poniedziałek, 28 września 2009

„Czasy kóz” Luan Starova

„Czasy kóz” to jedna z powieści składających się na„Bałkańską Sagę” autorstwa macedońskiego pisarza Luana Starovy. Opisuje czasy bezpośrednio po zakończeniu Drugiej Wojny Światowej i fali faszyzmu, jaka przelała się przez całą Europę. Okres głębokiego socjalizmu, kiedy to Stalin postawił sobie za cel przetasowanie klas społecznych i utworzenie jednej, wielkiej partii robotniczej, w sposób szczególny dotyka południowe republiki bałkańskie. Macedońskim pasterzom nakazuje się opuszczenie rodzinnych domów w górach i masowe przybycie do miasta. Pasterze pojawiają się – w towarzystwie setek białych kóz.

***
Kozy stają się oczywistą przeszkodą na drodze do przekształcenia zwykłych pasterzy w klasę, która została przeznaczona do budowy mostów, autostrad i fabryk. Zdezorientowane władze początkowo nie wiedzą, jak podejść do tego problemu. Kozy zatem „chwilowo” mogą zostać. Okazuje się jednak, że z ich dobrodziejstw – mleka i serów – zaczyna korzystać nie tylko miejscowa ludność, ale także partia.

Powieść ma dwóch bohaterów. Jednym z nich jest „ojciec” – ojciec rodziny, której nazwiska nigdy nie poznajemy, a którego najmłodszy syn jest narratorem. Ojciec przybył ze swoją rodziną z Albanii, jest intelektualistą, noce spędza na czytaniu książek i pisaniu „Historii bałkańskich imperiów”. Książki pomagają mu przetrwać najtrudniejsze chwile, to z nich czerpie wiedzę o życiu i pyta o radę, gdy musi podjąć trudne decyzje. A tych w życiu rodziny jest niemało – dzieci często są głodne, nasłabsze umierają, a ich miejsce zastępują nowonarodzone. Ojciec długo zwleka z decyzją o kupnie kozy. Przede wszystkim, jako, że jest tutaj „obcy”, zależy mu na pozostaniu neutralnym. Zakup kozy oznaczałby wejście w wielką wspólnotę pasterzy – raz na zawsze związanie się z ich losem, z ich wartościami, także w tych złych czasach, jakie niechybnie nadejdą, gdy wejdzie w życie dyrektywa o likwidacji kóz. Ojciec, jako intelektualista, znalazłby się pierwszy na celowniku. W końcu jednak nadchodzi krytyczny moment – umiera kolejne dziecko, a matka zachodzi w ciążę. Aby przerwać ten zbyt szybki cykl życia i śmierci, ojciec decyduje się na zakup kozy. Wtedy poznaje Czangę.

Czanga przybywa do miasta na czele wielkiej wspólnoty pasterzy i kóz. Sprawia wrażenie silnego, mitycznego wręcz, wojownika, który konsekwentnie dążąc do prawdy, kieruje się w życiu prostymi zasadami. Czanga jest królem kóz. Kozy są symbolem płodności i życia. Dają dzieciom mleko i ciepło, dzięki którym mogą przeżyć nawet najtrudniejsze czasy, nie zaznawszy głodu ani zimna.

Czanga jest bystry i inteligentny, zna życie równie dobrze jak ojciec. Jednak w przeciwieństwie do niego, wszelką wiedzę zdobył w sposób empiryczny. Ta różnica właśnie zbliża ich do siebie: „Szczerze żałował [Czanga – przyp. mój], wyznał to kiedyś mojemu ojcu, że nie nauczył się czytać, będąc dzieckiem, bo przez to umknęło mu całe życie. Na to ojciec odpowiedział, że to właśnie jemu, a nie Czandze, przez czytanie książek umknęło całe życie, prawdziwe życie” (70). Czanga podarował mu życie i ciepło, ojciec nauczył go czytać i pisać. W domu nad rzeką zwyczajem stały się dyskusje do świtu na temat „tych przeklętych bałkańskich czasów”, „czasów kóz” i problemu stalinizmu.

***
„Czasy kóz” podejmują problem historii Bałkanów, na których ciąży „mit o bałkańskim instynkcie samozagłady, zwanym też syndromem likwidacji, od którego nie był wolny żaden z bałkańskich narodów” (151). Ojciec „wciąż chciał się dowiedzieć, dlaczego w tym przeklętym bałkańskim błędnym kole, w którym wciąż trzeba było zaczynać wszystko od początku, zaczęto zabijać kozy, dlaczego tak trudno uwolnić się o bałkańskiego wariantu absurdu” (148). Reczywiście, w powieści dochodzi do wielu absurdalnych sytuacji. Kozy, które towarzyszą ludom bałkańskim od samych początków istnienia, nagle stają się problemem, stojącym na przeszkodzie do zrealizowania socjalistycznych celów. Gdy czytamy, że „koza to zatwardziały wróg socjalizmu” (120) czy „śmierć kozom, wolność dla narodu!” (124), objawia się nie tylko absurd tego problemu, ale także w pewnym sensie jego śmieszność, wynikająca z zestawienia pojęć, które w żaden sposób do siebie nie przystają. W ten sposób podejrzliwy czytelnik zaczyna zastanawiać się, czy aby na pewno chodzi (tylko) o kozy.

Powieść organizuje opozycja KSIĄŻKI / KOZY. Pierwszą kategorię reprezentuje ojciec, a także takie pojęcia jak „wiedza”, „historia”, „poznanie”. „Czasy kóz” to powieść o mocy słowa pisanego, a także o magii „głośnego czytania” i wspólnoty czytelniczej, co świetnie ilustruje fragment, gdy Czanga czyta na głos zgromadzonym wokół niego pasterzom opowiadanie o „Kozie Pana Seguin”. Drugą kategorię reprezentuje Czanga. Tutaj ważne są pojęcia „życia”, „płodności”, „poznania empirycznego” („powrót do natury” Rousseau). Wielka przyjaźń dwóch tak różnych osobowości – o przeciwstawnych charakterach, odmiennych doświadczeniach i tradycji – skłania do zadania pytania „czytać czy żyć?”. Czy jest możliwe „życie i czytanie” jednocześnie? Czy, tak jak ojciec, wybrać „vita contemplativa” czy raczej skłonić się ku „vita activa” i pójść śladami Czangi? Ojciec i Czanga byli sobie nawzajem potrzebni, ponieważ każdy z nich mógł dać to, co drugiemu było niezbędne do (prze)życia, a mianowice możliwość zaspokojenia GŁODU, bez której każdy z nich umarłby – ojciec wraz z rodziną, Czanga wraz ze stadem swoich kóz.

Opozycję KSIĄŻKI/KOZY łączy kategoria GŁODU, która jest kluczowa dla powieści Starovy. Książki pomagają przetrwać ciężkie czasy, zaspokajają głód intelektualny. Kozy podobnie, z tymże zaspokajają głód fizyczny. Książki łączą ludzi (głośne czytanie, wspólnota czytelnicza). Kozy w powieści zacierają różnice międzyklasowe, powodują, że ludzie o różnych poglądach i wartościach zaczynają darzyć się sympatią, dzieląc wspólny los. Głód jest zjawiskiem wspólnotowym. Wszelkiego głodu powinien bać się socjalizm.

Luan Starova, „Czasy kóz", przeł. Dorota Jovanka Ćirlić, Oficyna 21, Warszawa 2005.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza