt;div style='text-align:center;margin:0px auto 10px;'&gt;&lt;a href='http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S030KO-aHwI/AAAAAAAAEck/5e9hOdfDfCU/s1600-h/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-13+172501.jpg'&gt;&lt;img src='http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S030KO-aHwI/AAAAAAAAEck/5e9hOdfDfCU/s400/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-13+172501.jpg' border='0' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style='text-align:center;margin:0px auto 10px;'&gt;&lt;a href='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S030KSc3apI/AAAAAAAAEcs/gP2LMrK6sFI/s1600-h/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-13+172507.jpg'&gt;&lt;img src='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S030KSc3apI/AAAAAAAAEcs/gP2LMrK6sFI/s400/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-13+172507.jpg' border='0' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style='clear:both; text-align:CENTER'&gt;&lt;a href='http://picasa.google.com/blogger/' target='ext'&gt;&lt;img src='http://photos1.blogger.com/pbp.gif' alt='Posted by Picasa' style='border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;' align='middle' border='0' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://miastoksiazek.blox.pl/"&gt;Padma z Miasta Książek&lt;/a&gt; powołała do życia kolejne wyzwania czytelnicze. Na blogach książkowych w ostatnich dniach można było zauważyć wielkie poruszenie – wszyscy fanatycy literatury (zarówno starzy, jak i nowi blogowicze) najpierw dyskutowali na temat propozycji wyzwań, potem proponowali swoich autorów i tytuły, i w końcu – gdy Padma założyła 2 nowe blogi  i wyzwania mogły w końcu ruszyć  z niezwykłym impetem  – uczestnicy zaczęli tworzyć listy z wybranymi przez siebie lekturami. Wszyscy są niezwykle podekscytowani,  a w literackim światku blogowym życie zakwitło na nowo. Rownież ja z podnieceniem czekałam na to, co nowego wymyśli Padma i podekscytowana czytałam listy lektur, szukając tytułów, które krzyczałyby do mnie: „przeczytaj mnie, mnie! Właśnie mnie!”. Poniżej listy moich zobowiązań czytelniczych. &lt;a href="http://amerykanskiepoludnie.blox.pl/html"&gt;&lt;strong&gt;”Amerykańskie Południe”&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; trwa do 30 marca, &lt;a href="http://nagrodyliterackie.blox.pl/html"&gt;&lt;strong&gt;„Nagrody Literackie”&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; do 30 czerwca, a potem będzie druga tura. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;AMERYKAŃSKIE POŁUDNIE&lt;/strong&gt; (Trzy obowiązujące tytuly do wyboru)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;•John Berendt „Północ w ogrodzie dobra i zła”&lt;br /&gt;•William Faulkner “Wściekłość i wrzask”&lt;br /&gt;•Fannie Flagg „Smażone zielone pomidory”&lt;br /&gt;•Harper Lee „Zabić drozda”&lt;br /&gt;•Margaret Mitchell „Przeminęło z wiatrem”&lt;br /&gt;•Harriet Beecher Stowe „Chata wuja Toma”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NAGRODY LITERACKIE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Minimum wyzwaniowe:&lt;br /&gt;Nike&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Wiesław Myśliwski „Traktat o łuskaniu fasoli”&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Booker Prize&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Peter Carey „Oskar i Lucynda”&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Orange Prize&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Chimamanda Ngozi Adichie „Połówka żółtego słońca”&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Goncourt&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Atiq Rahimi „Kamień cierpliwości”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Z lektur nadobowiązkowych:&lt;br /&gt;Nike&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Olga Tokarczuk „Bieguni”&lt;br /&gt;Andrzej Stasiuk „Jadąc do Babadag”&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Booker Prize:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Susan Byatt „Opętanie”&lt;br /&gt;Hilary Mantel „Woolf Hall” (gdy ukaże się polskie wydanie / okolice jesieni)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dwie pieczenie na jednym ogniu, czyli również w ramach „Projektu Nobliści”:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;•W wolnym kraju V. S. Naipaul (marzec)&lt;br /&gt;•Zachować swój świat Nadine Gordimer (sierpień)&lt;br /&gt;•Rytuały morza William Golding (grudzień)&lt;br /&gt;•Życie i czasy Michaela K J. M. Coetzee (luty)&lt;br /&gt;•Hańba J. M. Coetzee (luty)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-7338778093607943137?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/7338778093607943137/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/nowe-wyzwania-literackie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7338778093607943137'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7338778093607943137'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/nowe-wyzwania-literackie.html' title='Nowe wyzwania literackie!'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S030KO-aHwI/AAAAAAAAEck/5e9hOdfDfCU/s72-c/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-13+172501.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-6522919920267182280</id><published>2010-01-11T23:12:00.000+01:00</published><updated>2010-01-11T23:18:47.555+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><title type='text'>Rabih Alameddine, „Hakawati. Mistrz opowieści”</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S0ujIA3SpmI/AAAAAAAAEcU/F7yDUxeC16c/s1600-h/Alameddine_Hakawati.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S0ujIA3SpmI/AAAAAAAAEcU/F7yDUxeC16c/s320/Alameddine_Hakawati.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425609534164084322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;W 2008 roku pojawiła się czwarta książka libańskiego pisarza Rabiha Alameddine –„Hakawati. Mistrz opowieści”. Jest to niezwykła powieść szkatułkowa, która czerpie z bogatej tradycji nie tylko Wschodu, ale także Zachodu. W licznych opowieściach Alameddine łączy motywy Koranu, Bliblii, Księgi Tysiąca i Jednej Nocy,Homera,  Szekspira i wiele innych. Ukazuje tym samym, że opowieść, proces opowiadania, jest tym co jednoczy ludzi, zaciera granice kulturowe i sprawia, że zaczynamy skupiać się na tym, co łączy, a nie dzieli: Wschód z Zachodem, „prawdę” ze „zmyśleniem”, przeszłość z teraźniejszością i przyszłością. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla Hakawatiego nie liczy sie wydarzenie, a opowieść o tym wydarzeniu. Nie liczy się fakt, a snucie historii. Hakawati jest mistrzem opowieści, postacią silnie zakorzenioną w tradycji i kulturze Libanu.  Opowiadanie jest sztuką, której potrzebny jest talent, ale również ogromny wysiłek włożony w jej naukę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alameddine opowiada nam cztery „główne” historie, które harmonijnie przeplatają się ze sobą i otwierają na mniejsze opowieści, a te z kolei na jeszcze mniejsze, i tak dalej... Jednak proces zagłębiania się w kolejne warstwy opowieści nie jest bynajmniej męczący. Czytelnik (słuchacz) pilnowany jest przez czujnego Hakawatiego, który, gdy nadchodzi odpowiedni moment, wyławia go czym prędzej na powierzchnię opowieści. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znajdziemy tu fantastykę, kolorowy świat dżinnów, magii i czarów. Dla amatorów przygody Hakawati nie poskąpił smaku powieści awanturniczej, w której poznajemy przygody walecznego Bajbarsa, przypominającego trochę Odysa. Mamy podstępnych wezyrów, jakby żywcem wyjętych ze sztuk Szekspira, pod których wpływem naiwni królowie popełniają niewybaczalne błędy. Jest dużo erotyki, smakującej niczym 1001-sza noc, jednak pachnącej nadchodzącą wraz ze świtem śmiercią.  Alameddine nie pozbawia nas wątków współczesnych. Wprowadza opowieści z dzieciństwa i młodości Osamy (wnuka Hakawatiego). Każda z osób jego rodziny ma swoją własną historię – wszystkie z nich poznajemy, każda jest inna, w fascynujący i bardzo sugestywny sposób nakreślająca sylwetkę jej bohatera. Czytelnik związuje się emocjonalnie z postaciami, jedne budzą sympatię, inne niechęć. Ponadto Alameddine potrafi rozbawić (moją ulubioną historią stała się opowieść o łysej papudze).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Hakawati” wciąga. To prawdziwa uczta literacka, na której można skosztować wielu potraw z prawie całego świata. Mimo to zachowany jest ład i spójność. Powieść nie nuży, lecz angażuje. Można czytać fragmentami lub pobawić się w pozamienianie ich miejscami. Można spróbować stworzyć własną opowieść. Coś dodać, coś ująć. Bowiem  gawędziarz, jak mówi Alameddine, jest z natury plagiatorem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rabih Alameddine, „Hakawati. Mistrz opowieści”, przekład Anna Gralak, Maria Makuch, Mateusz Borowski, Wydawnictwo „Znak”, Kraków 2009.&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-6522919920267182280?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/6522919920267182280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/rabih-alameddine-hakawati-mistrz.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6522919920267182280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6522919920267182280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/rabih-alameddine-hakawati-mistrz.html' title='Rabih Alameddine, „Hakawati. Mistrz opowieści”'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/S0ujIA3SpmI/AAAAAAAAEcU/F7yDUxeC16c/s72-c/Alameddine_Hakawati.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-7978385597747864049</id><published>2010-01-01T18:54:00.000+01:00</published><updated>2010-01-01T19:11:58.314+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plany'/><title type='text'>Postanowienia na rok 2010</title><content type='html'>Nowy Rok skłania do ułożenia sobie noworocznych (i – oby – całorocznych) postanowień. Jestem w trakcie układania planu czytelniczego. Zależy mi przede wszystkim, aby moje czytanie było systematyczne i żebym za rok mogła zobaczyć efekty tej przyjemnej pracy. Chciałabym czytać mniej, ale regularnie. Wiem, że 50 przeczytanych w ciągu roku książek to jest maksimum moich możliwości, ale jeśli uda mi się chociażby tę liczbę zrealizować, to będzie to i tak duży sukces. Myślę, że jedna książka tygodniowo to całkiem przyzwoity wynik. Jak widać do zagadnienia tego podchodzę bardzo matematycznie. Liczą sie jednak dla mnie także inne aspekty. Chciałabym czytać świadomie. Pisać dobre teksty o książkach – teksty, które będą zaglądały głębiej pod powierzchnię niż „zwykłe” czytanie. Chciałabym się uczyć patrzeć na tekst z innych punktów widzenia (niż mój standardowy), chciałabym drążyć nurtujące kwestie, wyłapywać „miejsca –szczeliny”, przez które można się wślizgnąć w tekst, chciałabym zostać uważnym czytelnikiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podzieliłam sobie kategorie lekturowe na cztery: nobliści, wyzwanie czytelnicze, literatura polska, literatura zagraniczna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;strong&gt;PROJEKT NOBLISCI&lt;/strong&gt; chcę realizować do momentu, w którym stwierdzę, że przeczytałam co najmniej jedną książkę każdego Noblisty. Na rok 2010 wybrałam 24 Noblistów, co daje 2 Noblistów miesięcznie (znowu matematyka :) ). „Jadę” po kolei – od  laureatów ostatnich lat wstecz.  Ksztaltuje się to w następujący sposób:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Styczeń – Clezio (dokończyć „Uranię”), Harold Pinter, Herta Muller&lt;br /&gt;Luty – Imre Kertesz, Coetzee&lt;br /&gt;Marzec – Nailpaul, Xingijan&lt;br /&gt;Kwiecień – Gunter Grass, Jose Sarmago&lt;br /&gt;Maj – Dario Fo, Szymborska&lt;br /&gt;Czerwiec – Seamus Heaney, Kenzaburo Oe&lt;br /&gt;Lipiec – Toni Morrison, Derek Walcott&lt;br /&gt;Sierpień – Nadine Gordimer, Octavio Paz&lt;br /&gt;Wrzesień – Camilo Jose Cela, Nagib Mahfuz&lt;br /&gt;Październik – Joseph Brodsky, Wole Soyinka&lt;br /&gt;Listopad – Claude Simon, Jaroslav Seifert&lt;br /&gt;Grudzień – William Golding&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2.Chciałabym także w 2010 roku podejmować wraz z innymi twórcami blogów książkowych &lt;strong&gt;WYZWANIA CZYTELNICZE&lt;/strong&gt;. Na razie chcę dokończyć zobowiązania wynikające z drugiego planu w ramach „Literatury na peryferiach” i jednocześnie poczekać aż pojawi blog z nowym wyzwaniem. A jeśli nie, wymyślę sobie jakieś sama (np. Booker Prize). Jednak jestem pewna, że długo czekać nie będzie trzeba :) A w ramach nadgonienia zaległości w styczniu planuję przeczytać:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rabih Alameddine „Hakawati. Mistrz opowieści” (obecnie czytany)&lt;br /&gt;Galsan Tschinag „Koniec pieśni”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o „Białego tygrysa” i „Chłopca z latawcem” – zobaczę jak się wyklaruje sytuacja w styczniu, może zdążę te dwie książki jeszcze przeczytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Z „wyzwaniem czytelniczem” będzie się przeplatać&lt;strong&gt; LITERATURA POLSKA&lt;/strong&gt;. Na pierwszy rzut idzie &lt;strong&gt;Marek Krajewski i jego „Koniec świata w Breslau”&lt;/strong&gt;, którego będę czytać w lutym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. I ostatnia kategoria: &lt;strong&gt;LITERATURA ZAGRANICZNA&lt;/strong&gt;. Wiadomo, że Nobliści i Wyzwania będą stanowić w przeważającej mierze książki z literatury zagranicznej, jednak w tym worku miescić się będą wszystkie inne pozycje, które nie będą podpadałby pod powyższe kategorie. Wiadomo, że prawie codziennie wpadają nowe tytuły, które ma się ochotę przeczytać. Muszę zostawić sobie jakąś wolną furtkę :) Będzie to także pozostawienie możliwości przesunięcia jakis książek z innych kategorii i wsunięcia własnie w „literaturę zagraniczną”, np. w wypadku braku czasu. Niemniej Anna Kutrzuba w swoim &lt;a href="http://www.dziennik-literacki.pl"&gt;„Dzienniku Literackim”&lt;/a&gt; bardzo zainteresowała mnie książkami z „Serii z przyprawami” wydawnictwa „Smak słowa”. Chyba kupię sobie (zamiast 7 tomów Narnii) &lt;strong&gt;„Smak dżemu i masła orzechowego” Lauren Liebenberg &lt;/strong&gt; i przeczytam w lutym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Systematyzacja powyższa jest oczywiście elastyczna i ma za zadanie uporządkować i zaplanować ogół książek, które chcę poznać i o ktorych chcę później pisać. Taki jest plan, jednak co wyjdzie w praniu, to zobaczymy. Grunt, żeby czytać. Good luck. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style='text-align:center;margin:0px auto 10px;'&gt;&lt;a href='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/Sz421TeuAnI/AAAAAAAAEcE/O64Sw6rGU90/s1600-h/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+185255.jpg'&gt;&lt;img src='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/Sz421TeuAnI/AAAAAAAAEcE/O64Sw6rGU90/s400/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+185255.jpg' border='0' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style='clear:both; text-align:CENTER'&gt;&lt;a href='http://picasa.google.com/blogger/' target='ext'&gt;&lt;img src='http://photos1.blogger.com/pbp.gif' alt='Posted by Picasa' style='border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;' align='middle' border='0' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-7978385597747864049?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/7978385597747864049/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/postanowienia-na-rok-2010.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7978385597747864049'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7978385597747864049'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2010/01/postanowienia-na-rok-2010.html' title='Postanowienia na rok 2010'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/Sz421TeuAnI/AAAAAAAAEcE/O64Sw6rGU90/s72-c/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+185255.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-6345771591353170166</id><published>2009-12-22T23:13:00.000+01:00</published><updated>2009-12-22T23:15:05.814+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lista przeczytanych książek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lista NIEprzeczytanych książek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podsumowanie'/><title type='text'>Literatura na peryferiach - podsumowanie</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SzFE3362rqI/AAAAAAAAEbw/2LKUPqaBIIk/s1600-h/peryferia+tablo.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SzFE3362rqI/AAAAAAAAEbw/2LKUPqaBIIk/s400/peryferia+tablo.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5418187553397714594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkrycie blogowych wyzwań czytelniczych było niewątpliwie jednym z lepszych odkryć tego roku :) Poznałam kilka ciekawych książek, ktorych inaczej prawdopodbnie bym nie przeczytała, dowiedziałam się o istnieniu autorów i tytułów, do któryś być może sięgnę w przyszłości, a także uświadomiłam sobie, jak wiele osób fascynuje nie tylko czytanie, ale także pisanie o przeczytanych książkach. Poznałam kilka bardzo wartościowych blogów, które stały się kolejnym źródłem wiedzy o świecie. Jestem za to bardzo wdzięczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ramach „Literatury na peryferiach” miałam 2 listy lektur. Pierwsza obejmowała następujące książki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Luan Starova „Czasy kóz” (Macedonia)&lt;br /&gt;2. Mircea Eliade „Młodość stulatka” (Rumunia)&lt;br /&gt;3. Kamila Shamsie „Sól i Szafran" (Pakistan)&lt;br /&gt;4. Ngozi Adichie Chimamanda „Fioletowy hibiskus” (Nigeria)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie 4 książki zostały przeze mnie przeczytane i opisane. Wszystkie były wartościowym doświadczeniem lekturowym i każdemy bym je poleciła. Niemniej nie były to lektury z serii przełomowych lub takich, o których będę jeszcze długo długo myślała. Były to ciekawe ksiązki, na które czasu nie szkoda, które dają do myślenia, ale – bez fajerwerków. Przeczytawszy książki z tej listy, zrobilam sobie kolejną:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.Rabih Alameddine, „Hakawati. Mistrz opowieści” – Liban&lt;br /&gt;2.Khaled Hosseini, „Chłopiec z latawcem” – Afganistan&lt;br /&gt;3.Galsan Tschinag, „Koniec pieśni” - Mongolia &lt;br /&gt;4.Aravind Adiga, „Biały tygrys” – Indie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tej listy... nie przeczytałam ani jednej książki. Kupiłam sobie „Hakawatiego”, którego obecnie powoli czytam. Po prostu nagle nastał czas, w którym definitywnie odechciało mi się czytać. Czytałam równocześnie ksiązki z „Projektu Nobliści”. Przytłoczyła mnie trochę problematyka książek z tych dwóch wyzwań, problematyka nielekka, często przygnębiająca, trudna, poruszająca emocje. Odbiło mi się wszystko wreszcie czkawką i wiele tygodni byłam na odwyku :) Teraz zmuszam się do choć odrobinki czytania dziennie, bo tęsknie już za czytelniczym ciągiem. Wiem jednak już teraz, że lektury należy przeplatać i po 2 trudniejszych przeczytać jedną lżejszą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej – czekam na kolejne wyzwanie. Sama zresztą wpadłam na kilka pomysłów wyzwań: np. Reportaże (Kapuściński, Krall etc.), z jedzeniem w tytule („Traktat o łuskaniu fasoli”, „Księga ziół”...), kryminały (Christie, Piątek, Krajewski...)... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziekuję wszystkim i przepraszam za miesięczną nieobecność :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-6345771591353170166?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/6345771591353170166/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/12/literatura-na-peryferiach-podsumowanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6345771591353170166'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6345771591353170166'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/12/literatura-na-peryferiach-podsumowanie.html' title='Literatura na peryferiach - podsumowanie'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SzFE3362rqI/AAAAAAAAEbw/2LKUPqaBIIk/s72-c/peryferia+tablo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-3602109558576315214</id><published>2009-11-10T18:52:00.000+01:00</published><updated>2009-11-10T19:05:55.721+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lektura nadobowiązkowa'/><title type='text'>Kathryn Harrison, "Pocałunek"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/Svmoz0vckBI/AAAAAAAAERI/GGKvvX_41ec/s1600-h/pocalunek.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 285px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/Svmoz0vckBI/AAAAAAAAERI/GGKvvX_41ec/s320/pocalunek.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402534836292063250" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;Książkę Harrison wzięłam do ręki przez przypadek. Przez przypadek tuż po „Fioletowym hibiskusie” Chimamandy Ngozi Adichie. Książki są uderzająco podobne. Lecz nie poprzez powtarzalność opowiadanych historii. Bynajmniej. Podobieństwo ich jest o wiele bardziej twórcze. