
Nie wiem dlaczego, ale pierwszy powiew ciepłego powietrza przypomina mi o pachnących ciepłych wieczorach, gdy jeździliśmy do kina Patria, o „Waldenie”, którego zawsze w kwietniu i maju fragmenty czytam, zaśmiewam się i dumam na przemian nad wciąż aktualnymi refleksjami tego hippisowskiego egzystencjalisty – Thoreau’a. Jako kompan krok w krok podąża z nim Emerson, piewca Natury, a krok przed nim Nietzsche, którego teoria „cierpliwości pośladków” co roku zmusza mnie do rozpoczynania sezonu biegowego gdzieś właśnie w okolicach marca (zaczynam jutro rano). Ci trzej Panowie, łączący abstrakcyjną myśl z fizycznym ruchem, stanowią dla mnie od kilku dobrych lat inspirację i pragnienie przebywania wiosną jak najwięcej na świezym powietrzu, prowokowania ciała do wydzielania dużej ilości potu i podziwiania czerwonych plam na twarzy po 40-minutowym biegu – bowiem dopiero wtedy takiej myśli, powstałej w takich okolicznościach, można zaufać i podążać za nią, wtedy umysł staje się naprawdę świeży, a krew płynie szybciej i jest się szczęśliwym.
Byli mężczyźni, teraz czas na Panie. Pinkola Estes, Budnitz, Woydyłło i Majewska-Opiełka – trio, na które składa się mieszanka baśniowości, magii, pra-, pierwotnej kobiety, dzikiej natury wilczycy oraz współpczesnej psychologii, po cześci emocjonalnej, po części związanej z technicznymi aspektami życia, np. zarządzania własnym czasem.
Na koniec coś z pogranicza estetyki, czyli wspaniałe eseje Herberta "Barbarzyńca w ogrodzie", które szczególnie kojarzą mi się z wiosną, ponieważ właśnie wtedy po raz pierwszy kilka lat temu je czytałam. Pragnę szczególnie uwrażliwić się na odbiór wizualny malarstwa, wybrać sobie jednego z ulubionych malarzy i zagłębić się w jego osobowość jako człowieka i artysty, a także w jego dzieła. Podobnie z poezją, której tu zabrakło w stosiku i której brakuje w moim życiu w ogóle. Postanowiłam pociągnąć i zaczytać się właśnie w Herbercie, który był moim ulubionym poetą w liceum. Na koniec powtórka z Ann Fadiman "Ex Libris" – ku miłości książek o książkach i pragnieniu „jeszcze raz”. Może uda mi sie coś nowego przechwycić do mojego życia czytelniczego.
Wszystkie powyższe książki, to „książki wiosenne”, ktore począwszy od jutra, 1 marca, chcę czytać fragmentami, na wyrywki, szaleńczo i zachłannie, przez całą wiosnę, powiedzmy do połowy czerwca. Będę zamieszczać w Bredabliku co ciekawsze cytaty, może z komentarzem.
Ponadto szczególne podziękowania dla Maga-Mary, która zamówiła dla mnie audiobooka „White Teeth”, czytany przez Alexa Jenningsa i który stanowi teraz nierozerwalną całość z moją książką w oryginale. Wszystko po to, aby synergia mogła zaistnieć, tzn. poznawianie literatury i nauka języka za jednym zamachem. Dzięki Aniu! (dostałam też super kartkę :))

A poniżej moje ostatnie zdobycze: wczoraj udało mi się kupić po jedyne 7 złotych każda „Eve Green” Susan Fletcher oraz „Historia pewnej mistyfikacji” Petera Careya. Natomiast tydzien temu otrzymałam od Bartka w prezencie „Smażone zielone pomidory”, które właśnie kończę czytać i jest to tak ZAJEBISTA powieść, że aż się boję chwili, w której będę miała zasiąść do napisania recenzji, aby w pełni oddać miarę mojego zachwytu. To czeka mnie już jutro (czy Wam też czasami z trudem przychodzi napisanie dobrego tekstu? Albo w ogóle nie przychodzi?...)