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Harrison i Adichie opowiadają o złożonej relacji pomiędzy córką (która jest zarazem narratorką) a ojcem. Nie pomijają osoby matki, która niczym sonda, krąży wokół nich, ale jednocześnie prowokuje także ich ruch wokół siebie. Relacja ojciec  – córka jest bardzo skomplikowana, bolesna i destrukcyjna. U Adichie ojciec jest despotą i fanatykiem religijnym, znęcającym się fizycznie nad swoim dzieckiem. U Harrison ojciec jest również despotą, a ponadto pastorem, uprawiającym ze swoją córką seks. U obu pisarek młode dziewczyny są całkowicie zniewolone, a poddają się ich charyzmatycznej sile "tylko dlatego", że chorobliwie i obsesyjnie pragną miłości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potrzeba ta szybko zamienia się w uzależnienie, w wyniku którego stają się fizycznymi oraz psychicznymi niewolnicami. Dopiero śmierć ojców (w jednym przypadku faktyczna, w drugim symboliczna) jest w stanie wyzwolić je z tej sytuacji, która przynosi im cierpienie i pragnienie (własnej) śmierci. Lecz już nigdy nie powrócą do stanu, w którym nie będą odczuwać lęku, poniżenia i braku poczucia wartości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W obu powieściach matki są postaciami „które wiedzą”.  Wiedza ta jednak nigdy nie jest, a wręcz nie może być, ujawniona. Bohaterka Harrison w pewnej chwili stwierdza, że „bardziej przeklęta od samodestrukcji jest moja skłonność do dyskrecji, doskonała umiejętność ukrywania niemal wszystkiego, co mam w sercu – realna groźba, że ja też mogę skończyć jako kobieta zamknięta we własnym potrzasku jak matka” (140). Również druga żona pastora, matka przyrodniego rodzeństwa bohaterki, wie, że sypiają ze sobą, jednak dla dobra rodziny nic nie mówi („ O żonę ojca się nie martwię. Ona mimo wszystko dobrze wie, co się dzieje. Pozwala mu na to. Według słów ojca prosi jedynie o to, ażeby wykazał dość rozsądku, oszczedzając jej wszelkich świadectw romansu z własną córką. Obie jesteśmy siebie warte”, 130). Matka Kambili także milczy dla dobra rodziny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czwartą postacią tego „wielokątu”  jest postać ojca ojca – dziadka –  która tworzy rodzaj chwilowego, lecz niepokojącego napięcia u obu pisarek. Adichie przedstawia dziadka Kambili jako ostatniego z tradycjonalistów, który nie przeszedł na nową wiarę, stając się w oczach syna poganinem i wrogiem. Kambili traktuje go początkowo z dużą dozą lęku (w końcu stara się myślec kategoriami ojca), potem jako osobę tajemniczą, z innego świata, godną najwyższego szacunku. U Harrison dziadek bohaterki, bardzo subtelnie naruszając granicę ciała, usiłuje ją poderwać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obie bohaterki po śmierci ojców stwierdzają, że zawsze będą za nimi tęsknić. Utrata jest ogromna, ponieważ tracą kawałek siebie. Już na zawsze pozostaną niepełnymi istotami. Adichie i Harrison opowiadają w różny sposób podobną historię. Za każdym razem jednak twórczo i interesująco.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kathryn harrison, „Pocałunek, tłum. Mariusz Ferek, REBIS, Poznań 1998&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-3602109558576315214?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/3602109558576315214/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/11/kathryn-harrison-pocaunek.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3602109558576315214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/3602109558576315214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/11/kathryn-harrison-pocaunek.html' title='Kathryn Harrison, &quot;Pocałunek&quot;'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/Svmoz0vckBI/AAAAAAAAERI/GGKvvX_41ec/s72-c/pocalunek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-7438646304563659395</id><published>2009-11-03T21:33:00.000+01:00</published><updated>2009-11-03T21:34:54.209+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plany'/><title type='text'>Nowe plany w ramach "Literatury na peryferiach"</title><content type='html'>W związku z tym, że skończyłam czytać zaplanowane w ramach „Literatury na Peryferiach” książki przed terminem, a samo wyzwanie okazało się fascynującym doświadczeniem, chcę wykorzystać fakt, że do jego zakończenia zostało jeszcze ok. półtora miesiąca. Po zastanowieniu, &lt;strong&gt;wybrałam kolejne cztery książki&lt;/strong&gt;, pochodzące z dotąd nieznanych mi pod względem (nie tylko) czytelniczym, krajów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;1.Rabih Alameddine, „Hakawati. Mistrz opowieści” – Liban&lt;br /&gt;2.Khaled Hosseini, „Chłopiec z latawcem” – Afganistan&lt;br /&gt;3.Galsan Tschinag, „Koniec pieśni” - Mongolia &lt;br /&gt;4.Aravind Adiga, „Biały tygrys” – Indie&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co się tyczy &lt;strong&gt;„Projektu Nobliści”, &lt;/strong&gt;postanowiłam poruszać się tzw. „dziesiątkami” wstecz. Teraz skupiam się na pisarzach z lat 2001-2009 – najpierw skończę zaplanowane lektury, a potem ruszę po znanych (w celu odświeżenia) i nieznanych jeszcze autorów. Obliczyłam, że na spokojne przeczytanie Noblistów potrzeba mi około czterech lat – jeśli przyjąć, że nie tylko Noblistów będę czytać, że niektórych pisarzy będe czytać po 2-3 książki i że niektóre powieści będą grube. Do Noblistów zresztą jeszcze wrócę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-7438646304563659395?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/7438646304563659395/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/11/nowe-plany-w-ramach-literatury-na.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7438646304563659395'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/7438646304563659395'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/11/nowe-plany-w-ramach-literatury-na.html' title='Nowe plany w ramach &quot;Literatury na peryferiach&quot;'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-8152903397807949248</id><published>2009-11-03T19:38:00.001+01:00</published><updated>2009-11-03T19:56:28.564+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kolorowe czytanie'/><title type='text'>Głos, który krzyczy. "Fioletowy hibiskus" Adichie</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SvB40Kp0rPI/AAAAAAAAEP4/M_NkreWtJ1E/s1600-h/fioletowy+hibiskus.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 235px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SvB40Kp0rPI/AAAAAAAAEP4/M_NkreWtJ1E/s320/fioletowy+hibiskus.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399948790825528562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Czytanie powieści spod znaku „Literatury na Peryferiach” jest doświadczeniem niezwykłym. Przy wyborze „Fioletowego hibiskusa” kierowałam się tylko i wyłącznie tytułem, który mnie urzekł, podobnie jak zrobiły to „Czasy kóz” Starovy oraz „Sól i szafran” Shamsie. Dlatego przystępując do lektury, byłam nieświadoma tego, co mnie czeka. Już pierwszego wieczoru zostałam pogryziona przez powieść Adichie. Zęby tej drastycznej historii, tak niewinnej w swoich pozorach, a tak tragicznej w samej głębi, wbiły się płytko, lecz pozostawiły po sobie niepokój i wiele pytań. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę nic pisać o tej książce. Nie chcę na chwilę obecną podejmować próby interpretacji lub krytyki. Lektura „Fioletowego hibiskusa” była w moim przypadku bardzo emocjonalna. Obdarowywała mnie na przemian –  to uczuciem nieprzyjemnego ścisku w klatce piersiowej, to radością, słońcem i nadzieją. Zawsze jednak towarzyszyła temu silna empatia w stosunku do Kambili – narratorki, 15-stoletniej dziewczyny, której oczyma spoglądamy na przedstawioną historię. „Fioletowy hibiskus” to nie tylko dzieło literackie. To także głos, który, choć mówi szeptem, krzyczy i chce być usłyszany, ponieważ ma coś bardzo ważnego do powiedzenia. Głos, który jest czymś więcej niż literaturą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Chimamanda Ngozi Adichie, „Fioletowy hibiskus”, AMBER, Warszawa 2004. &lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-8152903397807949248?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/8152903397807949248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/11/gos-ktory-krzyczy-fioletowy-hibiskus.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8152903397807949248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8152903397807949248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/11/gos-ktory-krzyczy-fioletowy-hibiskus.html' title='Głos, który krzyczy. &quot;Fioletowy hibiskus&quot; Adichie'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SvB40Kp0rPI/AAAAAAAAEP4/M_NkreWtJ1E/s72-c/fioletowy+hibiskus.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-1894206253152462030</id><published>2009-10-29T20:02:00.000+01:00</published><updated>2009-11-02T21:40:19.136+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><title type='text'>Być nie tylko sobą. "Sól i Szafran" Kamili Shamsie</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SunnFVYVqlI/AAAAAAAAEPo/jAYSA7ZtKgU/s1600-h/sol+i+szafran.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 205px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SunnFVYVqlI/AAAAAAAAEPo/jAYSA7ZtKgU/s320/sol+i+szafran.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398099707204840018" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;Sól i szafran – dwie, całkowicie odmienne substancje. Sól – prosta, pospolita, lecz niezbędna, którą zauważamy dopiero wtedy, gdy jej nie ma. Szafran – szlachetny i wyrafinowany, mile łechcący podniebienie. O tym właśnie jest powieść Shamsie – o ścieraniu się przeciwieństw, o próbie zrozumienia tego, co inne, o potrzebie świeżego spojrzenia na stare schematy, o złamaniu i wyciągnięciu na światło dzienne rodzinnego tabu i uczynienia z niego wartości, która wykracza poza zwykłe klasowe podziały. To jest powieść o miłości i potrzebie bycia „czymś więcej niż tylko sobą”.&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spotkanie z pakistańską pisarką na początku było trudne i pełne wzajemnej nieufności. Po kilku stronach zdążyłam już pomyśleć: nieodrodna córka Pamuka (a co, skoro krytyka literacka jak zwykle nie mogła sobie odmówić marketingowego porównania recenzowanej książki do stylu któregoś pisarza z Wielkiej Tradycji – tym razem, ba, do samego Salmana Rushdiego! –  to ja po raz kolejny przywołam Pamuka, którego jeszcze nie odchorowałam i zapewne jego cień przemykać będzie przynajmniej do końca tego roku, a.d. 2009). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aliya, 22-letnia studentka, dziewczyna z „wyższych sfer”, wprowadza nas bardzo karkołomnie w dzieje wielkiego rodu Dard-e-Dilów, do którego sama należy. Mnóstwo krótkich opowieści, rodzinnych anegdot, egzotycznych imion (które zaraz po ich przeczytaniu w magiczny sposób ulatniają się z pamięci); historia, tło polityczne i nastroje rewolucyjne towarzyszące odłączeniu się Pakistaniu od Indii w 1947 roku. Wszystko przyprawione szczyptą problematyki postkolonialnej (na linii – państwa Trzeciego Świata kontra Europa i USA) oraz klasowej (na linii – arystokracja, którą reprezentuje rodzina Aliyi kontra klasa, powiedzmy, robotnicza). Ufff... dużo tego. Na szczęście, jako swoistą przeciwwagę, Shamsie wprowadza wątek miłosny, który prowadzi w sposób bardzo subtelny i nieprzegadany. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza połowa powieści była powolnym oswajaniem się. Jeśli miałabym przyrównać „Sól i szafran” do którejś z książek polskiej, współczesnej, młodej prozy (ale tylko w celach komparatystycznych), wybrałabym „Lalę” Jacka Dehnela. Po pierwsze, w książce Shamsie daje się wyczuć szczególne napięcie pomiędzy narratorką Aliyą a jej babcią – Dadi – która obecna jest w pierwszej części jedynie w opowieściach wnuczki. Shamsie zarysowuje między nimi konflikt, wokół którego buduje otoczkę tajemnicy, wbudzając ciekawość czytelnika do wydarzeń mających miejsce w niedalekiej przeszłości. Po drugie, prawie wszystkie rodzinne opowieści Aliya zna właśnie od babci, po trzecie natomiast, tytułowa bohaterka„Lali” i jej rodzina także należą do arystokracji, a sam Dehnel nie pomija wątku relacji pomiędzy dworem a wsią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drugiej połowie powieści napięcie budujące powieść Shamsie przechodzi z Dadi na Mariam Apę, z którą Aliya jest bardzo silnie związana emocjonalnie i wokół której w zgrabny sposób pisarka owija nić rodzinnej tajemnicy, intrygi, wręcz sensacji. Narracja Shamsie od tego momentu staje się płynna i bezproblemowa w odbiorze. Nie jestem pewna, czy to jedynie efekt oswojenia się z lekturą czy raczej bezwiedne działanie pióra Shamsie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanowiłabym się jednak, czy nie jest to jednak celowy zabieg, mający odzwierciedlić to, co dzieje się z Alyią. Dziewczyna początkowo jest życiowo zagubiona i emocjonalnie niestabilna. Nie jest pewna, czy poglądy, które reprezentuje należą do niej czy raczej stanowią rodzinny spadek. Nie ma wątpliwości co do tego, że Aliya się zmienia i dojrzewa, zadając pytania i szukając odpowiedzi w niezliczonych opowieściach, których alegorią jest jedzenie i wzbogacające je przyprawy. Sól i szafran – dwie, całkowicie odmienne substancje. Sól – prosta, pospolita, lecz niezbędna, którą zauważamy dopiero wtedy, gdy jej nie ma. Szafran – szlachetny i wyrafinowany, mile łechcący podniebienie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym właśnie jest powieść Shamsie – o ścieraniu się przeciwieństw, o próbie zrozumienia tego, co inne, o potrzebie świeżego spojrzenia na stare schematy, o złamaniu i wyciągnięciu na światło dzienne rodzinnego tabu i uczynienia z niego wartości, która wykracza poza zwykłe klasowe podziały. To jest powieść o miłości i potrzebie bycia „czymś więcej niż tylko sobą”. Wiem jedno –  Shamsie nie jest niczyją córą. Jest sobą. A dzięki swojemu pisaniu także „czymś więcej”. Na pewno sięgnę po drugą książkę pisarki, „Kartografię”.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kamila Shamsie, „Sól i szafran”, przeł. K. Maciejczyk, Red Horse. &lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-1894206253152462030?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/1894206253152462030/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/10/byc-nie-tylko-soba-sol-i-szafran-kamili.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1894206253152462030'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1894206253152462030'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/10/byc-nie-tylko-soba-sol-i-szafran-kamili.html' title='Być nie tylko sobą. &quot;Sól i Szafran&quot; Kamili Shamsie'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SunnFVYVqlI/AAAAAAAAEPo/jAYSA7ZtKgU/s72-c/sol+i+szafran.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-4645576527575602054</id><published>2009-10-21T23:02:00.001+02:00</published><updated>2009-11-10T19:35:17.807+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lista NIEprzeczytanych książek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kolorowe czytanie'/><title type='text'>Czekając na rozkosz. "Szkarłatny płatek i biały" - Michel Faber</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/St93-ObRzWI/AAAAAAAAEOI/jAVdOzXlL_w/s1600-h/szkarlatny+platek+i+bialy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/St93-ObRzWI/AAAAAAAAEOI/jAVdOzXlL_w/s200/szkarlatny+platek+i+bialy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5395162789521247586" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;Książka Michela Fabera nie zachwyciła mnie. Cóż – miała prawo, ponieważ przeczytałam niewiele ponad 100 stron. Obiecałam sobie wprawdzie przeczytać chociaż 200, jednak musiałam przerwać lekturę, aby irytacja nie zachwiała mojej wewnętrznej równowagi.&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czerwony płatek i biały” uwiódł mnie tytułem, okrzykami zachwytu książkowych blogowiczów, a także gabarytami, które obiecywały, że przyjemność czytania i obcowania z bohaterami nie skończy się zbyt szybko. Kupiłam pokaźny egzemplarz, który niecierpliwie czekał na półce na swoją kolej. Niestety na próżno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może jestem zmęczona po Pamuku. Nie lubię jednak, gdy autor mnie zwodzi – angażuje w uważne czytanie, gdy następnie okazuje się, że wątek jest nieważny i nieistotny w kontekście kolejnych wątków. Faber prowadzi mnie uparcie do kolejnego wycinka historii, obfitującego w szczegóły i kwestie, którym już nie ufam i których, przyznaję, już nie lubię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakiś czas temu krążył po świecie pogląd, że współczesna literatura wydaje na świat jedynie –  rozdmuchane do rozmiarów powieści – opowiadania, ponieważ człowiek XXI wieku nie ma czasu na czytanie. Ostatnio jednak na rynku wydawniczym pojawiło się sporo grubych tomiszczy, jak choćby „Cień wiatru”, „Nazywam się czerwień” czy „Szkarłatny płatek i biały”. Nastała moda na wielostronicowe powieści, jakie pisało się kiedyś. Jednak dlaczego, gdy czytam książki Dostojewskiego, Manna, Hessego, Cortazara – tak przecież obfite w szczegóły, historie, długie rozmowy i niekończące się rozważania bohaterów – nie nudzę się? Wręcz przeciwnie –  skubię słowa bardzo starannie, czerpię z nich niewysłowioną [sic!] przyjemność i przede wszystkim wiem, że szczegóły te są istotne, bo budują powieść; że każdy z nich jest nieusuwalnym i niepowtarzalnym elementem całości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„The Guardian” napisał o twórczości Fabera: „Tak pisałby Dickens, gdyby wolno mu było mówić o wszystkim”. Może niekoniecznie trzeba mówić o wszystkim? Może Dickens nie byłby wtedy Dickensem? Z trwogą i rozkoszą (mimo wszystko) czekam na polski przekład „Woolf Hall” tegorocznej laureatki Nagrody Bookera, Hillary Mantel. Mam nadzieję, że kilkaset stron „napisanych” będzie mogło stanowić zarazem kilkaset stron „przeczytywalnych” (proszę wybaczyć mi te neologizmy  –  są naprawdę konieczne). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio nauczyłam się bez wyrzutów sumienia przeskakiwać nie interesujące mnie fragmenty. W pewnym sensie jest to zgubne – powieść staje się sitem o zbyt dużych dziurach, przez które przelatuje uwaga, przyjemność, w końcu – sam proces czytania. A wtedy nie pozostaje nic innego, jak dać sobie spokój. Dlatego Fabera odkładam. Poczekam na Innego Czytelnika, który przemówi do mojego rozsądku, podając kilka powodów, dla których warto przeczytać tę powieść. Tak bowiem było w wypadku „Cienia wiatru”, którą to książkę również za pierwszym razem odrzuciłam (jednak z innych przyczyn), tylko po to, aby za drugim dokonać bezpowrotnego skoku w otchłań najwyższych czytelniczych rozkoszy.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Michel Faber, „Szkarłatny płatek i biały”, W.A.B., Warszawa 2008.&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-4645576527575602054?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/4645576527575602054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/10/czekajac-na-rozkosz-szkaratny-patek-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/4645576527575602054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/4645576527575602054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/10/czekajac-na-rozkosz-szkaratny-patek-i.html' title='Czekając na rozkosz. &quot;Szkarłatny płatek i biały&quot; - Michel Faber'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/St93-ObRzWI/AAAAAAAAEOI/jAVdOzXlL_w/s72-c/szkarlatny+platek+i+bialy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-6330439098606061155</id><published>2009-10-19T19:29:00.001+02:00</published><updated>2009-10-19T19:49:21.086+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><title type='text'>Amatorki - Elfriede Jelinek</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/StyiBqEaWBI/AAAAAAAAENQ/nqjRbVIC3_I/s1600-h/amatorki+jelinek.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/StyiBqEaWBI/AAAAAAAAENQ/nqjRbVIC3_I/s320/amatorki+jelinek.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5394364603039373330" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;Ciężko cokolwiek napisać o tej książce – trzeba ją po prostu przeczytać. Jest niesamowita. Jej geniusz przede wszystkim polega na języku i formie, jakie zastosowała Jelinek. Historia bowiem jest stara jak świat – „Amatorki” opowiadają o relacjach między kobietami i mężczyznami – jednak sposób naświetlenia tego problemu, sposób jego przedstawienia, wytrąca z równowagi, szokuje, każe (po)myśleć inaczej niż zwykle. To książka na wskroś polityczna, jednak polityczna w innym, niż potocznie, znaczeniu.&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To książka niebezpieczna, która, gdybyśmy żyli w czasach niewoli, byłaby zakazana, ocenzurowana, publicznie spalona. Tej książki nie wolno czytać, ponieważ skutki jej odzdziaływania grożą zagładą ludzkości, masowym wstrzymaniem procesów prokreacyjnych i rozpadem rodziny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Noblistka bawi się językiem, buduje paralelne, czasem wręcz wyjęte z poezji zdania; związki frazeologiczne ściąga na ziemię, budując nowe znaczenia, eksperymentując, „co się stanie, jeśli” ulegnie zmianie, na przykład, forma zaimkowa – jak wpłynie to na świat przedstawiony powieści, na obraz bochaterów, ich psychologiczny portret. Jelinek nie używa dużych liter (jedynie w wyjątkowych przypadkach), jej zdania są połamane (tłumacz „Pianistki”, Ryszard Turczyn, bardzo trafnie zauważył, że „forma jest u Jelinek połamana tak jak ludzie, których opisuje”). Powieść jest dynamiczna i to bynajmniej nie przez wartką akcję. Akcji nie ma. Od początku autorka nie pozostawia złudzenia, że wszystko skończy się w tym samym rytmie i tempie, w jakim się zaczęło. Dynamika tkwi w języku i w eksperymencie zestawienia życiorysów dwóch kobiet, które raz szybciej, raz wolniej przeplatają się ze sobą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jelinek skupia się konsekwentnie na tym, co najbardziej ją interesuje, a więc na relacji między kobietą a mężczyzną, a przede wszystkim na motywacji, która pcha bohaterów do wiązania się z drugą osobą. Odrzuca zarazem wszystko, co mogłoby jej przeszkadzać i rozcienczać gęstość formy, którą sobie narzuciła. W powieści nie ma wielości szczegółów, zbędnych dygresji czy nachalnego wyjaśniania pobocznych kwestii.  Sama autorka w pewnym momencie pisze, że „nie będziemy rozpisywać się o miłości, bo jej po prostu nie ma”. Jelinek pisze tylko o tym co jest i co jest istotne w budowniu „nie-istotności” jako głównej kategorii organizującej powieść. „Amatorki” są traktatem o pustce egzystencjalnej, o fałszywym charakterze narzuconych przez środowisko wzorców zachowań i odwróceniu paradygmatu uczuć.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;E. Jelinek, „Amatorki”, W.A.B., Warszawa 2005.&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-6330439098606061155?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/6330439098606061155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/10/amatorki-elfriede-jelinek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6330439098606061155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/6330439098606061155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/10/amatorki-elfriede-jelinek.html' title='Amatorki - Elfriede Jelinek'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/StyiBqEaWBI/AAAAAAAAENQ/nqjRbVIC3_I/s72-c/amatorki+jelinek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-942773298999352120</id><published>2009-10-11T15:40:00.001+02:00</published><updated>2009-10-19T19:50:50.114+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kolorowe czytanie'/><title type='text'>Nazywam się Czytelnik. Orhana Pamuka "Nazywam się Czerwień"</title><content type='html'>Jestem Czytelnikiem i chciałbym opowiedzieć Wam historię pewnej Książki, którą niedawno miałem okazję przeczytać. Jest to dziwna powieść o świecie, który nazwałby zarówno mnie, jak i Was – innych Czytelników – Niewiernymi.  Jednak muszę się Wam do czegoś przyznać – skłamałem. Nie przeczytałem bowiem tej książki, zostało mi do końca jeszcze sto stron, które ciągle odkładam na kolejny dzień. Nie myślcie jednak o mnie źle. Nie robię tego specjalnie – to Powieść tego ode mnie chce. Ona bowiem wie, że jestem Niewierny i nie rozumiem jej świata, historii, religii. Wie, jaką trudność sprawia mi malowanie w wyobraźni tysiąca obrazów, które są tam opisane. Drwi ze mnie, gdy widzi, jak wysilam umysł, aby móc zobaczyć ten jeden jedyny odcień barwy, której użył Mistrz Behzad do pokolorowania sułtańskiej szaty. Patrzy z pogardą, gdy nierozumnym wzrokiem przebiegam po linijkach kolejnego rozdziału, gdy otwiera się przede mną kolejna szkatułka, z której wyskakują nieznane mi twarze, nieznani mistrzowie, nieznane barwy. Gdy bohaterem staje się Drzewo lub Moneta, Powieść wie, że nie jestem w stanie potraktować tych bajarzy tak, jak na to zasługują – a więc jako tych, kim naprawdę są, a nie tych, jakich ja, Niewierny Czytelnik, mogę zobaczyć. Przyznam się wam jeszcze do czegoś – irytowałem się i denerwowałem. Czytałem zbyt szybko, przeskakakiwałem zdania. Czy myślicie, że Powieści mogło się to podobać? O nie. I ja to wiem. Uwierzcie mi jednak, że się starałem. Pierwsze strony i rozdziały próbowałem gryźć zębami i długo przeżuwać ich smak. W połowie jednak poddałem się. Mordercę śledziłem już tylko od czasu do czasu. Obrazy stwarzane przez słowa pojawiały się jedynie migawkowo. Gniewałem się na Czarnego, że postępuje egoistycznie, lecz nie spróbowałem zrozumieć, dlaczego. Nie mówiąc o tym, że w ogóle przestały obchodzić mnie postaci Oliwki, Bociana i Motyla, skoro pojawiały się tak rzadko, mówiły o sobie tak wiele niezrozumiałych rzeczy, a ponadto weszły w pakt z Mordercą i zwodziły mnie, aby nie tak łatwo było skazać któregoś z nich na tortury i powolną śmierć. Jestem Czytelnikiem Niewiernych, a mój pobieżny rysunek zawiśnie w kawiarni Meddaha jedynie wtedy, gdy przyjdzie wieczór zabaw i uciech, a mężczyźni będą chcieli rozweselić się czyimś kosztem. I sam jestem sobie temu winien, bowiem ta Powieść pragnie kogoś, kto pochyli się nad nią, poświęci trochę więcej czasu, zada sobie trud wniknięcia w niezrozumiałe sprawy, w niejasne kwestie, w zawiłą historię. Kogoś, kto zamknie oczy i czytać ją będzie oczami serca, umysłu, wyobraźni. Strony tej Powieści mogą otworzyć się jedynie przed Wiernym Czytelnikiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/StHi6xjvuwI/AAAAAAAAEKY/paNN_Tjf6Io/s1600-h/nazywam+sie+czerwien.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 225px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/StHi6xjvuwI/AAAAAAAAEKY/paNN_Tjf6Io/s320/nazywam+sie+czerwien.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5391339728302750466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Orhan Pamuk, "Nazywam się Czerwień", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007.&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-942773298999352120?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/942773298999352120/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/10/nazywam-sie-czytelnik-orhana-pamuka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/942773298999352120'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/942773298999352120'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/10/nazywam-sie-czytelnik-orhana-pamuka.html' title='Nazywam się Czytelnik. Orhana Pamuka &quot;Nazywam się Czerwień&quot;'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/StHi6xjvuwI/AAAAAAAAEKY/paNN_Tjf6Io/s72-c/nazywam+sie+czerwien.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-2947325275022106316</id><published>2009-10-08T15:29:00.000+02:00</published><updated>2009-10-19T19:49:45.970+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><title type='text'>Herta Muller - NOBEL 2009</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/Ss3t22dtFrI/AAAAAAAAEIo/G24oRAXCtMc/s1600-h/herta+muller.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/Ss3t22dtFrI/AAAAAAAAEIo/G24oRAXCtMc/s400/herta+muller.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5390225855621174962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Laureatką literackiej nagrody Nobla 2009 została dzisiaj Herta Muller – urodzona w 1953 roku w Rumunii niemieckojęzyczna pisarka.&lt;/strong&gt; Na pytanie zamieszczone na stronie poświęconej &lt;a href="http://nobelprize.org"&gt;Nagrodzie Nobla &lt;/a&gt;– „Czy przeczytałeś jakąkolwiek książkę Herty Muller” – odpowiedziałam przecząco i tym samym znalazłam się w gronie „nie-czytelników” obejmującym, bagatela, 92% osób, które odwiedziły dzisiaj to miejsce w sieci i odpowiedziały na pytanie. Na stronach Gazety Wyborczej przeczytałam wywiad z pisarką opublikowany w czerwcu 2009 roku w Dużym Formacie, pt. &lt;a href="„Przećwiczyłam śmierć”"&gt;„Przećwiczyłam śmierć”&lt;/a&gt;. Hertę Muller na pewno trzeba będzie poznać, aczkolwiek po lekturze rozmowy z nią już teraz wiem, że nie będzie to łatwa, a raczej przygnębiająca, kontrowersyjna i ostra literatura. Pisarka bowiem należy do tej grupy literatów, którzy zostali napiętnowani przez II Wojnę Światową a następnie przez socjalistyczny ustrój panujący w Rumunii. Jej ojciec należał do SS i był zagorzałym nazistą. Muller jako mała dziewczyna musiała zmierzyć się z brakiem uczucia ze strony matki a także z despotycznym zachowaniem ojca. Później była prześladowana, przesłuchiwana, nieustannie kontrolowana przez władze. W końcu musiała wyemigrować do Niemiec, gdzie również nie zaznała spokoju. Jej proza, jak mogę wywnioskować z tej krótkiej rozmowy, naszpikowana jest tragicznymi wspomnieniami, strachem i śmiercią. Pisarka mówi w wywiadzie: &lt;strong&gt;„Pisanie jest przeciwieństwem życia. Kiedy piszę, w pewnym sensie nie istnieję. Jako osobie nie wolno mi się sobą zajmować. Zazwyczaj nie pracuję nad książką zbyt długo, bo nie mogę znieść tego napięcia. Pisząc, muszę przebywać tam, gdzie jestem wewnętrznie najbardziej zraniona, w przeciwnym razie w ogóle nie musiałabym pisać. To jak wędrówka po ostrzu noża, między ujawnieniem a zachowaniem tajemnicy.”&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-2947325275022106316?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/2947325275022106316/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/10/herta-muller-nobel-2009.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2947325275022106316'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2947325275022106316'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/10/herta-muller-nobel-2009.html' title='Herta Muller - NOBEL 2009'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/Ss3t22dtFrI/AAAAAAAAEIo/G24oRAXCtMc/s72-c/herta+muller.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-8596506718306223605</id><published>2009-09-28T21:01:00.000+02:00</published><updated>2009-10-19T19:49:58.170+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><title type='text'>„Czasy kóz” Luan Starova</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SsEIpEvuGQI/AAAAAAAAECc/_tb3z6AWrAo/s1600-h/starova_czasykoz.gif"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 170px; height: 265px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SsEIpEvuGQI/AAAAAAAAECc/_tb3z6AWrAo/s400/starova_czasykoz.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386596131053377794" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;„Czasy kóz” to jedna z powieści składających się na„Bałkańską Sagę” autorstwa macedońskiego pisarza Luana Starovy.  Opisuje czasy bezpośrednio po zakończeniu Drugiej Wojny Światowej i fali faszyzmu, jaka przelała się przez całą Europę. Okres głębokiego socjalizmu,  kiedy to Stalin postawił sobie za cel przetasowanie klas społecznych i utworzenie jednej, wielkiej partii robotniczej, w sposób szczególny dotyka południowe republiki bałkańskie. Macedońskim pasterzom nakazuje się opuszczenie rodzinnych domów w górach i masowe przybycie do miasta. Pasterze pojawiają się – w towarzystwie setek białych kóz.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;***&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Kozy stają się oczywistą przeszkodą na drodze do przekształcenia zwykłych pasterzy w klasę, która została przeznaczona do budowy mostów, autostrad i fabryk. Zdezorientowane władze początkowo nie wiedzą, jak podejść do tego problemu. Kozy zatem „chwilowo” mogą zostać. Okazuje się jednak, że z ich dobrodziejstw – mleka i serów – zaczyna korzystać nie tylko miejscowa ludność, ale także partia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść ma dwóch bohaterów. Jednym z nich jest „ojciec” – ojciec rodziny, której nazwiska nigdy nie poznajemy, a którego najmłodszy syn jest narratorem. Ojciec przybył ze swoją rodziną z Albanii, jest intelektualistą, noce spędza na czytaniu książek i pisaniu „Historii bałkańskich imperiów”. Książki pomagają mu przetrwać najtrudniejsze chwile, to z nich czerpie wiedzę o życiu i pyta o radę, gdy musi podjąć trudne decyzje. A tych w życiu rodziny jest niemało – dzieci często są głodne, nasłabsze umierają, a ich miejsce zastępują nowonarodzone. Ojciec długo zwleka z decyzją o kupnie kozy. Przede wszystkim, jako, że jest tutaj „obcy”, zależy mu na pozostaniu neutralnym. Zakup kozy oznaczałby wejście w wielką wspólnotę pasterzy – raz na zawsze związanie się z ich losem, z ich wartościami, także w tych złych czasach, jakie niechybnie nadejdą, gdy wejdzie w życie dyrektywa o likwidacji kóz. Ojciec, jako intelektualista, znalazłby się pierwszy na celowniku. W końcu jednak nadchodzi krytyczny moment – umiera kolejne dziecko, a matka zachodzi w ciążę. Aby przerwać ten zbyt szybki cykl życia i śmierci, ojciec decyduje się na zakup kozy. Wtedy poznaje Czangę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czanga przybywa do miasta na czele wielkiej wspólnoty pasterzy i kóz. Sprawia wrażenie silnego,  mitycznego wręcz, wojownika, który konsekwentnie dążąc do prawdy, kieruje się w życiu prostymi zasadami. Czanga jest królem kóz. Kozy są symbolem płodności i życia. Dają dzieciom mleko i ciepło, dzięki którym mogą przeżyć nawet najtrudniejsze czasy, nie zaznawszy głodu ani zimna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czanga jest bystry i inteligentny, zna życie równie dobrze jak ojciec. Jednak w przeciwieństwie do niego, wszelką wiedzę zdobył w sposób empiryczny. Ta różnica właśnie zbliża ich do siebie: „Szczerze żałował [Czanga – przyp. mój], wyznał to kiedyś mojemu ojcu, że nie nauczył się czytać, będąc dzieckiem, bo przez to umknęło mu całe życie. Na to ojciec odpowiedział, że to właśnie jemu, a nie Czandze, przez czytanie książek umknęło całe życie, prawdziwe życie” (70). Czanga podarował mu życie i ciepło, ojciec nauczył go czytać i pisać. W domu nad rzeką zwyczajem stały się dyskusje do świtu na temat „tych przeklętych bałkańskich czasów”, „czasów kóz” i problemu stalinizmu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;***&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;„Czasy kóz” podejmują problem historii Bałkanów, na których ciąży „mit o bałkańskim instynkcie samozagłady, zwanym też syndromem likwidacji, od którego nie był wolny żaden z bałkańskich narodów” (151). Ojciec „wciąż chciał się dowiedzieć, dlaczego w tym przeklętym bałkańskim błędnym kole, w którym wciąż trzeba było zaczynać wszystko od początku, zaczęto zabijać kozy, dlaczego tak trudno uwolnić się o bałkańskiego wariantu absurdu” (148). Reczywiście, w powieści dochodzi do wielu absurdalnych sytuacji. Kozy, które towarzyszą ludom bałkańskim od samych początków istnienia, nagle stają się problemem, stojącym na przeszkodzie do zrealizowania socjalistycznych celów. Gdy czytamy, że „koza to zatwardziały wróg socjalizmu” (120) czy „śmierć kozom, wolność dla narodu!” (124), objawia się nie tylko absurd tego problemu, ale także w pewnym sensie jego śmieszność, wynikająca z zestawienia pojęć, które w żaden sposób do siebie nie przystają. W ten sposób podejrzliwy czytelnik zaczyna zastanawiać się, czy aby na pewno chodzi (tylko) o kozy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść organizuje opozycja KSIĄŻKI / KOZY. Pierwszą kategorię reprezentuje ojciec, a także takie pojęcia jak „wiedza”, „historia”, „poznanie”. „Czasy kóz” to powieść o mocy słowa pisanego, a także o magii „głośnego czytania” i wspólnoty czytelniczej, co świetnie ilustruje fragment, gdy Czanga czyta na głos zgromadzonym wokół niego pasterzom opowiadanie o „Kozie Pana Seguin”. Drugą kategorię reprezentuje Czanga. Tutaj ważne są pojęcia „życia”, „płodności”, „poznania empirycznego” („powrót do natury” Rousseau). Wielka przyjaźń dwóch tak różnych osobowości – o przeciwstawnych charakterach, odmiennych doświadczeniach i tradycji – skłania do zadania pytania „czytać czy żyć?”. Czy jest możliwe „życie i czytanie” jednocześnie? Czy, tak jak ojciec, wybrać „vita contemplativa” czy raczej skłonić się ku „vita activa” i pójść śladami Czangi? Ojciec i Czanga byli sobie nawzajem potrzebni, ponieważ każdy z nich mógł dać to, co drugiemu było niezbędne do (prze)życia, a mianowice możliwość zaspokojenia GŁODU, bez której każdy z nich umarłby – ojciec wraz z rodziną, Czanga wraz ze stadem swoich kóz.    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opozycję KSIĄŻKI/KOZY łączy kategoria GŁODU, która jest kluczowa dla powieści Starovy. Książki pomagają przetrwać ciężkie czasy, zaspokajają głód intelektualny. Kozy podobnie, z tymże zaspokajają głód fizyczny. Książki łączą ludzi (głośne czytanie, wspólnota czytelnicza). Kozy w powieści zacierają różnice międzyklasowe, powodują, że ludzie o różnych poglądach i wartościach zaczynają darzyć się sympatią, dzieląc wspólny los. Głód jest zjawiskiem wspólnotowym. Wszelkiego głodu powinien bać się socjalizm. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Luan Starova, „Czasy kóz", przeł. Dorota Jovanka Ćirlić, Oficyna 21, Warszawa 2005. &lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-8596506718306223605?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/8596506718306223605/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/09/czasy-koz-luan-starova.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8596506718306223605'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8596506718306223605'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/09/czasy-koz-luan-starova.html' title='„Czasy kóz” Luan Starova'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SsEIpEvuGQI/AAAAAAAAECc/_tb3z6AWrAo/s72-c/starova_czasykoz.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-8199675649156044753</id><published>2009-09-23T14:13:00.003+02:00</published><updated>2011-11-28T21:47:34.786+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lista przeczytanych książek'/><title type='text'>Lista przeczytanych książek - stan na 1 grudnia 2011</title><content type='html'>1. Adichie Chimamanda Ngozi, Fioletowy hibiskus&lt;br /&gt;2. Adichie Chimamanda Ngozi, Połówka żółtego śłońca&lt;br /&gt;3. Alameddine Rabih , Hakawati. Mistrz opowieści&lt;br /&gt;4. Atwood Margaret, Moralny nieład&lt;br /&gt;5. Austen Jane, Duma i uprzedzenie&lt;br /&gt;6. Auster Paul, Księżycowy Pałac&lt;br /&gt;7. Baudrillard Jean, O uwodzeniu&lt;br /&gt;8. Beckett S., dramaty&lt;br /&gt;9. Berendt John, Północ w ogrodzie dobra i zła&lt;br /&gt;10. Borges J.L., opowiadania&lt;br /&gt;11. Borges J.L., Alef&lt;br /&gt;12. Borowski Tadeusz, Opowiadania&lt;br /&gt;13. Bronte Ch. , Wichrowe wzgórza,&lt;br /&gt;14. Bronte Charlotte, Dziwne losy Jane Eyre&lt;br /&gt;15. Buck Pearl S., Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu&lt;br /&gt;16. Bukowski Ch., Factotum&lt;br /&gt;17. Bułhakow M., Mistrz i Małgorzata&lt;br /&gt;18. Bursa, Zabicie ciotki,&lt;br /&gt;19. Calvino I., Jeśli zimową nocą podróżny&lt;br /&gt;20. Camus A., Dżuma&lt;br /&gt;21. Canetti, Auto da fé&lt;br /&gt;22. Capote Truman, Śniadanie u Tiffany'ego&lt;br /&gt;23. Carey Peter, Oscar I Lucynda  &lt;br /&gt;24. Carlin John, Invictus&lt;br /&gt;25. Carroll Johnatan  (Kraina chichów, Muzeum psów, Białe jabłka, Glos naszego cienia, Kości księżyca, Cylinder Heidelberga i In.)&lt;br /&gt;26. Carroll Lewis , Alicja w Krainie czarów&lt;br /&gt;27. Carroll Lewis , O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra&lt;br /&gt;28. Coelho  (Alchemik, Piata góra, Weronika postanawia umrzeć, Na brzegu rzeki Piedry…, Podręcznik wojownika światła, Pielgrzym)&lt;br /&gt;29. Coetzee, Czekając na barbarzyńców&lt;br /&gt;30. Coetzee , Hańba&lt;br /&gt;31. Collins Suzanne, Igrzyska śmierci&lt;br /&gt;32. Collins Suzanne , W pierścieniu ognia&lt;br /&gt;33. Collins Suzanne , Kosogłos&lt;br /&gt;34. Conrad,  Zwycięstwo&lt;br /&gt;35. Cortázar, Gra w klasy &lt;br /&gt;36. Cortázar, Egzamin&lt;br /&gt;37. Dehnel, Lala&lt;br /&gt;38. Dostojewski, Zbrodnia i kara&lt;br /&gt;39. Dostojewski, Bracia Karamazow (T. 1)&lt;br /&gt;40. Duteurtre B., Podróż do Francji&lt;br /&gt;41. Dygat, Jezioro Bodeńskie&lt;br /&gt;42. Eco, Imię  róży&lt;br /&gt;43. Eco, Wyspa dnia poprzedniego&lt;br /&gt;44. Eliade Mircea, Młodość stulatka&lt;br /&gt;45. Fadiman, Ex libris&lt;br /&gt;46. Fitzgerald F. S. , Wielki Gatsby&lt;br /&gt;47. Flagg Fannie, Smażone zielone pomidory&lt;br /&gt;48. Flaubert, Madame Bovary &lt;br /&gt;49. Fontane T., Effi Briest&lt;br /&gt;50. Fowles Mag (T. 1)&lt;br /&gt;51. Franklin B., Żywot własny&lt;br /&gt;52. Gall Anonim, Kronika Galla Anonima&lt;br /&gt;53. Gautier , Panna de Maupin&lt;br /&gt;54. Gautier , Avatar&lt;br /&gt;55. Gide A., Fałszerze&lt;br /&gt;56. Goethe , Cierpienia młodego Wertera&lt;br /&gt;57. Gombrowicz, Ferdydurke,&lt;br /&gt;58. Gombrowicz, Bakakaj&lt;br /&gt;59. Gombrowicz, Trans-Atlantyk&lt;br /&gt;60. Gretkowska, Polka&lt;br /&gt;61. Gretkowska, Kabaret metafizyczny &lt;br /&gt;62. Hamsun, Błogosławieństwo ziemi&lt;br /&gt;63. Hamsun, Głód&lt;br /&gt;64. Hardy Thomas, Tessa D'Urbeville&lt;br /&gt;65. Harrison Kathryn, Pocałunek&lt;br /&gt;66. Heller, Paragraf 22&lt;br /&gt;67. Hesse H., Wilk stepowy&lt;br /&gt;68. Hesse H., Siddharta&lt;br /&gt;69. Hesse H., Podróż na Wschód&lt;br /&gt;70. Hesse H., Gra szklanych paciorków&lt;br /&gt;71. Hesse H., Demian&lt;br /&gt;72. Hesse H., Narcyz i Złotousty&lt;br /&gt;73. Hłasko Marek, Opowiadania&lt;br /&gt;74. Houellebecq, Cząstki elementarne&lt;br /&gt;75. Huelle, Castorp &lt;br /&gt;76. Huxley, Nowy wspaniały świat&lt;br /&gt;77. Ishiguro Kazuo, Okruchy dnia&lt;br /&gt;78. James H., Daisy Miller&lt;br /&gt;79. Jelinek Elfriede,  Amatorki&lt;br /&gt;80. Kafka, Proces&lt;br /&gt;81. Kafka, opowiadania (Przemiana, Kolonia karna)&lt;br /&gt;82. Kamila Shamsie , Sól i szafran&lt;br /&gt;83. Keret Etgar, Tęskniąc za Kissingerem&lt;br /&gt;84. Kertesz Imre, Los utracony&lt;br /&gt;85. Kierkegaard Soren, Dziennik uwodziciela&lt;br /&gt;86. Kleinbaum N. H. , Stowarzyszenie umarłych poetów&lt;br /&gt;87. Konwicki Tadeusz, Mała apokalipsa&lt;br /&gt;88. Kosiński, Malowany Ptak&lt;br /&gt;89. Kuczok, Gnój&lt;br /&gt;90. Kundera, Żart &lt;br /&gt;91. Kundera, Życie jest gdzie indziej&lt;br /&gt;92. Kundera, Nieznośna lekkość bytu&lt;br /&gt;93. Larsson Stieg, Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet&lt;br /&gt;94. Le Clezio J.M.G,  Urania&lt;br /&gt;95. Le Clezio J.M.G , Zabić drozda&lt;br /&gt;96. Lessing Doris, Piąte dziecko&lt;br /&gt;97. Lewis M. G., Mnich&lt;br /&gt;98. Libera A., Madame&lt;br /&gt;99. Liebenberg Lauren, Smak dżemu i masła orzechowego&lt;br /&gt;100. London Jack, Martin Eden&lt;br /&gt;101. M. Soból,  Mojry&lt;br /&gt;102. Manguel, Moja historia czytania&lt;br /&gt;103. Mann T., Czarodziejska góra (T.1)&lt;br /&gt;104. Mann T., Doktor Faustus&lt;br /&gt;105. Mantel Hilary, Wolf Hall&lt;br /&gt;106. Marai, Pierwsza miłość&lt;br /&gt;107. Marquez G. García, Sto lat samotności&lt;br /&gt;108. Marquez G. García , O Miłości i innych demonach&lt;br /&gt;109. Marquez G. García, Miłość w czasach zarazy&lt;br /&gt;110. Martel, Życie Pi&lt;br /&gt;111. Masłowska, Powieść polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną&lt;br /&gt;112. Matute A. M., Wieża strażnicza&lt;br /&gt;113. McCarthy Cormac, Droga&lt;br /&gt;114. McEwan Ian, Pokuta&lt;br /&gt;115. McEwan Ian, Sobota&lt;br /&gt;116. Melville, Moby Dick (1 tom)&lt;br /&gt;117. Moravia, Obojętni&lt;br /&gt;118. Morrison Toni, Umiłowana&lt;br /&gt;119. Muller Herta, Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie&lt;br /&gt;120. Murakami Haruki, Sputnik Sweetheart&lt;br /&gt;121. Murakami Haruki, Norwegian Wood&lt;br /&gt;122. Musset A. de , Spowiedź dziecięcia wieku&lt;br /&gt;123. Nałkowska, Granica&lt;br /&gt;124. Niżnansky J., Pani na Czachticach&lt;br /&gt;125. Orwell, Rok 1984&lt;br /&gt;126. Orwell, Vivat Aspidistra&lt;br /&gt;127. Oz A., Mój Michael&lt;br /&gt;128. Pamuk Orhan, Nazywam się czerwień&lt;br /&gt;129. Pennac , Jak powieść&lt;br /&gt;130. Plath Sylvia, Szklany klosz&lt;br /&gt;131. Poe E. A. , Opowiadania&lt;br /&gt;132. Prus, Lalka&lt;br /&gt;133. Puzo Mario, Ojciec Chrzestny&lt;br /&gt;134. Remarque, Łuk triumfalny&lt;br /&gt;135. Reymont, Ziemia obiecana&lt;br /&gt;136. Roth P., Gdy była porządną dziewczyną &lt;br /&gt;137. Salinger, Buszujący w zbożu&lt;br /&gt;138. Saramago Jose, Wszystkie imiona&lt;br /&gt;139. Serelyte R., Gwiazdy epoki lodowcowej&lt;br /&gt;140. Shaw Irwin, Lucy Crown&lt;br /&gt;141. Shelley Mary, Frankenstein&lt;br /&gt;142. Shuty, Zwał&lt;br /&gt;143. Siemion P., Niskie Łąki&lt;br /&gt;144. Sieniewicz, Żydówek nie obsługujemy&lt;br /&gt;145. Sienkiwiecz Henryk, Ogniem i mieczem (1 tom)&lt;br /&gt;146. Sillitoe A., Samotność długodystansowca&lt;br /&gt;147. Sosnowski, Wielościan&lt;br /&gt;148. Stachura, Jeden dzień&lt;br /&gt;149. Stachura, Siekierezada albo zima leśnych ludzi&lt;br /&gt;150. Starova Luan, Czasy kóz&lt;br /&gt;151. Sterne L., Tristam Shandy (T.1)&lt;br /&gt;152. Sterne L., Podróż sentymentalna&lt;br /&gt;153. Stevenson, Doktor Jekyl i Mr. Hyde&lt;br /&gt;154. Stockett Kathryn, Służące&lt;br /&gt;155. Suskind , Pachnidło&lt;br /&gt;156. Sward Anne, Lato Polarne&lt;br /&gt;157. Szekspir , dramaty &lt;br /&gt;158. Tasso, Jerozolima wyzwolona&lt;br /&gt;159. Tochman Wojciech, Bóg zapłać&lt;br /&gt;160. Tokarczuk, Dom dzienny dom nocny&lt;br /&gt;161. Tokarczuk, Anna In w grobowcach świata&lt;br /&gt;162. Tschinag Galsan , Koniec pieśni&lt;br /&gt;163. Turgieniew , (opowiadania)&lt;br /&gt;164. Vargas-Llosa , Gawędziarz&lt;br /&gt;165. Voltaire , Kandyd&lt;br /&gt;166. Vonnegut, Kocia kolyska&lt;br /&gt;167. Wharton (Ptasiek, Werniks, Al, Tato)&lt;br /&gt;168. Wilde, Portret Doriana Graya&lt;br /&gt;169. Witkowski, Lubiewo&lt;br /&gt;170. Wolf V., Do latarni morskiej&lt;br /&gt;171. Wolf V.,  Orlando&lt;br /&gt;172. Xingijan Gao, Góra duszy&lt;br /&gt;173. Zafon Carlos Ruiz, Cień wiatru&lt;br /&gt;174. Żeromski , Przedwiośnie&lt;br /&gt;175. Żeromski , Ludzie bezdomni&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-8199675649156044753?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/8199675649156044753/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/09/lista-przeczytanych-ksiazek-stan-na.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8199675649156044753'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/8199675649156044753'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/09/lista-przeczytanych-ksiazek-stan-na.html' title='Lista przeczytanych książek - stan na 1 grudnia 2011'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-5676094290820664033</id><published>2009-09-23T09:48:00.001+02:00</published><updated>2009-10-19T19:50:12.223+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura na peryferiach'/><title type='text'>"Młodość stulatka" Mircea Eliade</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SrnS9kX_7TI/AAAAAAAAD6w/x2LkBXESHtU/s1600-h/mlodosc_stulatka.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 263px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SrnS9kX_7TI/AAAAAAAAD6w/x2LkBXESHtU/s400/mlodosc_stulatka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5384566784676326706" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;„Młodość stulatka” to niewielka powieść rumuńskiego indologa, religioznawcy i filozofa, Mircea Eliade. W Rumunii po raz pierwszy ukazała się w na łamach czasopisma „Revista Scriitorilor” w 1978 i 1979 roku. Jest historią 70-letniego sinologa, sfrustrowanego faktem, że nie zdołał opanować wszystkich języków orientalnych i niczego nie osiągnął. Pewnego dnia, dokładnie w Wielkanoc, raził go piorun. Wbrew oczekiwaniom, Dominik Matei nie tylko przeżył, ale także odmłodniał o 30 lat, zyskał fenomenalną pamięć i ogromną wiedzę.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść z jednej strony posiada pierwiastek since fiction, ponieważ podejmuje temat człowieka posthistorycznego, Nietzscheańskiego „nadczłowieka”, dziecka wojen nuklearnych, które rozpacz, będącą wynikiem zagłady dotychczasowego świata, zaspokoi nieskończonymi możliwościami psychomentalnymi.  Z drugiej jednak strony, jak pisze Ireneusz Kania w posłowiu, motyw „wiecznej młodości” Eliade czerpie z bogatej tradycji literackiej i folkloru Rumunii. Przytacza bajkę o królewiczu, któremu król-ojciec obiecał życie bez śmierci i który rusza na poszukiwanie krainy, gdzie byłby wiecznie młody. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Narracja „Młodości stulatka” opiera się w dużej mierze na dialogu (sic!) wewnętrznym i reminiscencjach. Wsutek zyskania nowego życia, Dominik Matei zyskuje również „drugie ja”, z którym prowadzi spokojne rozmowy. Pojawiają się odniesienia do psychologii głębi C. G. Junga, a także do psychoanalizy Freuda. W tej powieści jest dużo snów, które przeplatają się z jawą. Bohater ma napady somnabuliczne, podczas których dzieją się dziwne i niezrozumiałe rzeczy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść podejmuje także zagadenia etyczne związane z eksperymentami naukowymi na zwierzętach i ludziach. Akcja książki rozpoczyna się bezpośrednio przed wybuchem Drugiej Wojny Światowej. Zainteresowanie nazistów przypadkiem „odmłodzonego przez piorun” jest w tym kontekście oczywiste, szczególnie, że niezależnie od historii Dominika Matei, jeden z naukowców niemieckich stawia tezę, że możliwe jest odmłodzenie ludzkiego ciała za pomocą wyładowania elektrycznego o mocy ponad miliona wolt. Bohater musi uciekać nie tylko przed rozgłosem, ale także przed ryzykiem potwierdzenia swoim przykładem tej przerażającej tezy, której realizacja mogłaby być dla  ludzkości tragiczna w skutkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mircea Eliade, „Młodość stulatka”, przeł. Ireneusz Kania, W.A.B., Warszawa 2008&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-5676094290820664033?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/5676094290820664033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/09/modosc-stulatka-mircea-eliade.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5676094290820664033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5676094290820664033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/09/modosc-stulatka-mircea-eliade.html' title='&quot;Młodość stulatka&quot; Mircea Eliade'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SrnS9kX_7TI/AAAAAAAAD6w/x2LkBXESHtU/s72-c/mlodosc_stulatka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-2715738168096811190</id><published>2009-09-22T21:19:00.000+02:00</published><updated>2009-09-28T18:59:27.153+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plany'/><title type='text'>Moje plany czytelnicze na najbliższych kilka miesięcy</title><content type='html'>&lt;strong&gt;W ramach „&lt;a href="http://www.projektnoblisci.blogspot.com/"&gt;Projektu Nobliści&lt;/a&gt;” czytam:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;1.Gabriel Garcia Marquez – Sto lat samotności&lt;br /&gt;2.Orhan Pamuk – Nazywam się czerwień&lt;br /&gt;3.Alfrede Jelinek – Pianistka&lt;br /&gt;4.Jean-Marie G. le Clézio&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W ramach „&lt;a href="http://peryferia.blox.pl/html"&gt;Literatury na peryferiach&lt;/a&gt;” czytam:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;1. Luan Starova „Czasy kóz” (Macedonia)&lt;br /&gt;2. Mircea Eliade „Młodość stulatka” (Rumunia)&lt;br /&gt;3. Kamila Shamsie „Sól i Szafran" (Pakistan)&lt;br /&gt;4. Ngozi Adichie Chimamanda „Fioletowy hibiskus” (Nigeria)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dead line na powyższe projekty to 21 grudnia.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już wcześniej pisałam, bardzo spodobało mi się wyzwanie „&lt;a href="http://koloroweczytanie.blox.pl"&gt;Kolorowe czytanie&lt;/a&gt;”, jednak muszę podjąć je indywidualnie. Wybrałam w sumie siedem interesujących książek, które w tytule zawierają jakiś kolor. Oto lista:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.Michel Faber „Szkarłatny płatek i biały”&lt;br /&gt;2.Fannie Flag „Smażone zielone pomidory”&lt;br /&gt;3.Ngozi Adichie Chimamanda „Fioletowy hibiskus”&lt;br /&gt;4.Antonina Kozłowska „Czerwony rower”&lt;br /&gt;5.Nair Preethi „Sto odcieni bieli” &lt;br /&gt;6.Zadie Smith „Białe zęby”&lt;br /&gt;7.Marisa Madieri „Wodna zieleń”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pierwszym rzędzie w ramach kolorów czeka na mnie 800-stronicowa powieść Fabera, przed której kupnem nie potrafiłam się powstrzymać i ostatecznie złamałam się kilka dni temu. Na poczcie czeka także „Wodna zieleń”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie 14 książek. Bardzo się cieszę z powodu istnienia tylu świetnych książek do przeczytania i bardzo jestem ciekawa, co będzie, gdy skończę czytać i pisać o czternastej książce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Właśnie uświadomiłam sobie, że autorka „Fioletowego hibiskusa” jest Nigeryjką i śmiało mogę przeczytać tę książkę w ramach literatury na peryferiach. Podobnie jest z autorką „Sto odcieni bieli”, która jest hinduską mieszkającą w Wielkiej Brytanii. Z tą pozycją jednak jeszcze się wstrzymam do czasu, aż będe mieć pewnosć, że zdąże przeczytać planowane książki do 21 grudnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W komentarzach będę zamieszczać tytuły książek „do przeczytania później”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-2715738168096811190?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/2715738168096811190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/09/moje-plany-czytelnicze-na-najblizsze.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2715738168096811190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/2715738168096811190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/09/moje-plany-czytelnicze-na-najblizsze.html' title='Moje plany czytelnicze na najbliższych kilka miesięcy'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-1734461536065286968</id><published>2009-09-22T20:35:00.000+02:00</published><updated>2009-10-19T19:50:30.406+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='projekt nobliści'/><title type='text'>"Sto lat samotności" - Gabriel Garcia Marquez</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SrkZoy_qcTI/AAAAAAAAD5Y/C3y30uf5M1Q/s1600-h/sto+lat+samotnosci.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 207px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SrkZoy_qcTI/AAAAAAAAD5Y/C3y30uf5M1Q/s400/sto+lat+samotnosci.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5384363018172395826" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;&lt;em&gt;Aureliano wyobrażał go sobie w golfie, który zdjemował dopiero, gdy kawiarnie na Montparnasse zaczynały wypełniać się parami wiosennych zakochanych, śpiącego w dzień, by oszukać głód, a piszącego w nocy, w pokoiku cuchnącym gotowanymi kalafiorami, gdzie miał umrzeć Rocamadour &lt;/em&gt;(s. 440).&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyzna, który rysował się w wyobraźni przedostatniego członka wielkiej rodziny Buendia to Gabriel Marquez –  jeden z czworga przyjaciół tego wielkiego samotnika  i dziwaka, z którym zbliżył się szczególnie, a który był praprawnukiem Gerinelda Marqueza – serdecznego przyjaciela słynnego pułkownika Aureliana Buendii. Kim naprawdę był Gabriel Marquez i co wiedział o samotności? On jako jedyny wierzył Aurelianowi, gdy ten wspominał swojego prapradziadka pułkownika, którego stoczone trzydzieści dwie wojny już dawno pogrążyły się w mrokach niepamięci mieszkańców Macondo. Gabriel Marquez – postać marginalna, pozornie nie mająca większego znaczenia, o której nie pisze się zbyt wiele, a jednak – alter ego pisarza. Pod koniec powieści wyjeżdża do Paryża i tam niczym Horacio Oliveira (alter ego Cortazara) dusi się w ciasnych facjatkach i pisze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Samotność obejmuje okres stu lat, który opisał Melquiades, posługując się sanskrytem, aby zaszyfrować losy rodziny Buendia. „Sto lat” to czas symboliczny. Jose Arcadio Buendia i jego żona Urszula Iguaran opuszczają rodzinną wioskę niczym Adam i Ewa, wygnani z Raju wskutek popełnionego grzechu (Jose Arcadio dokonuje morderstwa), wyruszają na poszukiwanie nowej ziemi. W ten sposób docierają do Macondo – miejsca mitycznego, którego dzieje stanowią streszczenie dziejów świata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Członkowie rodziny Buendia naznaczeni są przekleństwem szaleństwa („Tacy oni są wszyscy [...] pomyleni od urodzenia”, s. 204) i samotności („rodzinne piętno osamotnienia”, s.204). W powieści dużo stron poświęconych jest wojnie, którą Marquez, choć odkłada ją „na później”, obiecuje już w pierwszym zdaniu: „Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego, pułkownik Aureliano Buendia miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy ojciec zabrał go z sobą do obozu Cyganów, żeby mu pokazać lód”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Światem przedstawionym rządzi charakterystyczny dla literatury iberoamerykanskiej „realizm magiczny” („lo real maravilloso”), który objawia się w przeczuciu śmierci, w rozmowach z umarłymi, w magnetycznym spojrzeniu małego chłopca, który potrafi przesuwać wzrokiem przedmioty, ale także ma źródło w pierwotnej mocy właściwej kobietom, kierującym się głosem intuicji i emocji. To, co wydawałoby nam się niezwykłe, nie wydaje się takie samo bohaterom powieści, i na odwrót – dobrze ilutrują to wynalazki sprowadzane z całego świata do Macondo przez Cygana Melquiadesa – lód i magnes są właśnie tym, co magiczne i niepojęte dla Josego Arcadia i innych mieszkańców osady. Natomiast nie dziwi nikogo, ani nie trwoży wniebowzięcie Pięknej Remedios czy snujący się po domu duch zmarłego Melquiadesa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O „Stu latach samotności” ciężko napisać coś oryginalnego. Jest to pozycja dobrze znana nie tylko pożeraczom literatury pięknej. Warto do niej wracać po latach. W moim przypadku, gdy czytałam ją po raz pierwszy około pięć lat temu, doświadczenie powtórnej lektury pokazało, że całkowicie uleciał mi z pamięci wątek wojenny, który przecież jest tak obszerny w tej powieści, ocalały natomiast alchemiczne poszukiwania w małym pokoiku wypełnionym tajemniczymi książkami i świętymi tekstami, a także wniebowstąpienie Pieknej Remedios. Jestem ciekawa, co pozostanie, gdy minie kolejnych pięć lat...  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gabriel Garcia Marquez, „Sto lat samotności”, przeł. G. Grudzińska, K. Wojciechowska, MUZA SA, Warszawa 2003&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-1734461536065286968?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/1734461536065286968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/09/sto-lat-samotnosci-gabriel-garcia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1734461536065286968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/1734461536065286968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/09/sto-lat-samotnosci-gabriel-garcia.html' title='&quot;Sto lat samotności&quot; - Gabriel Garcia Marquez'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_RP2LJZ44hIw/SrkZoy_qcTI/AAAAAAAAD5Y/C3y30uf5M1Q/s72-c/sto+lat+samotnosci.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1555480246430573257.post-5539094343034157840</id><published>2009-09-16T21:33:00.001+02:00</published><updated>2009-09-22T21:33:25.709+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='plany'/><title type='text'>Bredablik</title><content type='html'>To będzie blog poświęcony książkom i mojej pasji podróżowania po świecie literatury. Wszystko zaczęło się od lektury "Tessy d'Urbeville", którą skończyłam czytać w zeszłym tygodniu. Byłam pod tak wielkim wrażeniem tej powieści, że przed wizytą w czytelni zapragnęłam znaleźć więcej informacji na jej temat w internecie. Tak trafilam na bloga &lt;a href="http://kasiek-mysli.blogspot.com/"&gt;Kasi&lt;/a&gt;, która też niedawno czytała powiesc Hardy'ego i krótko opisała te doświadczenie na swoim blogu. Stamtąd dostalam sie na blogi &lt;a href="http://peryferia.blox.pl"&gt;"Literatura na peryferiach"&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.projektnoblisci.blogspot.com/"&gt;"Projekt Noblisci"&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://koloroweczytanie.blox.pl"&gt;"Kolorowe czytanie"&lt;/a&gt;. Tak bardzo spodobała mi sie idea wspólnego czytania i stawiania sobie wyzwań czytelniczych według danego klucza, że czym prędzej postanowiłam wziąć udział w dwóch pierwszych. Chętnie wzięłabym udział także w „Kolorowym czytaniu”, ale termin zakończenia tego wyzwania jest już bliski i nie zdążylabym przeczytać trzech pozycji. Niemniej wybrałam sobie z listy lektur sześć książek, których tytuły wzbudziły moje szczególne zainteresowanie i mam zamiar przeczytać je już w ramach wyzwania indywidualnego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nazwa mojego bloga została zaczerpnięta z powieści Knuta Hamsuna "Błogosławieństwo ziemi" - tak nazywała się niewielka posiadłość jednego z bohaterów. Jednak tak naprawdę na ten piękny, magiczny wyraz zwrocił uwagę już mój tata wiele, wiele lat temu, gdy on sam czytał Hamsuna i szczególnie sposobało mu się zimne i enigmatyczne brzmienie słowa "Bredablik" - i nazwał tak rozkładany fotel, który pamiętam, od kiedy zaczęłam jako dziecko pojmować związek pomiędzy przedmiotami a nazwami, a który to fotel już dawno rozpadł się ze starości. Jednak tyle książek, ile przeczytałam siedząc w nim głęboko zawinięta w ciepły koc, to tylko sam Bredablik wie. Tak więc już na zawsze Bredablik kojarzyć mi się będzie z czytaniem, z niesamowitą przygodą zagłębiania się w opowieść, w inny swiat, który można stwarzać wciąż na nowo w swojej wyobraźni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prowadzę jeszcze innego bloga, który opowiada o mojej drugiej pasji - fotografii. Zapraszam &lt;a href=" www.annaliwia.blogspot.com"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1555480246430573257-5539094343034157840?l=bredablik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://bredablik.blogspot.com/feeds/5539094343034157840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/09/bredablik.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5539094343034157840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1555480246430573257/posts/default/5539094343034157840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://bredablik.blogspot.com/2009/09/bredablik.html' title='Bredablik'/><author><name>Anna Liwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09220986179888179778</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/-zXDi56Ta4xU/Tf4laJLlsnI/AAAAAAAAFyU/yP-Yb_JT9os/s220/ania2.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry></feed>
